Rozdział 3

413 30 3

W niedziele wieczorem pojechalam na zakupy z mamą,  gdyz nasza ladowka swiecila pustką.  Krecilysmy sie po jednym z wiekszych marketow w miescie, nie bardzo wiedzac co kupic. Z mamą preferowalysmy raczej zdrowy tryb odzywiania ale w naszym koszyku,  jak zwykle znajdowaly sie jakies nielegalne produkty np. nasze ulubione ciaska owsiane z czekolada lub tez gorzka czekolada. Większą część naszego koszyka zajmowaly owoce typu banany, pomarancze, gruszki i duzo warzyw oraz ryby. Mama i ja uwielbiamy jogurty wiec ich tez nie zabraklo w naszych zapasach. Mama zmierzała do jakiejs alejki z detergentami do czyszczenia, kiedy ja odbilam w lewo w celu znalezienia kilku higienicznych przyborow , jak mydlo czy szampon, ktore w domu sie konczyly. Kiedy zatrzymalam sie przy półce z mydlami uslyszlam, ze jakis meski glos wola czesc. Ale zignorowalam to, gdyz bylam w srodku wielkiego market wiec pewnie jacys dobrzy znajomi spotkali sie przypadkiem. Zabralam z półki moj ulubiony dove pistacjowy i juz mialam sie odwrócić,  kiedy o malo nie dostalam zawalu. Z rąk z wrazenia wylecial mi na ziemie plyn i poturlal sie pod szafke. Przede mną stal wysoki brunet o niebieskich oczach i lekkich przyjemnych rysach twarzy, na jego ustach malowal sie wielki usmiech odslaniajac rowne, biale zęby. Chlopak mial na sobie czarne spodnie od dresu, czerwoną rozpinaną bluze, pod którą na jego lekko umiesnionej klatkę opinala sie czarna zakladam ze bokserka.Na nogach mial ciemne sportowe buty za kostke, zwrocilam na nir uwage, bo pierwsze co zobaczylam kiedy o malo nie umarlam ze strachu to właśnie te buty. Podnioslam wzrok i popatrzylam mu w oczy , kiedy on wlasnie podnosil moj zaginiony plyn do mycia. W pierwszej chwili nie wiedzialm kto to jest, dopiero po jakims czasie skojarzylam go z chlopakiem z siwka ze stajni. Jak on mial na imie ? Artur ..chyba wlasne tak.

- Artur, tak ? - powiedzialam po chwili, lekko niepewnie, zawsze bylam zdystansowana do plci przeciwnej.

Nie moglam przemoc w sobie takiej cechy ze zawsze bylam dla chlopakow niezbyt mila, mysle ze w ten sposob bronilam sie bojac sie odrzucenia, a w sumie sama do konca chyba nie wiedzialam czego sie boje. Staralam sie z nimi normalnie rozmawiac i zwykle to wychodzilo, ale i tak nie czulam sie z tym dobrze.

- Tak, pamietasz. Miło Cię widzieć,  co tu robisz ?- mowil lekko usmiechajac sie i wręczając mi plyn ktory wczesniej wystrzelam w powietrze.

- Hymm. .. co mozna robic w markecie? mysle ze przyszlam poogladac wystawy :D -zazartowlam usmiechajac sie do niego.

- Tak? bardzo interesujące i co znalazlas cos ciekawego? bo ja to przyjechalem z chlopakami zrobic zakupy bo lodowka zrobila nam sie pusta i trzeba ją napelnic, ale w takim razie chyba zle trafilismy- oboje powstrzymywalismy sie od smiechu, duszac w sobie fale radosci.

- A tak na serio - uśmiechnęlam sie - Jutro mam mature i przyjechalam sie odstresowac na dzien przed robiac zakupy z mamą, bo rowniez cierpie na pustą lodowke

- Maturę?  o no ładnie to powodzenia hah. Ja to przerabialem w zeszym roku, na szczescie juz mam to za soba.- to znaczy ze byl rok ode mnie starszy.- Mieszkasz tu gdzies w okolicy ? bo z tego co wiem to niezly kawałek stad do stajni.

