Rozdział 45. Trzy

1K 64 0
                                              

Severus zapatrzył się na Hermionę, kiedy jej słowa zawisły pomiędzy nimi. Poważnie, powinien był wiedzieć, że nie utrzyma tego przed nią w tajemnicy. W najbardziej nieznośny sposób potrafiła w nieskończoność obracać w głowie każde jego słowo i działanie.
– Właściwie to nie wiemy, czy umrę. A z pewnością nie wiemy, że to ty masz spowodować moją śmierć.
– Nie wierzę ci. – Skrzywiła się i zaczerwieniła z zawstydzeniem na te słowa.
Severus zdusił chęć śmiechu. Nie tak dawno bolało go, gdy wprost nazywano go kłamcą. Teraz jej prosta szczerość go bawiła. To bardziej niż cokolwiek innego upewniło go, że Hermiona Granger rzeczywiście wzięła wszystko, co pozostało z jego serca. Poruszył ręką i pogładził palcami jej ramię, by wreszcie położyć dłoń na jej szyi.
– Nie będę cię okłamywał.
– Tylko przemilczysz prawdę.
Słowa padły ostro, ale przyjął ten cios jedynie z lekkim drgnięciem.
– Temu nie zaprzeczę. Nie chciałem... żebyś zaprzątała sobie głowę tą świadomością. – Nie był w stanie się powstrzymać i przesunął kciukiem wzdłuż jej szczęki. Pod delikatną skórą wyczuwał szybkie pulsowanie. – Wybacz. Ale cokolwiek się wydarzy, nie będzie w tym twojej winy.
Zamiast przynieść pocieszenie, jego słowa wycisnęły kolejne łzy z oczu Hermiony.
– Jak... jak możesz tak mówić? Według obliczeń zanim przystępujemy do walki, żyjesz. – Urwała, by uspokoić emocje, które drżały w jej głosie. – Linia – twoja linia – po bitwie nie ma kontynuacji, Severusie. Tylko ja tam z tobą jestem. Umierasz z mojego powodu.
Uniósł dłoń i kciukiem starł nowe łzy. Wprawiały go w zakłopotanie, jakiego nie były w stanie spowodować niezliczone pokolenia rozhisteryzowanych uczniów. Myśl, że aż tak się troszczyła – a troska prowadziła ją do takiej rozpaczy – tylko go peszyła. Tyle lat minęło mu na odpychaniu innych i odgrywaniu roli drania, że złamanie dawno wyuczonych schematów własnego zachowania wymagało teraz świadomego wysiłku.
Nie przychodziło mu łatwo pocieszać i uspokajać zamiast odciągnąć uwagę, ale spróbował.
– Numerologia to nie moja działka. A to czym zajmuje się Vector, jeszcze wykracza ponad przeciętne wykorzystanie. Jednak przy tworzeniu nowych eliksirów powołujemy się na przewidywania i prawdopodobieństwo w zależności od użytych składników i procesie warzenia. – Jego usta skrzywiły się w lekkim uśmiechu. – Wszystko sprowadza się do prawdopodobieństwa. Nie mamy do czynienia z potwierdzonymi prawdami. Widziałem numerologiczne wyliczenia, które wskazywały, że nowo uwarzony eliksir zadziała zgodnie z przewidywaniami, a później wszystko okazywało się sromotną porażką.
W jej oczach błysnęła iskierka nadziei.
– Myślisz, że w układzie jest błąd?
Poprawił się nieco na stopniu schodów i oparł wygodniej o ścianę, po czym przesunął opuszkami palców w dół po jej ramieniu. Z zadowoleniem zauważył, że wywołało to u niej lekkie drżenie. Teraz, gdy wydał sobie wreszcie pozwolenie, by jej dotykać, trudno mu było się od tego powstrzymać.
– Błąd? – Pokręcił głową. – Nie, ale korzystamy z układu, by przewidywać zachowania tuzina ludzi i grup w rozciągniętym na lata przedziale czasowym.
– Ale równania...
– Nie wykluczam, że mogę umrzeć. Coś podobnego byłoby głupotą. Niezliczona ilość czynników może złożyć się na moją śmierć. Nie wydaje mi się jednak, żebyś ty miała być jej przyczyną.
