Rozdział I

126 13 2

17 lat później. Rok 1176

Leżąc na moim niewygodnym łóżku przyglądałam się brudnym ścianom mojej wieży. Wszystkie pokrywały rysunki które zawierały moje wspomnienia zanim zostałam tutaj zamknięta. Król Edward, mój przyrodni tata zmarł na zawał serca gdy miałam 3 lata. Mam lepszą pamięć od ludzi gdyż jestem wampirem. Jednak nie wiem nic o sobie. Moje wspomnienia sięgają tylko odkąd miałam 2 lata.

Po śmierci taty, jego następca Król Patryk uznał mnie za potwora. Powiedział że nie obchodzi go że byłam córką jego poprzednika. Zamknął mnie w tej paskudnej wieży w jego wielkim zamku i kazał mo dziękować za to że oszczędził mi życie. Tylko co to za życie ? Od 14-stu lat nie oddychałam świeżym powietrzem. Jedyny widok jaki mam to małe okienko które jest mniejsze niż moja twarz.

Jedzenie dostarczają mi przez mały otwór w drzwiach.  Niestety, nie starcza mi wszystko. Brakuje mi głównego jedzenia wampirów. Krwi. Sama bułka z masłem to nie jedzenie.

Pewnego dnia, usłyszałam straszny hałas z zamku. Było to dla mnie bardzo dziwne. Te królestwo było strasznie ciche, nie słychać było nawet szmeru. Zaciekawiona co się dzieje, wstałam z mojego posłania i udałam się do okienka. Jednakże mało widziałam przet taką szparkę. Mogłam słyszeć tylko krzyki ludzi i czuć ten nostalogiczny zapach. Krew. Było jej mnóstwo. A mój umysł szalał z pragnienia.

Po jakimś czasie, usłyszałam czyjeś ciężkie kroki które najwyraźniej szły w stronę mojego "pokoju". Osoba ta, zatrzymała się przed moimi drzwiami i najwidoczniej zastanawiała się co zrobić. Chwilę potem, zamek został złamany i drzwi zostały wywarzone. Wystraszona, stałam tak, wpatrzona się w sprawcę,  który okazał się mężczyzną. Był średniego wieku, widać to było po jego siwych włosach. W ręce trzymał miecz, który wyglądał na bardzo niebezpiecznego. Mężczyzna ciekawie rozejrzał się po pokoju,  a kiedy zauważył mnie, otworzył szeroko oczy ze zdziwienia.

- Co taka młoda dziewczyna tutaj robi? Biedactwo chodź tutaj. - Wyciągnął do mnie rękę, oczekując że ją wezmę. - Nie bój się. Nic ci nie zrobię. - Odrzucił miecz na bok, bym czuła się bezpieczna. Trzęsącą się ręką, zaczęłam kierować się do mężczyzny. Nie byłam jeszcze przekonana czy mogę mu ufać.

Kiedy nasze dłonie się dotknęły, poczułam wielkie pragnienie którego nie mogłam się oprzec. W mgnieniu oka moje kły, które nie ujawniały się od ponad 14 lat, były głęboko wbite w szyję mężczyzny. Zszokowany, zaczął się szarpać ale ja tylko zacisnełam na nim ucisk i po chwili nie miał żadnej siły. Zaczął błagać, abym przestała. Jednak ja nie mogłam przystopować swojego pragnienia i piłam jego krew z jeszcze większą pasją. Oh, jak ja tęskniłam do tego smaku, tej mocy, tego uczucia. Po chwili, mężczyzna przestał jęczeć, a jego ciało leżało blade i zakrwawione na ziemi.

Dopiero wtedy zrozumiałam co zrobiłam. Zabiłam go. Przykładając rękę, by wyczuć jego puls, nic nie odczułam.

Panika.

Jedyne co czułam to panika. Nigdy nie czułam się tak strasznie. Król Patryk miał rację, powinnam była umrzeć. Łzy jak grochy spływały mi po policzkach. Jak mogłam zrobić coś takiego? On mi chciał pomóc. A ja wyssałam całą krew z jego bezbronnego ciała.

Musiałam go jakoś ukryć, żeby nikt się nie dowiedział. Moje trzęce się ręce, zaczęły ciągnąć jego nieżywe ciało przez podłogę, zostawiając smużkę krwi za sobą. Wychodząc z celi, całą siłą przeciągnełam go do celi obok, która od jakiegoś czasu stała otwarta i pusta. Zauważyłam tam wielkie okno. Pojawiła się we mnie nadzieja. Zaciągnełam ciało człowieka, po czym wyrzuciłam przez okno gdzie wpadło do rzeki. Nawet nie wiedziałam że przy zamku jest rzeka. Z mojej celi było widać tylko dwór. Nie mogłam powstrzymać łez. Biorąc mokrą szmatkę, którą się zwykle myłam, zaczęłam wycierać jakiekolwiek ślady oraz moje własne łzy.