- Tak, niedaleko. A ty ? - spojrzalam na niego, ale wiedzialam ze mama pewnir juz mnie szuka i bede musiala sie za chwilke zbierac.

- Po drugiej stronie ulicy, z chlopakami wynajmujemy mieszkanie. Wiesz przyjezdni studenci. - puscil do mnie oczko- Teraz juz wiem czemu ostatnio nie widzialem cie w stajni, pewnie przygotowywalas sie do matury. To kiedy teraz sie pojawisz ?- zapytal patrzac mi prosto w oczy, a ja sie lekko zestresowlam chociaz milo sie z nim rozmawiało

Nie widzialamm kiedy pojawie sie w stajni moze miedzy egzaminami podstawowoymi a rozszerzeniem.  Powieezialam, ze ciezko mi powiedziec bo nie wiem jak sie potoczą sprawy. Nisetety musilam sie juz z nim pożegnać,  poniewaz za zakretu wylonila sie moja mama zapewne zastanawiajac sie  jak dlugo mozna wybierac mydlo. Ostatni raz obdarzyłam go jedym z moich milych uśmiechow i poszlam, kiedy on na odchodne rzucil mi do zovaczenia w stajni i juz nie moge sie doczekać.  To byli bardzo mile, on odszedl do swoich znajomych, wśród ktorych zrobilo sie lekkie zamieszanie kiedy podszedl. Ja spogladlam na jego umiesnione plecy, ktore lekko rysowaly sie pod czerwona bluza i sama usmiechnelam sie do siebie. OPANUJ SIE DZIEWCZONO ! skarcilam sie w myslach. Co ci chodzi po głowie zajmij sie matura a nie ogladasz sie za jakimis chlopakami. ..z drugiej strony całkiem calkiem...NIE NIE STOP ! opamietaj sie. Ruszyłam z mamą w kierunku dalszych alejek starajac sie nie spogladac juz w strone w którą oddalil sie Artur. Szlam tylem i czulam na sobie czyjs wzrok. Wlepilam oczy w swoje buty i dopiero teraz dostrzeglam swoj wyglad. SZLAG. Na nogach miam rowniez dresy rowniez czarne ale bardziej obcisle a na górze biala koszulke z krotkim rekawem i wyciągniętym dekoltem, to jedna z tych, ktore przerabilam sama. Na to mialam moj wielki sweter, troszkę w stylu indianskim i biale krótkie trampki a na głowie rozczochrany kucyk , typowy stroj w którym szlajam sie po domu. Skad moglam wiedziec ze o 23 w niedzile spotkam kogos znajomego w markecie ?! eh zalamanaa ruszylam dalej przegladajac kolejne polki z produktami spozywczymi. Caly czas myslalsm o nowo poznanym znajomym. Mowiac szczerze troszke polepszyl mi sie humor :)

Nie moglam uwierzyc jak szybko minelo moje zycie i nadszedl dzien matury, rozmyslalam o tym co dzialo sie w moim zyciu do tej pory, jak sie uczylam i ciezko pracowalam. Myslslam tez o koniach i o tym ile radosci dają mi te czworonozne zwierzaki. Zakladalam kolejno czesci mojej galowej garderoby, którą przygotowalam sobie poprzedniego wieczoru strannie prasujac i wieszajac na wieszaku w pokoju. Mama czekala juz na mnie z lekkim sniadaniem i moją ulubioną herbatą.  Godzine przed wyszlam z domu zabierając torbe i kluczyki do samochodu.

Kolejne trzy dni minęły podobnie. Jak to ja całą prezentacje na ustny polski mialam obryta jak tylko sie dalo, tak aby komisja nie zagiela mnie zadnym pytanien,  poswiecilam jej bardzo duzo czasu i mialam nadzieje na sukces. Postanowilam w sobotę udac sie do stajni. Stesknilam sie juz za Lady i tym pieknym miejscem.

