Stawiałem małe kroki na asfalowej alejce, kierując się na sam jej koniec. W dłoni trzymałem bukiet kwiatów, a z każdym centymetrem, który przybliżał mnie do tego miejsca, na moim gardle zaciskała się jakaś niewidzialna lina. W ostatnich dniach trudno było mi rozpoznać swoje emocje, jakoś je nazwać. Kompletnie pogubiłem się w swoim wnętrzu, w życiu, wszędzie. Jednak dzisiaj wszystko było czyste, po prostu wiedziałem. Ból.

Ostatnim razem, kiedy o niej myślałem, byłem zły. Teraz chciałem po prostu odpuścić. Byłem zmęczony. Przygnębiony. Zdezorientowany. Nie byłem sobą.

W końcu znalazłem się na miejscu, mocniej zaciskając palce na bukiecie białych róż. Westchnąłem, patrząc na jej imię i nazwisko, które widniały na jasnym, kamiennym nagrobku. Ktoś z jej rodziny musiał być tu wcześniej, gdyż było tu już kilka bukietów i zniczy.

Położyłem kwiaty po lewej stronie, prawie śmiejąc się z siebie, kiedy po moim policzku spłynęła łza, a myśleć mogłem tylko o tym, że gdybym miesiąc temu położył rękę na lewej stronie jej drobnego ciała, poczułbym jej bijące serce. Szybko otarłem skórę twarzy wierzchem dłoni, mrugając kilka razy, by pozbyć się łez. Westchnąłem, czując, że lina coraz mocniej zaciska się na moim gardle. Małe zdjęcie widniejące na nagrobku było jak ostre światło w ciemności, przyciągało mój wzrok, chociaż sam widok bolał. Ale wciąż patrzyłem, obserwowałem jej zielone, roześmiane oczy i  zmarszczki w ich kącikach, które się wtedy pojawiały. Jej małe, rozciągnięte w piękny sposób usta. Wszystko w niej było idealne i oddałbym duszę, by móc zobaczyć to jeden, ostatni raz. By powiedzieć jej, że ją kocham. Jedyne, co zrobiłem w ostatnich godzinach jej życia to zrzucenie talerza ze stołu i nakrzyczenie na nią. Nie miałem pojęcia, czy będę w stanie kiedykolwiek to sobie wybaczyć.

"To głupie gadać do kawałku kamienia, ale wiem, że gdzieś tam jesteś i mnie słyszysz, Nadine." zacząłem szeptem, by nie zwrócić na siebie uwagi żadnego człowieka. Westchnąłem, wpatrując się w jej zdjęcie.

"Chciałem po prostu-" mój głos załamał się, więc chrząknąłem, mrugając szybko. " Chciałem powiedzieć, że cię kocham. Zawsze będę. Jeśli istnieje niebo, to na pewno do niego trafiłaś, a ja mam nadzieję, że tam o mnie pamiętasz."

Usiadłem na małej ławeczce, która za mną stała. Miałem wrażenie, że nie będę mógł ustać o własnych siłach dłużej niż minutę. Moje ręce leżały na udach, ale czułem, jakby w ogóle ich nie było. Coraz ciężej było mi złapać powietrz, a w mojej głowie toczyła się bitwa, którą jak do tej pory za każdym razem przegrywałem. Z kieszeni spodenek wyjąłem mały notatnik i długopis, wiedząc, że to jedyny sposób, by jakoś nad tym zapanować. Otworzyłem przedmiot, widząc, że ostatni wpis jest sprzed trzech tygodni. Westchnąłem, przypominając sobie intensywność uczuć i zorientowałem się, że nie zmieniła się ani jedna rzecz. Wciąż czułem się tak samo. Jakby odeszła wczoraj.

Dzień 30

To już miesiąc. I wiesz, co w tym wszystkim najgorsze? Że muszę liczyć pieprzone dni bez ciebie, zamiast dni do wspólnej wyprowadzki. Muszę wspominać to, co było, zamiast tworzyć coś nowego. To wszystko jest po prostu nie tak. Dlaczego tak jest, Nadine?

Jestem zły. Nie, wróć, ja jestem wściekły. Piszę tutaj drugi raz i świadomość, że mi nie odpiszesz jest po prostu tak obca. Zawsze mi odpisywałaś. Każdy mój list otrzymywał odpowiedź i nie potrafię zaakceptować faktu, że to, co teraz piszę to pamiętnik. Nie. To listy. Listy, na które nie odpiszesz.

Myślałem o tym, jak mogłoby potoczyć się nasze życie. Przyszłe życie. Myślę o tym codziennie. Przez pierwszy tydzień nie chciałem nawet dopuścić myśli, że mogłabyś je przeżyć bezemnie. Śmieszne, co? Kiedy wyobrażałem sobie Ciebie starą, to tylko ze mną u boku. Ale teraz jest inaczej. Mógłbym nawet cierpieć tak samo jak teraz, mógłbym być w stanie wiecznej agonii, bylebyś żyła. Dałbym Ci odejść i byłbym szczęśliwy, że miałaś szansę ułożyć sobie życie. Zobaczyć, że jesteś go warta.

Nie ma nic piękniejszego od myśli, że mogłabyś po prostu być. Ze mną, z kimś innym. Oddychać, obserwować świat z takim skupieniem i zaciekawieniem, z jakim zawsze to robiłaś. Widziałem to, wiesz. To, że dostrzegasz piękno we wszystkim. Miałaś tą wrażliwość na małe rzeczy, której nie dostrzegłem w nikim innym. Nie byłaś jedyna. Ale byłaś moja. Byłaś tylko i wyłącznie moja, nawet, jeśli nie byliśmy oficjalnie parą, a pocałowaliśmy się dwa razy i za każdym czuliśmy wyrzuty sumienia. Ale wiesz co? Zrobiłbym to jeszcze raz. Cholera. Oddałbym wszystko, by zrobić to jeszcze raz.

