#9

94 7 1

Nie wiedziałam co mam zrobić. Patrzyłam się na wyświetlacz jak głupia. Pierwsze połączenie, drugie połączenie, trzecie. Za czwartym razem zebrałam się na odwagę i wcisnęłam zieloną słuchawkę.

- Halo? - przełknęłam ślinę. W tym momencie tylko na to słowo było mnie stać.

- Caroline? Tu mama. - jakbym tego nie wiedziała.

- No, cześć. Po co dzwonisz?

- Paul dał mi znać co się stało. - Prosiłam go o coś! Fajnie, że mnie posłuchał.

- Jeśli chcesz prawić mi kazanie to od razu mówię, żebyś sobie odpuściła. Nie mam zamiaru tego słuchać.

- Dobrze, dobrze. Wszystko już w porządku?

- Tak. To wszystko? - nie miałam zamiaru kontynuować tej rozmowy.

- Jeszcze jedno.

- No, słucham. - wypuściłam powietrze. Liczyłam, że to będzie koniec tej rozmowy.

- Razem z tatą wpadliśmy na pewien pomysł. A fakt, że odchodzisz z pracy oraz ta sytuacja z Felix'em tylko temu sprzyjają.

- Do sedna. - przełknęłam ślinę.- Do sedna, mamo. 

- Chcielibyśmy, żebyś wróciła do domu. - zdziwko?

- Co takiego?! Wy chyba oszaleliście! Po tym jak mnie wyrzuciliście z domu i wypięliście się na mnie, macie czelność proponować mi coś takiego?!

- Córeczko wiem, że zawaliliśmy z tatą. Chcemy to naprawić.

- Myślisz, że się na to nabiorę? Nie jestem taka głupia. Gdybyś nie dowiedziała się o tym co zrobił Felix to byś mi tego nie proponowała.

- Córeczko, przemyśl to. Wróć chociaż na kilka miesięcy. Zadzwoń, jak się zdecydujesz. - rozłączyła się. 

Nie mam pojęcia co musiało by się stać, żebym się na to zgodziła. Odłożyłam telefon na szafkę i nagle rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę! - do pokoju wszedł Andreas.

- Lin, stało się coś? Kłóciłaś się z kimś tak, że na korytarzu było słychać.

- Mama do mnie dzwoniła.

- I co w tym dziwnego? - zapytał zszokowany. 

- Nie utrzymywałam kontaktu z rodzicami.

- Jak to?

- Nie akceptowali mojego związku z Felix'em. Ale jak dowiedzieli się o naszych zaręczynach to wyrzucili mnie z domu. Z resztą, nie ważne. - wyciągnęłam portfel z innej torebki, wyjęłam z niego odpowiednią kwotę i dałam ją Andiemu.

- Linuś, mówiłem Ci, że nie chcę tych pieniędzy.

- A ja mówiłam, że Ci je oddam. A teraz jakbyś mógł już pójść, bo chciałabym się położyć. 

- Jasne. Do zobaczenia. - przytulił mnie i wyszedł.

Wzięłam piżamę, wykąpałam się i położyłam się spać.


Następnego dnia wstałam o 8:00. Nie miałam ochoty przebierać się w normalne ciuchy, więc tylko umyłam się i posmarowałam nos maścią. Potem zabrałam się za pakowanie. Wszystkie rzeczy, których na sto procent nie będę używać znalazły się z walizce. Potem stwierdziłam, że pójdę pomóc Jonasowi, który tonął w papierach. Ubrałam bluzę, wzięłam kartę i wyszłam. W za dużej bluzie i kapciach - króliczkach szłam sobie korytarzami, bo postanowiłam zrobić sobie spacerek. Skoczkowie, którzy mijali mnie, nie wyglądali na zaskoczonych takim widokiem. Pewnie każdy już wie o tym co wczoraj się stało. A siniak na pół twarzy tylko to potwierdza. Boże, co za wstyd. Weszłam do gabinetu i zastałam Jonasa, który nie wyglądał na zadowolonego czytając jeden z papierów.

