Rozdział 38. Dojrzałość

1.1K 66 2
                                                  

Kilka minut przed tym zanim śniadanie zaczęło pojawiać się na stołach, Severus obserwował, jak Dawlish wsuwa się do Wielkiej Sali ze swoją wierną świtą aurorów za plecami. Ich podkute buty stukały głośno o posadzkę. Severus skrzywił się na myśl, jak teatralne było to wszystko. Przez lata zdążył dojść do wniosku, że płynny, bezdźwięczny chód niepokoi ludzi daleko bardziej niż dźwięk obcasów. W końcu każdy dureń potrafi tupnąć. Złapać kogoś znienacka, stąpając cicho, to działało o wiele bardziej przerażająco.
Gdy wkroczyli aurorzy, ucichły zwykłe uczniowskie pogawędki. Dawlish trzymał w dłoni dwie rolki pergaminu, a na jego twarzy malowało się wyjątkowe zadowolenie. Severus nie dziwił się tej minie. Potwierdziło się, zgodnie z tym, co on i Albus przypuszczali, że kolejnym posunięciem ze strony Czarnego Pana będzie wyeliminowanie zagrożenia, jakie stanowił Hogwart i osoba dyrektora. A więc w taki sposób to przeprowadzą. Prosty, wyjątkowo elegancki plan, jaki mógł uknuć jedynie Ślizgon. W końcu Czarny Pan nie chciał, żeby w szkole rozgorzała jakaś walka, która mogłaby zniszczyć część zamku, nie mówiąc już o tym, że stanowiłoby to okazję dla dyrektora i jego sprzymierzeńców.
Powstrzymał się, by nie spojrzeć przez stół na puste miejsce Dumbledore'a. To również należało do ostatnich zamierzeń, powziętych tuż przed świtem. Chcieli zaskoczyć Dawlisha, a także Czarnego Pana. Nie musiał zerkać na Minerwę, by domyślić się, że siedzi dumna i gniewna jak bogini wojny, której imię nosiła. Poważnie, w tej kobiecie nie było krztyny finezji.
Dawlish przemaszerował przez całą salę, by zatrzymać się przed podwyższeniem, na którym znajdował się stół nauczycielski. Gdy spojrzenie aurora przesunęło się po stole, Severus skrzyżował ramiona i rozsiadł się na krześle z wystudiowaną niewinnością, której mógł mu pozazdrościć każdy siódmoroczny Gryfon. Widział, że Dawlish zmrużył z irytacją oczy, na co uniósł brew i z rozbawieniem obserwował dalej, jak twarz aurora pokrywa się gniewną czerwienią. Domyślał się, że nie powinien go drażnić, ale nie był w stanie się powstrzymać. Skoro i tak miał umrzeć, mógł równie dobrze pozwolić sobie przedtem na chwilę zabawy. Jednak jego rozbawienie nie trwało długo, bo Dawlish skierował swoją uwagę na Minerwę.
– Dlaczego nie ma tu dziś Dumbledore'a? – zapytał władczo Dawlish.
Dyrektor Dumbledore został dziś rano wezwany w pilnej sprawie. Mogę coś dla pana zrobić, aurorze Dawlish, czy możemy wrócić do śniadania?
Dawlish odpowiedział na jej surowy ton krzywym uśmiechem.
– Nie wydaje mi się, żeby pani pomoc była konieczna. Sam sobie poradzę. – Odwrócił się lekko i szybko skinął głową pozostałym aurorom. Rozstąpili się na przodzie sali, gdy Dawlish wszedł na podwyższenie, ignorując oburzone prychnięcie Minerwy na podobną bezczelność.
Dawlish rzucił zaklęcie Sonorus, na co jego wzmocniony głos rozszedł się po całej sali.
– Proszę wszystkich o uwagę.
Zdaniem Severusa to nie było konieczne. Oczy wszystkich zwróciły się na Dawlisha z chwilą, gdy pojawił się na sali.
Dawlish wyciągnął jeden zwój i złamał pieczęć Ministerstwa, co uwolniło zawartą w nim magię. Z nagłym szarpnięciem pergamin wyślizgnął się z dłoni Dawlisha i zawisnął jakieś piętnaście stóp nad ziemią. Głos Ministra Magii wypełnił salę.
– Do moich przykrych obowiązków należy poinformować was, że zeszłej nocy z rozkazu Sami-Wiecie-Kogo śmierciożercy zaatakowali więzienie w Azkabanie. W opinii Ministerstwa atak zaplanowano, by uwolnić popleczników Sami-Wiecie-Kogo, przetrzymywanych w areszcie ochronnym.
Za plecami Hermiona usłyszała przyciszony, drwiący śmiech Harry'ego.
– Areszcie ochronnym? Więc tak to się teraz nazywa?
Zaraz został uciszony psykaniem przez chłopca, którego siostra, jak orientowała się Hermiona, została pojmana i osadzona w Azkabanie. Ze względu na niego i jego siostrę miała nadzieję, że nie została zabita.
Głos Ministra ciągnął:
– Ten nieoczekiwany, niczym nieuzasadniony atak, zakwalifikowany jako akt terroru, przeprowadzono w samym środku nocy. Nasi dzielni aurorzy ze wszystkich sił bronili zarówno siebie samych, jak i więźniów, jednak nie obyło się bez ofiar, gdy śmierciożercy zburzyli całą zachodnią ścianę Azkabanu, by zrobić wyłom w obronie ze strony Ministrerstwa. Choć aurorzy i strażnicy Azkabanu starali się bronić wszystkich pojmanych, nie w każdym przypadku im się to udało, gdy siły Sami-Wiecie-Kogo wdarły się w ich szeregi.
Dookoła siebie Hermiona usłyszała głośne oddechy i szeptane pytania, gdy do pozostałych uczniów zaczęły docierać słowa Ministra.
– Ministerstwo ustaliło następujące nazwiska aurorów i zatrzymanych, którzy zginęli w bitwie w Azkabanie:
Astor, Nikodem, aresztowany
Auberon, Atticos, strażnik
Blythe, Aurora, auror
Blight, Lucjan, auror
Diggle, Dedalus, aresztowany
Diggory, Amos, aresztowany

