1 // nie za dobre wieści

166 16 3

- Chcesz coś do jedzenia Cameron? - oderwałam wzrok od książki i popatrzyłam na, niziutką pielęgniarkę.
- Nie, dziękuje. - uśmiechnęłam się i wróciłam do lektury.

Błagam, idź już sobie.

- A więc... - westchnęła i podeszła nieco bliżej łóżka. - Nie dziwie ci się, to szpitalne jedzenie nadaje sie tylko dla dziadków - zachichotała.

Powtórzyłam tą samą czynność. Z grzeczności, oczywiście.

Kobieta wyszła zostawiając mnie samą. Nareszcie - pomyślałam. Można powiedzieć, że szpital - w którym sie właśnie znajduje - to mój drugi dom. To w nim spędziłam najwięcej czasu od trzech lat. Czemu? Rak płuc, czwartego stopnia. Ekstra, nie? Dzięki tej cholerze, przez cały czas musze mieć tak zwane - wąsy tlenowe i włóczyć zawsze za sobą plecak z tlenem - zawnym przeze mnie Olafem. Just saying. Chemioterapię skończyłam niecałe dwa roku temu, więc włosy aktualnie sięgają mi do obojczyków. Pomijając chorobe i ból z nią związany, jestem szczęśliwą dziewczyną. Mam wspaniałego chłopaka - Ashtona i kochających (czasem wkurzających) rozdziców. Ale tak to już jest kiedy masz dziecko umierające na raka; troszczysz się o nie o wiele bardziej, niż o siebie samego.

Wstałam z łóżka, poprawiając piżame i wąsy. Wolno podeszłam do parapetu i usiadłam tuż przy nim, patrząc jaki świat za oknem jest piękny. Jutro już stąd wychodzę, byłam tylko na badaniach. Jedyne co bardziej kocham, niż kawe, jest to uczucie jak opuszczam szpital. Poczucie wolności. Nie do końca zdrowa, lecz zdolna by móc funkcjonować we własnym domu.
Usłyszałam pukanie, więc odwróciłam się w kierunku drzwi, które właśnie zostały otwierane. Cicho i powolnie.

-  Cześć - powiedziałam cicho, kiedy ujrzałam Ashtona trzymającego w ręku wielką siatkę z jedzeniem. Dzięki Ci kochany, wreszcie moge coś zjeść!

- Myślałem, że śpisz - odpowiedział i podszedł bliżej, całując mnie.

- Co tam dla mnie masz? - moje oczy zabłysły na widoki owoców i sałatek w torbie.

- To co lubisz - zaśmiał się i uniósł siatke do góry.

***

Kolejne cztery godziny spędziliśmy na jedzeniu i gadaniu o niczym - cali my. Naszą zaciętą rozmowę przerwał lekarz wchodzący do pokoju, a za nim moje rodzice. Oj, mam sie bać?

- Dzień dobry, państwo Way. - przywitał się Ash, a moi rodzice uśmiechnęli się i kiwnęli głową.

- Panno Cameron, mamy nie za dobre wieści. - zaczął pan Smith, którego nienawidze od stóp do głów, którą on ma akurat jedną. Co za nowość.

- Nieeee. - przeciągnęłam i rzuciłam sie na łóżko twarzą.

- Zechcesz przejść ze mną do mojego gabinetu? - zapytał.

- A mam jakieś inne wyjście?

Wstałam i zabrałam ze sobą plecak, a widząc jak lekarz otwiera buzie i chcąc coś powiedzieć, przerwałam mu:

- Niech pan nic nie mówi. - przeszłam przez drzwi, czekając na Smith'a.

- Chcesz by twoi rodzice byli z nami? - zapytał.

- Nie.

- Na pewno? - usłyszałam jęki taty.

- Nie. - odpowiedziałam stanowczo. - To wy jesteście chorzy czy ja?

- No dobrze, więc chodźmy.

Szłam przez szary korytarz, kiedy zatrzymałam się przed białymi drzwiami z napisem "dr. Titus Smith. Pokój 16" . Grzecznie czekałam, aż mężczyzna ruszy swój zapyziały tyłek i otworzy drzwi.
Kiedy to w końcu nastąpiło - w końcu - zaprosił mnie do środka, usiadł za biurkiem, a ja tuż przed nim, na 'moim' krzesełku.

- W czym problem? - oparłam się, ale i tak byłam strasznie zdenerwowana.

- Dzisiaj o godzinie 14 przyszły wyniki badań i nie wyszły one zadowalająco.

- To znaczy? - skrzywiłam sie.

- Guzy w twoim organiźmie coraz bardziej sie powiększają, antybiotyki nie działają. Jesteśmy zmuszeni podać ci większą ilość leków, ale nie wiadomo czy podziałają w tym przypadku.

- Ile mi zostało? - pytanie, którego najbardziej sie bałam i zadawałam je za każdym razem, gdy zasiadałam w tym pomieszczeniu.

- Cóż...nie jesteśmy w stanie powiedzieć dokładnej daty i nie chce pani wprowadzać w błąd...

- Ile mi zostało?! - podwyższyłam nieco ton, mając już tego człowieka serdecznie dość.

- Miesiąc. - spuścił głowe w dół. Miesiąc!? - Lecz, jeśli antybiotyki tym razem zadziałają, płuca uda sie uratować.

Ostatni raz spojrzałam w jego strone, ze łzami w oczach.

- Przykro mi. - pokiwał głową.

No pięknie - tobie jest przykro?

Wybiegłam z pokoju, całkowicie zapominając o butli z tlenem i głośno zatrzaskując drzwi. Wleciałam z rykiem do mojego pokoju i upadłam na podłoge. Rodzice i chłopak zebrali sie natymiast w okół mnie.

- Po-po-powietrza! - zaczęło się.

Tata szybko pobiegł po Olafa i pomógł razem z mamy, Ashtona i moimi rękoma założyć wąsy. Po chwili wzięłam głęboki, pełny oddech.

- Wszystko okej? - zapytała mama.

- Okej. - posłałam im krzywy uśmiech.

- Co mówił lekarz?

Musiałam opowiedzieć im to. Będzie trudno. Ale musze. W końcu to nie za dobre wieści.

---------
DUM DUM DUUUUUMMMM
Mamy pierwszy rozdział kochani! Mam nadzieje, że komuś sie podoba i że ktoś to w ogóle czyta; mam nadzieję, że nie wyjdzie z tego kolejny, typowy ff o umierającej dziewczynie i także, że nie będziecie go tak odbierać.

Before I die. \\ a.i. // zawieszonePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!