– Ale układ...
– Pokazuje jedynie, że moja linia – moje równanie – kończy się na bitwie. Numerologia to nieścisła dziedzina, która opiera się na przepowiedniach, dymie i lustrach.
Posłała mu blady uśmiech.
– Lepiej, żeby profesor Vector nie słyszała, jak to mówisz.
Wyciągnął ku niej rękę.
– Chodź tutaj.
Kiedy się nachyliła, przyciągnął ją do siebie. Westchnęła miękko i poczuł, że przepływa przez niego coś na kształt triumfu, choć jednocześnie drwił sam z siebie – Severus Snape obściskuje się na schodach z dawną uczennicą. To było absurdalne i wspaniałe, i, prawdę powiedziawszy, nieco przytłaczające. Ale tkwiła tuż obok niego miękka i ciężka, a jej obecność budziła do życia coś w jego osobie, co dawno już uważał za martwe. Kiedy tak przywarła do niego, z głową ułożoną na jego ramieniu, nietrudno było zrozumieć pochodzenie magicznego wzoru, który zdobił prześcieradło. Potter. Nawet teraz, wszystko sprowadzało się do Pottera.
Pilnował, by zachować obojętny ton i spytał:
– Jak sobie radzi Potter?
Drgnęła w jego ramionach. Zapamiętał, by popracować nad swoim neutralnym tonem.
– Teraz, kiedy rozumie, skąd pochodzi jego gniew i inne nastroje, lepiej sobie z nimi radzi. To... pomaga, że teraz ma cel.
– Inny niż moja osoba – dodał sucho.
Zignorowała go i podjęła:
– Koncentruje się na Czarnym Panu i nadchodzącej walce... tylko o tym teraz myśli. Wydaje nam się, że znalazł już właściwe zaklęcie w książce.
– Które?
Hermiona poruszyła się przy nim i zwiesiła głowę nieco niżej.
– Harry nie chce nam powiedzieć.
Obojętność odpłynęła, gdy pochłonął go gniew, szybko zastąpiony irytacją. Jej ramiona oplotły go ciaśniej, jak gdyby mogła wyczuć buzujące w nim emocje.
– Rozmawialiśmy o tym. Harry obawia się, że jeśli On odkryje plan, ten prawdziwy, wtedy... – Westchnęła. – Osobiście, uważam, że on spędza za dużo czasu z dyrektorem i jest przekonany, że wszystko powinno się trzymać w tajemnicy. Boi się, co się może wydarzyć. Przeraża go świadomość, że odpowiada za życie tylu ludzi. Jeśli coś pójdzie nie tak przed walką... Nie wiem, czy kiedykolwiek by się z tego pozbierał.
Severus prychnął.
– Zawsze coś idzie nie tak. Taka natura planów. – Teraz to on pokręcił głową. – Nie pochwalam podobnych działań, ale nie będę poruszał tej kwestii, jeśli obiecasz, że dopilnujesz, żeby nie zrobił niczego niewyobrażalnie głupiego.
Westchnęła na te słowa.
– Obiecuję. – Milczała dłuższą chwilę. – Severusie? – W jej głosie znów dało się słyszeć drżenie.
Pogładził ją po głowie.
– Hmm?
Odezwała się miękko:
– Proszę, nie umieraj.
Jego dłoń zastygła, by po chwili zacisnąć się lekko, z palcami wplątanymi w niesforne loki.
– Hermiono, nie mogę obiecać. Ale spróbuję.
Odsunęła się na tyle, by złapać jego spojrzenie.
– Obserwowałam cię, Severusie Snape. Widziałam twoje poświęcenie, wierność i twoją silną wolę. Twoje „spróbuję" znaczy więcej niż obietnice większości. Przyjmuję je.
Coś gorącego zadrgało w jego piersi i zalały go uczucia, o których myślał, że dawno już umarły. Spróbować, rzeczywiście. Dla tej kobiety postanowił spróbować. Przytrzymał tył jej głowy, pochylił się i przesunął lekko swoimi ustami po jej.
– Spróbuję – powtórzył cicho.
Gdy dotarły do niej jego słowa, szybko przysunęła się bliżej.

Kampania Opiekuńcza (Pet Project) HG/SSWhere stories live. Discover now