– Ojciec Cedrika Diggory'ego – powiedział Harry szeptem, w którym przebijał ból, gdy wymówił to imię. Hermiona nie wiedziała, co odpowiedzieć, więc po prostu skinęła głową na znak, że pamięta.
– Dumbledore, Aberforth, aresztowany
Gdy zostało wyczytane nazwisko Aberfortha Dumbledore'a, na końcu stołu nauczycielskiego Hagrid głośno wciągnął powietrze. Hermiona zerknęła na Snape'a, ale jego twarz pozostawała kamienna i zimna, i nie dało się z niej odczytać żadnej prawdziwej myśli. Ale wiedziała dokładnie, jak bardzo go to bolało. Minionej nocy powiedział dyrektorowi, że nie jest pewien co do losu Aberfortha. Teraz już wiedzieli.
Lista nazwisk biegła dalej, co odbijało się echem po sali. W miarę, jak uczniowie i nauczyciele słyszeli wyczytywane nazwiska swoich bliskich i przyjaciół, dawały się słyszeć kolejne szlochy przepełnione rozpaczą i niedowierzaniem.
– Fawcett, Imogena, strażniczka
Featherstone, Peregrin, aresztowany
Featherstone, Serafina, aresztowana

Hermiona poczuła, jak Harry zadrżał, gdy Violet Featherstone, szóstoroczna Krukonka zerwała się na nogi i z krzykiem wybiegła z sali. Zaraz potem kilka miejsc od nich podniósł się Seamus, zmiął w ustach przekleństwo i pobiegł za Violet. Hermiona zastanowiła się z roztargnieniem, czy to Violet Featherstone była powodem, dla którego Seamusa brakowało w sypialni chłopców minionej nocy. Jednak ta myśl szybko została zastąpiona wysłuchiwaniem kolejnych nazwisk z litanii zmarłych.
– Fletcher, Mundungus, aresztowany
– Och, Dung – westchnął Ron. Hermiona zaryzykowała zerknięcie na niego i zobaczyła łzy lśniące w jego oczach. Wiedział, co się zbliża i mógł jedynie czekać. U jego boku Ginny niemal owinęła się wokół jego ramienia. Ślady łez już znaczyły jej policzki. Hermiona pochyliła się nad stołem, by złapać dłoń Rona i szybko ją uścisnąć. Drugą dłoń położyła na zaciśniętej pięści Harry'ego. Wahał się chwilę, aż ustąpił i splótł swoje palce z jej w silnym uścisku.
– Haser, Evangelina, aresztowana
Jones, Hestia, aresztowana
Lazarus, Sebastian, auror
Moor, Druzylla, aresztowana
Moor, Lukrecja, aresztowana
Noboro, Walentyna, aresztowana