Poprzedniego dnia bylam juz tak podekscytowana wyjazdem do stajni, ze wstalam o 6:30, a chwile po 7 siedziałam juz w samochodzie saczac moją ulubioną kawe z syropem waniliowym. Było dzis całkiem ciepło. Byl poczatek maja jakby nie patrzec. Zalozylam moje ulubione jeansowe bryczesy,  szarą luzniejsza bluzke z krótkim rekawem z wizerunkiem jednego z moich ulubionych zespolow KISS, na to zarzucilam czarną rozpinaną bluzę,  ktorej używałam głównie w stajni.

Słońce świeciło,  a niebo bylo czyste i nie bylo bardzo gorąco,  raczej przyjemnie.  Jak zwykle otworzyłam brame wjazdową i udalam sie na parking, na ktorym na razie stal tylko jeden bardzo ekskluzywny Jeep.

Lady ucieszyla sie na moj widok. Ogarnelam ją szybciutko i wjechałam na plac przed 9. Bylo pusto i cicho, a ptaki cwierkaly co jakis czas. Moj trening na dzis to skoki, zsiadlam z klaczki i ustawilam kilka przeszkod do metra wysokosci. W trakcie naszej jazdy na plac przyjechal wraz z jakąś dziewczyną nielubiany przeze mnie facet w czapce z daszkiem. On jechal na ustwionej i umiesnionej kasztanowej klaczy, ktora caplowala w miejscu, tak bardzo byla nakrecona na jazde, zas dziewczyna to jedna z tych ktore wybiegaly za owym mężczyzna ze stajni. Ona zas miala pod sobą chyba starszego juz gniadosza, który poslusznie wykonywal każde jej polecenie. Dziewczyna lekko sie do mnie usmiechnela,  zas ten waznak nawet mnie nie zauważył. Lady skakala super. Nie wahała sie i na czysto pokonywala postawione przeze mnir przeszkody. W miedzy czasie kasztanka wylamala 2/3 przeszkod, ktore miala pokonac i brykala jak dzika denerwwujac sie na jeźdźca.  Wydaje mi sie ze nie mial do niej zbyt dobrego podejscia ale wolalam sie nie wtracac. Schlodzilam klaczy nogi i odstawilam ją do boksu. Odwracając sie znowu sie przestraszylam. To Artur ...on mial jakas potrzebe przyprawiania mnie o zawal. Nie przyznam sie ze na jego widok od razu pojawil mi sie usmiech, a jakas iskierka w brzuchu lekko mnie szturchala sprawiajac przyjemjosc.

- Hej, spokojnie to tylko ja.- usmiechal sie odslaniajac swoje biale zabki- Az tak na ciebie dzialam że jak tylko sie pojawiam to przyprawiam cie o dreszcze i wszystko leci ci z rak ?- smial sie schylajac sie zeby podac mi szczotke którą upuscilam nawet nie zauwazylam kiedy.

- Hahaha bardzo śmieszne- rzucilam w lekko kpiacym usmieszku i mierzac go szybko wzrokiem ( czarne bryczesy i bialy tshirt z tygrysem opinajacy sie na jego torsie i ladnych miesniach )- po prostu niezaskakuj mnie tak, bo ja nawet nie slysze jak podchodzisz

- Ninja- wyrzucil z siebie chyba troche niekontrolowanie, ale oboje wybuchlismy śmiechem. 

- Skonczylas juz z Lady ? -zapytal kiedy opanowalismy sie od smiechu.

-Tak, skonczylam tylko jeszcze musze odniesc sprzęt.

- A spieszy ci sie gdzies czy masz dzis wiecej czasu ?

W sumie to nie mialam zadnych planów,  a w sumie to chcialam spedzic dzien w stajni.  Nie mialam jeszcze pomyslu co, wiec ucieszylam sie kiedy zaproponowal że pokaze mi stajnie i zapozna z konmi na ktorych jezdzi. Zabral moje siodlo i skrzynke na szczotki, a ja pozostale rzeczy i zanieslismy je do szafki.

A little differentPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!