✨ Epilog

10.2K 1.5K 707

Kiwałam się w przód i tył, nucąc pod nosem dawno zapomnianą kołysankę. Starałam się nie patrzeć w dół, świadoma ciężaru nieprzytomnego chłopaka. Moje łzy skapywały na jego włosy. Miał płytki oddech, zdecydowanie za rzadko nabierał powietrza. Gdybym znała się odrobinę lepiej, powiedziałabym, że to agonia. Ale nie chciałam się znać. Nie chciałam o tym myśleć. Zacisnęłam powieki, nie przestając go tulić, wierząc, że w jakiś magiczny sposób przekazywałam mu część mojej energii.

Nie mogłam go stracić.

Nie chciałam go stracić.

W tym szaleństwie, jakim przez ostatnie miesiące było moje życie, Samuel stanowił główny punkt. Był jak to światło, które w zależności od sytuacji pomagało lub szkodziło — czasami mnie raził, boleśnie raniąc oczy, zakrzywiając perspektywę; innym razem rozjaśniał dzień, chociaż nigdy mu tego nie powiedziałam.

Tak łatwo było go nienawidzić.

Tak trudno było go...

Westchnęłam ciężko.

Nie mogłam wołać o ratunek. Wiedziałam, że w oddali toczyła się bitwa, a nie mogłam zgadywać, kto wygrywał. Być może te bolesne oddechy były naszą ostatnią wspólną chwilą.

Drzwi otworzyły się z hukiem. Drgnęłam i mimowolnie zwróciłam twarz w stronę źródła dźwięku. Na widok przybysza załkałam z bólem i ulgą.

Blake Weston miał rozwichrzone włosy, pogniecione i ubrudzone krwią ubranie, sapał ze zmęczenia i złości. Z jednej dłoni skapywała świeża krew, w drugiej ściskał pistolet. Tuż za nim stało kilku rosłych, równie sfatygowanych ludzi.

Jednak tym, co najbardziej rzucało się w oczy, był wyraz jego twarzy. Chwilowe zdziwienie ustąpiło miejsca zgoła gorszym reakcjom. Patrzył na bezwładne ciało swojego dziecka i czuł, że mógł przybyć za późno. W jednej krótkiej chwili przez jego oblicze przewinęło się wiele emocji: złość, ból, strach, bezsilność, rezygnacja.

Widziałam, że się poddał, a przecież tak bardzo na niego liczyłam!

Samuel na niego liczył!

Miał być nadzieją!

Miał być nagrodą w zakładzie, który robiłam z Bogiem!

A on się poddał.

Zamiast podbiec i coś zrobić, stał przekonany, że to koniec.

— Nie rób tego — wyłkałam bolesnym szeptem. — Nie rób tego. Nie rób tego. Nie rób tego.

Popatrzył na mnie i w sekundzie ujrzałam tak upragniony wyraz determinacji. Nie wiem, co zobaczył w moich oczach, ale ruszył z miejsca, wydając polecenia, których nie słuchałam. Podbiegł, ukucnął i zmierzył puls Samuela.

— Słaby, ale wyczuwalny. Musimy go zabrać.

Skinęłam na zgodę, jakby co najmniej moje zdanie miało jakiekolwiek znaczenie. Wiedziałam, że należało go ratować. Nie było czasu do stracenia.

— Ava, puść.

Popatrzyłam na ostre rysy Blake'a, próbując zrozumieć, o co mu chodziło. Na krótką chwilę jego spojrzenie złagodniało.

— Musisz go puścić.

Zmarszczyłam brwi i powiodłam za jego wzrokiem. Zobaczyłam, że nadal przytulałam Samuela. Wiedziałam, że mieli go zabrać, ale przyciskałam go do piersi, nie chcąc puścić. Chyba bałam się, że jeśli teraz go wypuszczę, może na zawsze wyśliznąć mi się z rąk. To było absurdalne, ale ciężar jego ciała utwierdzał mnie w naiwnej nadziei, że nie straciliśmy siebie; że nie straciłam Samuela i jeszcze była szansa na jakiekolwiek jutro.

Książę Mafii (High School Tales) || ✔️Przeczytaj tę opowieść za DARMO!