ROZDZIAŁ 37 - ŚwIaDoMoŚć

720 71 6

Jestem w jakimś ciemnym miejscu. Nie wiem gdzie i nie wiem dlaczego. Co się stało, nie pamiętam. Moja pamięć jest taka jakby wyczyszczona, jakby mi ktoś wymazał wspomnienia. Co ja mam teraz zrobić, jak nawet nie wiem jak się tu znalazłam? Ale czekaj, słyszę jakieś głosy i kroki. Są blisko nawet bardzo, ale ja ich nie widzę. Czemu? Dlaczego? Coś mówią, ale jest to bardzo niewyraźne. Nie nic nie rozumię, ale słyszę wszystko jakby byli koło mnie.


- Amok hisam aid kaynab aparebes? - zapytał się bardzo znajomy głos.

- Ilakes amas nugnab naka aid nikay kadit ayas ipat, naut, faam – odpowiedział głos, który był o wiele cieplejszy i milszy od poprzedniego jednak w tym wypadku, nie kojarzyłam go ani trochę.

- Nikay kadit adna anamiagab – krzyknął przez co sama poczułam ciarki na plecach.

- Aynkato natitamek nagned nagnubuhreb gnay,aynisatagnem asib kadit aid ipat, faam – mówił drżącym głosem, jakby bał się tej pierwszej osoby.

- Ayas agraulek nad ayas imed, aynutnabmem kutnu adna naknaraynem ayas - usłyszłam znów ten przerażający głos, który wydawał się coraz bardziej znajomy.

- Ayas nataukek nagend aynalages nakukalem naka ayas Alfo – powiedział po czym usłyszałam zamykane drzwi.

Alfo? Alfo? Nie mogę skojarzyć, ale chcę. Chcę się dowiedzieć. Chcem. Muszę sobie przypomnieć, ale nie daję rady. Moja głowa nie chce oddać mi wspomnień. Czuję się jakbym nie żyła w świadomym świecie, tylko żyła we własnej świadomości. Bo ja..... zemdlałam. Teraz pamiętma, jednak czemu jestem tutaj? O nie.... nie, nie, nie! To nie może być prawda! Jestem w śpiączce! Nie to na pewno nie to jestem tutaj bo... bo mi się to śni. Tak to na pewno to, a nie nic innego. Teraz tylko muszę się obudzic i wszytsko będzie jasne. Dobra teraz... No budzimy się. Nie ja nie mogę się obudzić! Nie mogę się ruszyć! Nic nie mogę zrobić! Nie! Nie! Nie! Pomocy! Ratunku! Ja chcę jeszcze pożyć! Chcę jeszcze korzystać z życia! Jednak w sumie czy w ogóle warto się budzić i wracać do tego życia? Przy boku tego potwora? Może lepiej umrzeć i mieć spokuj wieczy? Zostawić to okropne miejsce i być wolnym? Jak ptak. W sumie to nie jest taki zły pomysł. I tak mnie nikt nie potrzebujena tym świecie. Już nie mam żadnej rodziny, żadych przyjaciół dla których mogłabym żyć. Zapomniałam o nich, myślałam tylko o sobie, a ich zostawiłam na pastwę losu. Zwłaszcza, że nie wiem ile tu już jestem. Może oni już odeszli w spokoju i spotkamy się tam wszyscy i znów będziemy sczęśliwą rodziną. Nie ma szans by on zostawił ich przy życiu, zwłaszcza, że odważyłby się zabić mnie, a co dopiero ich. Dlatego chyba lepiej oddać się tej ciemności i znów zobaczyć mamę, przyjaciół i babcię.

- Nie – usłyszałam kobiecy bardzo znajomy głos. Jednak nie mogłam się odwrócić, nie mogłam wykonać żadnego ruchu by zobaczyć kto do mnie mówi – Nie możesz się tak łatwo poddać –mówiła kobieta – To nie jest w naszej naturze, promyczku – teraz już wiedziałam kto do mnie mówi to moja....

- Babciu – powiedziałam z łzami w oczach.

- Tak kochanie to ja – mówiła – Przyszłam by wesprzeć Cię w tej trudnej chwili, jednak nie udało mi się zrobić tego wcześniej, gdyż twój umysł był zbyt zamknięty bym mogła się z Tobą skontaktować.

- Ale jak to możliwe, że ty w ogóle tutaj jesteś? - pytałam.

- Kochanie – mówiła spokojnym głosem, który otulał mnie ciepłem w tym ponurym miejscu – Jestem czarownicą, to że umarłam nie oznacza, że znikłam, moja dusza nawet pośmiertnie posiada moce. Może nie tak silne jak za życia, jednak jakieś posiada.

- Ale dlaczego nigdy się nie ujawniłaś?

- Czuwam na wami cały czas, był nawet moment w którym próbowałam Ci pomóc.

- Drzewo? - zapytałam niezbyt rozumiejąc co się dzieje.

- Tak – usłyszałam śmiech w jej głosie – Pomogłam Ci wtedy bys mogła uciec, poczułaś nawet moją obecność. Jednak zrezygnowałam...

- Przepraszam, ale Jackob... - mówiłam płaczącym głosem.

- Kochanie nie musisz wyjaśniać mi swoich decyzji – jej głos był czymś w rodzaju pocieszenia – Każdy podejmuje decyzję, która jest słuszna dla niego, a Jackob to dobry chłopak, więc rozumie Twoje zawachanie.

- Ale czemu Cię nie widzę?

- Jak wiesz jesteś aktualnie w śpiączce, przez co nie mogę się ujawnić. Zużyłam już dość mocy by dostać się tutaj by Ci pomóc się wybudzić.

- Ale jeśli ja nie chcę? - zapytałam ciekawa odpowiedzi.

- Kochanie każdy ma zadanie do wykonania na tym świecie – mówiła spokojny głosem – Ty nie jesteś wyjątkiem, mimo iż jesteś wyjątkowym dzieckiem. Musisz stawić czoła wielu przeszkodom by móc żyć w spokoju.

- Ale ja już nic nie mogę zrobić?

- Możesz zrobić wielę, zwłaszcza na tym świecie, a jeśli to do Ciebie nie przemawia to pomyśl o mamie, o Paige, o Alexi i o chłopakach, właśnie dla nich powinnaś żyć.

- Ale oni mogą już nieżyć – płakałam we własnej świadomości.

- Ale nie musi tak być, a nawet jeśli tak jest to poświęcili życie byś ty mogła coś zmienić, a chyba nie chcesz by ich poświęcenie poszło na marne. On mogą jeszcze żyć – w tym momencie jedyne co poczułam to przyjemne ciepło, a po chwili ujrzałam światło dzienne.

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now