Za stałem Hufflepuffu jakiś chłopiec, na oko trzecioroczny, zaszlochał krótko i pochylił się na krześle. Wokół niego zebrała się grupka Puchonów, by wyszeptać mu słowa pocieszenia i współczucia.
– Tittle, Sylwester, auror
Piers, Antonia, aresztowana
Piers, Kasjusz, aresztowany
Podmore, Strugis, aresztowany
Vance, Emmelina, aresztowana
Weasley, Molly, aresztowana

Łzy, które Hermiona wstrzymywała tak długo, popłynęły obficie. Miała resztki nadziei, że może Severus się mylił, że tak naprawdę nie widział, jak Molly upada albo że może została tylko oszołomiona zaklęciem.
– Och, Ron, Ginny, tak mi przykro.
– Welty, Eudora, auror
Woodland, Silvanus, aresztowany

Lista nazwisk skończyła się, ale to jeszcze nie było wszystko. Po krótkiej przerwie głos podjął:
– W świetle tego okrutnego ataku i ciężkiej sytuacji, z jaką zmaga się obecnie świat czarodziejów, z rozkazu Ministerstwa Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie zostaje od tej pory uznana za zamkniętą. Auror Dawlish, jako reprezentant Ministerstwa, przedstawi Dekret numer 1013, który oficjalnie nakazuje zamknąć szkołę. Dzisiejszego ranka Ministerstwo rozesłało sowy do rodziców lub opiekunów wszystkich uczniów. Każdy uczeń, który nie posiada obecnie rodzica lub opiekuna zostaje objęty opieką Ministerstwa.
Hermiona poczuła zimny dreszcz, biegnący w dół kręgosłupa, gdy z ostatnimi słowami obwieszczenia auror Dawlish posłał w kierunku Harry'ego wyraźnie wrogie, stanowcze spojrzenie.
– Obecnie robimy co w naszej mocy, by zarówno czarodziejskiemu światu, jak i jego obywatelom, zapewnić ochronę. Wasza współpraca na tym polu zostanie doceniona.
Po tych słowach zapadła pełna zaskoczenia cisza. Wydarzyło się zbyt wiele, by można to było pojąć. Zamykają Hogwart? Ogrom tego wszystkiego dawał się odczuć jak uderzenie obuchem, jakby wieści o tragedii w Azkabanie to nie było dość.
Gdy salę zaczęły wypełniać ciche szepty, przerywane płaczem i szlochami, Dawlish tupnął o posadzkę swoim podkutym butem, co rozległo się echem i uciszyło zebranych. Odwrócił się, obdarzył profesor McGonagall uśmieszkiem i wręczył jej drugi zwój.
– Dekret numer 1013. Chyba jest pani obeznana ze wszystkimi procedurami i zaklęciami pieczętującymi.
Skierował spojrzenie na uczniów i uniósł dłoń, by przyciągnąć ich uwagę.
– Domyślamy się, że potrzebujecie trochę czasu, by się spakować i przygotować do odjazdu. Chcę was jeszcze poinformować, że nasi aurorzy i specjalnie przypisani urzędnicy z Ministerstwa czekają w gotowości, gdybyście potrzebowali naszej pomocy. Powozy będą czekały przed bramą wejściową zaraz po śniadaniu w sobotę rano. To daje wam resztę dzisiejszego dnia i cały jutrzejszy, by się spakować. Proszę, byście do tego czasu przygotowali wszystkie swoje rzeczy. – Zrobił krok, by zejść z podwyższenia, i przystanął. – Żeby uniknąć niespodzianek i zapewnić was, jak poważnie Ministerstwo traktuje bezpieczeństwo uczniów, czary anty-teleportacyjne wokół Hogwartu wciąż pozostają czynne, a szkolne błonia patrolują obecnie grupy aurorów. Nie zachęcam żadnego ucznia, by próbował opuścić teren szkoły bez pozwolenia.
Hermiona popatrzyła na stół nauczycielski. Miejsce dyrektora zionęło pustką. Hagrid otwarcie płakał, wycierając oczy w chustkę wielkości małego obrusa. Na twarzy niemal każdego nauczyciela malował się równie zaskoczony, przerażony wyraz, jak na twarzach uczniów. Jedynie Severus, jak zauważyła Hermiona, pozostawał niewzruszony.
Dawlish znów urwał i omiótł salę spojrzeniem.