- Cześć! - przywitałam się.

- O, cześć. Co tu robisz?

- Przychodzę z odsieczą. Tak się składa, że jeszcze tutaj pracuję więc proszę ustąpić mi moje miejsce.

- Myślałem, że nie przyjdziesz dzisiaj.

- Nie mogę co chwilę mieć wolnego. - Jonas wstał z fotela na którym zaraz się usadowiłam.

- A! Prawie zapomniałem. Jutro przyjdzie nowy tłumacz. 

- Już jutro?

- Tak. Przez te kilka dni pokażesz mu wszystko co i jak. Tylko taka mała prośba. Nie przychodź jutro w takiej stylizacji. 

- Serio? Masz zamiar się ze mnie śmiać? Śmiej się ale nie tutaj. Chcę się skupić na swojej pracy.

Jason wyszedł z gabinetu a ja zajęłam się papierami. Siedziałam nad tym prawie do dwudziestej. Postanowiłam wziąć dwie teczki do pokoju i tam jeszcze trochę popracować. Wróciłam do pokoju, usiadłam przy stoliku i już miałam otwierać teczkę gdy ktoś zapukał do drzwi. Byłam święcie przekonana, że to Andreas. Kiedy otworzyłam drzwi doznałam szoku, który zaraz zmienił się w przerażenie. 

- Felix? Co Ty tu robisz? 

- Przyjechałem po swoją narzeczoną. Pakuj się, jedziemy do domu. - powiedział ostrym tonem.

- Po tamtej sytuacji to raczej już nią nie jestem.

- Nie przypominam sobie, żebym z Tobą zrywał. Powiedziałem coś a Ty - jako moja narzeczona - masz się mnie słuchać.

- Nie jestem twoją niewolnicą.

- Powtórzę jeszcze raz, pakuj się, bo zaraz stracę cierpliwość.

- Nie będziesz mną dyrygował.

- Dobra koniec tego. Idziesz ze mną. - Felix złapał mnie za ramiona i zaczął mnie ciągnąc w kierunku windy.

- Puszczaj mnie! Porąbało Cię, idioto! Pomocy! - zaczęłam krzyczeć ale nikt się nie pojawiał. Weszliśmy do windy. Nikt się nie odzywał tylko Felix patrzył się na mnie dziwnym wzrokiem. Kiedy drzwi windy się otworzyły została popchnięta i o mało się nie wywróciłam. Mój "narzeczony" dźwignął mnie i znowu zaczął mnie ciągnąć i szarpać. Jak na złość znowu nikogo nie było. Czy na serio nikt nie widział jak Felix wchodził do hotelu? Wyszliśmy na zewnątrz. Po raz kolejny zaczęłam krzyczeć z nadzieją, że teraz ktoś mnie usłyszy. Felix dociągnął mnie do samochodu. Otworzył drzwi i chciał mnie wepchnąć do środka, kiedy ktoś go ode mnie odciągnął przez co się wywróciłam. Zdezorientowana wstałam i zobaczyłam jak Andreas okłada pięściami Felixa a Stephan próbuje go powstrzymać. Po chwili sama zaczęłam to robić. 

- Andreas! Andreas, proszę Cię zostaw go! Andi, proszę Cię! - Wellinger puścił go.

- Stephan dzwoń na policję. Teraz już przegiął pałę.

Pół godziny później policjanci zabrali Felixa a mnie przesłuchali. Nie sądziłam, że Schmidt jest zdolny do czegoś takiego...

________________________________________________________________________________

Cześć! Dzisiejsza część jest trochę dłuższa, bo nie chciało mi się dzielić tego na dwie części. Podobało Wam się? Do zobaczenia w kolejnej części i Szczęśliwego Nowego Roku. Buziole

Dawna znajoma | Andreas WellingerWhere stories live. Discover now