Ciężko mi to przyznać, ale myślałem o samobójstwie. To było kilka dni temu, kiedy wstałem rano, by wyrzucić kolejną porcję tabletek, za które moja mama płaci ostatnie pieniądze. Czułem się jak największy dupek na świecie, kiedy patrzyłem w jej smutne oczy. Kiedy przy śniadaniu Harry i Lauren próbwali ze mną porozmawiać, a ja wpatrywałem się pustym wzrokiem w talerz z jedzeniem, nie wiedząc co powiedzieć, po prostu się złamałem. Zdałem sobie sprawę, że nie umiem znaleźć nowej drogi i krzywdzę tym wszystkich wokół. Zdałem sobie sprawę, kim teraz jestem.

Po śniadaniu poszedłem do łazienki. Spojrzałem w lustro i czułem po prostu obrzydzenie. A potem znalazłem twoją starą żyletkę, którą przed Tobą schowałem. Po prostu jakimś cudem trafiła w moje ręce i od tamtej chwili nie mogłem przestać o niej myśleć. A potem to zrobiłem. Czułem coś rozdzierającego mnie od środka, nawet nie potrafię tego nazwać. Ty zapewne potrafiłabyś jakoś ująć to w słowa, zawsze umiałaś. Wiedziałaś skąd brały się Twoje uczucia i potrafiłaś mi je wszystkie opisać. Znałem każdy Twój sekret. Nawet nie wiesz jak wdzięczny Ci za to jestem. Pozwoliłaś mi poznać siebie od strony, do której nikt inny nie miał dostępu.

Ból, który poczułem przy pierwszym okaleczeniu był... fascynujący. Dziwne, że to właśnie tym słowem umiem go opisać, ale tak właśnie czuję. Jakby wszystkie negatywne emocje wewnątrz mnie nagle zatrzymały się. Smutna wiadomość jest taka, że po chwili wracały, co zmuszało mnie, bym przykładał zimny przedmiot do skóry od nowa i od nowa. Przestałem myśleć. Zorientowałem się co robię dopiero wtedy, kiedy woda w wannie, w której siedziałem stała się różowa. Jakbym zrobił tylko jedno cięcie, a reszta powstała sama. Zamrugałem i miałem wrażenie, jakbym nie pamiętał tych kilku minut. Wiedziałem jedno. Mama nie mogła się dowiedzieć. Nikt nie mógł się dowiedzieć.

Nie zamierzałem robić tego jeszcze raz. Wiedziałem, że to jest złe. Jednak zrobiłem to. Zanim tu przyszedłem. Pewnym był fakt, że jeśli nie opanowałbym jakoś napięcia wewnątrz mnie, mógłbym wpaść w szał. Zaczynałem robić się zbyt spontaniczny, by móc nad sobą zapanować. Bałem się siebie, Nadine. Nadal się boję. Po prostu nie wiem już kim jestem. Nie wiem już czym jest szczęście, więc nie wiem do czego dążyć. Nie mam celu w życiu. Nie mam nic. Nawet punktu zaczepienia. Fakt, że nawet rodzina nie jest w stanie mnie zmotywować sprawia, że czuję się podle. Cholera, mam ochotę zedrzeć z siebie skórę żywcem i oblać kwasem. Jest tak źle.

I z jednej strony cieszę się, że nie będziesz mogła przeczytać tego listu. Obwiniałabyś siebie za to, co się ze mną stało. Ale to nie Twoja wina, że     umarłaś, Nadine. To tylko i wyłącznie moja wina. Ja pozwoliłem Ci odejść. Ja sprawiłem, że płakałaś, kiedy powinienem być powodem, dla którego się uśmiechałaś. To był ostatni dzień twojego życia, do cholery. Najwidoczniej się przeceniałem. Najwidoczniej nie potrzebowałaś mnie, by Ci się poprawiło.

I chociaż coraz ciężej mi to przyznać, a za każdym razem, kiedy o tym myślę, od razu spycham to na drugi plan, to jesteś moją trucizną, Nads. Ja byłem twoją, a Ty jesteś moją. Nienawidzę siebie za to, że chciałbym przestac Cię kochać, ale tak jest. Chciałbym o Tobie zapomnieć. Chciałbym, żeby to, co się stało, nigdy się nie wydarzyło. Doskonale dałabyś sobie radę beze mnie. Ja bez Ciebie byłbym zagubiony, ale nie o mnie tu chodzi. Twoje szczęście było i jest wszystkim, czego chciałem. I może to na tym polega miłość. Nie wiem. Wiem tylko, że sporo w niej cierpienia. I nie jest to pod żadnym względem romantyczne. Cierpienie nie jest piękne i teraz, siedząc nad Twoim grobem, doskonale zdaję sobie z tego sprawę.

A jednak zawsze będę Cię kochał. Bo tego nie da się tak po prostu wymazać. I nie wiem, co przyniesie następny miesiąc. Następny rok. Wiem tylko, że jak do tej pory jest tylko niekończący się ból. Zaszło we mnie kilka zmian, ale nie na lepsze. I jeśli z każdym dniem mam doświadczać nowych, gorszych myśli, nie wiem, jak długo zdołam tak żyć.

Kocham Cię, na zawsze.

Ashton

alone // a.irwinRead this story for FREE!