– Ostatnia kwestia. Panowie Potter, Tyrus i Menon oraz panna Addamson zostają od tej pory objęci opieką Ministerstwa. Prosimy za aurorami, którzy się wami zajmą. To wszystko – powiedział i zszedł z podwyższenia. Wokół niego podniosło się zamieszanie, które rozpoczęła profesor McGonagall, gdy zerwała się na równe nogi, ze zwojem zawierającym Dekret w dłoni.
Hermiona usłyszała, jak Harry ze świstem wciągnął powietrze przez zęby.
– Jeśli mu się zdaje, że pójdę...
– Panie Potter?
Harry i Hermiona podskoczyli, gdy muskularny, rumiany mężczyzna z jasną czupryną pojawił się za ich plecami. W zamieszaniu wywołanym obwieszczeniami nie zwrócili uwagi na wędrujących po sali aurorów.
– Nazywam się auror Thorsen. Proszę za mną, żebyśmy mogli podpisać wszystkie dokumenty i umowy objęcia nad panem opieki przez Ministerstwo. – Brzmiało to jak uprzejma prośba, którą jednak nie było, z czego wszyscy zdawali sobie sprawę.
– Nigdzie nie...
– Harry! – Ginny odezwała się po raz pierwszy, odkąd zeszli na śniadanie, głosem ochrypłym od płaczu. – Nie teraz. Idź z nim. Proszę.
Przez ułamek sekundy Herimona myślała, że Harry zacznie się kłócić, ale nagle jego ramiona opadły. Skinął głową Ginny i pozostałym i odwrócił się do aurora.
– Jestem gotowy. – Jego ton w ogóle nie brzmiał uprzejmie, jednak auror zdawał się nie zwracać na to uwagi.
Gdy reszta przyglądała się, jak Harry odchodzi, Hermiona zerknęła na stół za sobą, by zobaczyć, jak spojrzenie Severusa podąża za oddalającymi się plecami Harry'ego. Mrużył w skupieniu oczy i nagle Hermionie zaczęło oddychać się nieco łatwiej. Walka nie dobiegła jeszcze końca i w zakładzie z Dawlishem bez wahania postawiłaby na przenikliwy, ślizgoński umysł Severusa Snape'a. Ale kiedy gwar w sali zaczął narastać, mogła zobaczyć, jak wyraz twarzy Snape'a przechodzi z zamyślenia w głęboką irytację.
– Dość! – zawołał i podniósł się z miejsca. Oczy wszystkich zwróciły się ku niemu, a spora część uczniów, która wcześniej wstała, usiadła z powrotem na swoich krzesłach.
– Chyba oczywistym jest, że dzisiejsze zajęcia zostały odwołane. Panie Weasley, panno Abbott, zbierzcie pozostałych prefektów i dopilnujcie, by uczniowie znaleźli się w swoich Pokojach Wspólnych. Potraktujcie sytuację jak podczas waszych nocnych patroli. To nie jest pora, by uczniowie pałętali się po korytarzach. – Gdy nikt się nie poruszył, Snape wycedził: – Już! – Sala drgnęła, uczniowie zaczęli rozchodzić się we wszystkich kierunkach.
W tym rozgardiaszu Hermiona szybko straciła z oczu Rona i Ginny i nagle zorientowała się, że otacza ją grupka wyraźnie przerażonych pierwszoroczniaków z różnych domów, którzy wpatrywali się w nią szeroko otwartymi oczyma. Nie mogła ich winić.
– Okej, spróbujmy zaprowadzić was do waszych prefektów. Oni się wami zajmą i zaprowadzą was do waszych Pokojów Wspólnych.
Za swoimi plecami wyczuła nagle słaby zapach ziół, który kojarzyła zawsze z Severusem.
– Trzymaj Pottera blisko siebie i niech nie wychodzi z wieży Gryffindoru. – Niespodziewane słowa padły tuż za nią, wypowiedziane ledwie szeptem. Mogłaby pomyśleć, że je sobie wyobraziła, gdyby nie skraj ciężkich szat, który musnął jej łydki. Hermiona odwróciła się, ale Severus był już daleko, pogrążony z rozmowie z panią Hooch, jego oczy odbijały jedynie bezdenną czerń, a twarz przybrała surowy wyraz.
Hermiona poddała się przez chwilę własnemu pomieszaniu i chęci, by wrócić już do Pokoju Wspólnego, po czym przywołała swoje poczucie realizmu i oddała się obowiązkom.

Kampania Opiekuńcza (Pet Project) HG/SSWhere stories live. Discover now