Brama Cieni

24 2 0


Ciężkie, prawie czarne chmury zawisły nad niewielkim, ukrytym przed zwykłym okiem śmiertelnika miasteczkiem Feltenston — miejscu, które chroniło świat przed podziemnymi stworzeniami. Czerwona poświata zasnuła skwer w samym jego centrum, spowijając każdy budynek krwawą, przezroczystą szatą.

Niewielu miało odwagę wyjść ze swoich domów w taką pogodę, wyczuwając mroczne prądy przedzierające się przez wąskie uliczki. Wiry parnego powietrza zdawały się palić płuca nielicznych przechodniów. Od wieków nikt nie czuł woni spalenizny wydobywającej się z jedynego miejsca, które omijane było przez każdego rozważnego mieszkańca, jeśli nie miał żadnego interesu do załatwienia w Kuźni Hughsona, umiejscowionej najbliżej zapieczętowanej dotąd otchłani.

Brama Cieni, stanowiąca jedyną przeszkodę do przedostania się ciemności do świata ludzkiego, stała dzisiejszego poranka otworem. Przez szkarłatno-czarną zasłonę można było dostrzec kłębiące się cienie, usiłujące wślizgnąć się na ziemię. Na razie Rada Starszych, składająca się z przedstawicieli większości stworzeń zamieszkujących ten padół, na czele ze Strażnikiem Podziemia, nałożyła tymczasową pieczęć, która powstrzymywała zło krążące u progu. Wpatrując się teraz w otwór, z wymalowanym lękiem na twarzach, zebrani zastanawiali się, czy i tym razem odegnają ciemne moce, coraz bardziej zuchwale wychylające swe osmalone oblicza z więzienia, w jakim przed wiekami zostały osadzone.

— Długo nie wytrzyma — szepnął jeden z członków Rady. Ubrany w długą granatową szatę i dziwaczny kapelusz przypominający gniazdo, spod którego wymknęło się kilka rudych kosmyków, stał z założonymi na piersi rękoma i marszczył swoje krzaczaste, pokryte siwizną brwi. Wyglądał komicznie, odkąd jego wnuczka zabarwiła włosy dziadka na rdzawy kolor, ćwicząc nowe zaklęcia maskujące. Był obiektem kpin od kilku dni. Dziś jednak nikomu nie było do śmiechu, a w głosie Gordona Fohley'a pobrzmiewało przerażenie wobec konsekwencji jakie mogły wyniknąć ze zniszczenia ich tymczasowego rozwiązania.

— Jest silniejszy niż myśleliśmy, Erastusie — powiedziała z powagą młoda kobieta, podchodząc do zatroskanego, postawnego, choć przygarbionego w tej chwili mężczyzny, kładąc mu na ramieniu swoją kruchą dłoń. Zwiewna, niebieska sukienka falowała wokół jej kostek, a długie blond loki okalały delikatną twarz, zmiękczając jej twardy wyraz.

Zmęczony i zarazem udręczony problemami, jakie na nich nagle spadły, Erastus Moringham, sześćdziesiąty piąty Strażnik Podziemia w Feltenston, skierował swoje połyskujące srebrem oczy na Elaine Linton, która na niego wymownie spoglądała. Wiedział, co usiłuje mu przekazać jego młoda uczennica. Nie poradzą sobie sami. Zbyt wiele kosztowało go ostatnio utrzymanie bramy w posadach, by teraz mieć siłę na ponowne nałożenie pieczęci. Wieki temu potrzeba było do tego siedmiu Magów Shimury.

Yoku Shimura był jednym z założycieli zgromadzenia Strażników Magii. Gdy ostatni raz widziano Guahla, piekielnego zabójcę, to właśnie Shimura zebrał najbardziej utalentowanych Magów, by podjąć się walki z tym odrażającym, obdarzonym mocą od samego Khula, obecnego pana Satanas.(1) Niestety, zarówno samego Shimury, jak i jego wojowników nie widziano od przeszło tysiąca lat. Nikt nie wiedział, gdzie ich szukać ani czy jeszcze żyją.

Najwyższa pora sprowadzić dostępne nam posiłki — westchnął w duchu Erastus. To mogło jednak przysporzyć im jeszcze więcej trosk, niż już na nich spadło. Osoby, które musiał wezwać do Feltenstone, nie należały do kategorii „porządnych" obywateli. Podążała za nimi śmierć, a tego akurat miał już dość i bez obecności Egzekutorów. Cóż, sytuacja może być znacznie gorsza, jeśli się nie zjawią — pomyślał smętnie — zatem nie pozostało mu wiele możliwości do wyboru.

Moringham - Antologia "Deszczowe sny"Read this story for FREE!