Wycierając ostatnią krople krwi, jaka pozostała po tym mężczyźnie, moje szlochy były coraz większe. Jego miecz, który leżał teraz przy moim łóżku, wsadziłam pod materac. Usiadłam w rogu pokoju, zwijając się w kulkę, nie chcąc mieć nic wspólnego z życiem. Mogłam nie chować tego ciała. Mogli mnie znaleźć, zabić i nie byłoby to tak skomplikowane. Jednak, ja chcę żyć. Ja chciałam mieć jakieś życie. Mieć przyjaciół,  zakochać się, a potem mieć rodzinę. Po za murami tego zamku.

- Cedric! Cedric! Gdzie jesteś Cedric?! Wygraliśmy! - Z moich myśli wyrwał mnie głos młodego mężczyzny. Nie, nie, nie chcę by to się powtórzyło. Ze strachu, zacisnełam mocno oczy z całych sił. - O! Co ty tu robisz? Co taka młoda dziewczyna tutaj robi? - Powtórzył słowa mężczyzny, który był teraz w świecie martwych. - Halo! Spójrz na mnie!

Podnosząc wysoko głowę,  spotkałam się z pięknymi, ciemno zielonymi oczami. Jego ciemne włosy spadały lekko na jego twarz. Jednym słowem był on strasznie przystojny.

- No wreszcie, kim jesteś? - Zapytał młody chłopak zaciekawiony. Jednak ja nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa. - Nie jesteś zbyt rozmowna co? - Odpowiedziałam mu tylko machaniem głową na nie. Nie odzywałam się do nikogo od długiego czasu.

- To ja się przedstawię. Jestem Eric. Czy chciałabyś wrócić razem ze mną do mojego królestwa? - Zdezorientowana pokiwałam głową że nie mam takiego zamiaru. Król Patryk będzie miał moją głowę jak się dowie że chcę uciec.

- Nie? Może źle to zrozumiałaś, ale to najlepsze rozwiązanie dla ciebie wiesz? - Dalej nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi i moimi niebieskimi oczyma przyglądałam się temu śmiesznemu człowiekowi. - W tym zamku nie ma już żywej duszy. Król Patryk nie żyje.

Nagle naszedł mnie wielki ból głowy. Król Patryk nie żyje? Jak to możliwe? Co się stało z tym królestwem? Złapałam się za głowę, która nie mogła pomieścić wszystkich zdarzeń które mi się przydarzyły.

- Hej!

Po chwili widziałam tylko ciemność.

*  *  *

Otwierając moje ciężkie powieki, zaczęłam się rozglądać po pokoju który na pewno nie był mój. Wszystko było inne. Na łóżku tym mogłabym i spędzić całe moje życie. Na ścianach wisiały piękne obrazy, a niedaleko łóżka stał rozpalony kominek. Siadając na posłaniu, zauważyłam że nie jestem w swoim zwykłym ubraniu. Natomiast odziana byłam w drogą, czerwoną szatę.

- Znalazłeś go? - Usłyszałam głosy za drzwiami.

- Nie wasza wysokość, nie ma po nim żadnego śladu. Zniknął.

- Szukajcie dalej. Zobaczę jak ona się ma. - Zrozumiałam że ona chodziło o mnie, więc szybko zakryłam się kołdrą udając że śpię.

- Wasza wysokość, proszę nie wchodzić ona... - Głosy zostały przerwane przez otwierające się drzwi.

- Jeszcze śpi? - Dokończył znany mi głos. - Daniel, proszę przygotuj dla niej służące. Trzeba jej zrobić małą zmianę. Jej oczy ledwo widać.

- Tak jest, wasza wysokość.  - Powiedział jak się domyślałam Daniel i zamknął za sobą drzwi.

Przez chwilę nie słyszałam nic. Leżałam tam kilka dobrych minut, wsłuchując się w własny oddech. Jednak po chwili znudziło mi to się i powoli otworzyłam swoje oczy. Nie zdziwiłam się,  widząc Eric'a.

- Ktoś się obudził. Dzień dobry. Trochę sobie pospałaś. - Odezwał się chłopak. - A teraz wstawaj, czas na zmianę. Przyciąć włosy, paznokcie i nauczyć kilku dobrych manier. Bądź gotowa za 3 godziny. Mamy kolację z moją rodziną. - Dodał, po czym odwrócił się na pięcie i zaczął wychodzić z pokoju.

- Dlaczego? - Powiedziałam swoje pierwsze słowo od niewiadomo ilu lat. Chyba go to zdziwiło, gdyż na chwilę stał jak sparaliżowany, po czym się odwrócił z uśmieszkiem.

- Bo od dzisiaj kochana, jesteś moją narzeczoną. - Powiedział po czym zamknął mnie zszokowaną w pokoju.

Krwawa PułapkaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!