Rozdział 15 - Nowa Ja

Zacznij od początku

- Chciałam posłuchać resztę tej historii - przeszłam od razu do sedna, pierwszy raz byłam zaciekawiona tak, jak nigdy dotychczas i czułam, że jej nie odpuszczę, dopóki nie usłyszę tej opowieści do końca.

- Dobrze, ale nie tu - pociągnęła mnie w stronę jednego z pokoi, weszłyśmy do środka. Zerknęłam tylko przelotnie na pomieszczenie, które praktycznie niczym nie różniło się od naszego. Nie miałam więcej czasu, żeby rozejrzeć się dokładniej, bo dziewczyna kiedy tylko zamknęła za sobą drzwi, zaczęła kontynuować swoją wypowiedz. - Ja naprawdę nie wiem, czy to wszystko jest prawdą. Mogą to być pogłoski, ale słyszałam od wilczyc, które pracują tutaj dłużej legendę, która jest doprawdy, jak z najgorszych horrorów. - zaczęła dość szybko, przez co musiałam poukładać sobie wszystko po kolei. Chwyciłam krzesło, które stało w jednym kącie i postawiłam go przed dziewczyną. Usiadłam na nim, wyczekując dalszego ciągu opowieści. - Podobno Alfa miał swoją ukochaną nazywała się El-Elissa? - podrapała się po brodzie, próbując przypomnieć sobie jej imię. - Chyba tak. Była pół człowiekiem, pół wilkołakiem. Kiedy młody Alfa przedstawił ją swojemu ojcu, ten nie krył swojego oburzenia tym, że kobieta nie jest stu procentowym wilkiem. Zaproponował jej układ. Miała zniknąć z życia Evila, a w zamian za to mogła dostać dom w spokojniej dzielnicy i pieniądze, dzięki którym żyłaby na wyższym poziomie, jednak jak możesz się domyślać... Nie zgodziła się. Kochała go zbyt mocno, by od niego odejść. Wściekły król wezwał ludzi do swojego pałacu i obiecał każdemu z nich to samo, jeśli Elissa całkowicie zniknie z życia jego syna. Wykonali powierzoną im misję, jednak kiedy temat zbrodni zaczął krążyć po korytarzach willi i o wszystkim dowiedział się Evil, popadł w totalny amok, nikt nie potrafił go powstrzymać przed tym co się stało potem... Zabił swojego ojca i poprzysiągł zemstę na całej ludzkiej rasie. - skończyła swoją opowieść rzucając się na jedno z łóżek. - Krąży też plotka, że w gabinecie wisi jej obraz, ale nikt tego nie wie, bo wstęp ma tam tylko on - dokończyła i zamknęła oczy, układając się wygodnie. Analizowałam powoli całą historię, starając się poukładać ją w sensowną całość, ale nic mi się nie zgadzało. Nigdy nie słyszałam o tym, by Walter miał kogoś kogo kochał, nigdy nie było mowy o żadnej wilczycy, ani pogłosek, ani plotek. Tym bardziej nie mogłam sobie uzmysłowić, jak mógł zabić własnego ojca, skoro ten umarł ze starości, a bynajmniej tak podawano w gazetach, a telewizje huczały od nadmiaru wiadomości na ten temat. Najbardziej jednak zaciekawiła mnie część z obrazem, który podobno wisi w jego gabinecie. Zdałam sobie sprawę, że Raya tam była, więc tylko ją mogłam zapytać czy to jest prawda, czy tylko wymyślona bajka.

- I myślisz, że to wszystko się zdarzyło? - dopytywałam, zaciekawiona obrotem wydarzeń.

- Licho wie - zapatrzona w sufit wzruszyła ramionami. - To było bardzo dawno, a ja w tym czasie jeszcze nie myślałam o pracy w posiadłości - kiwnęłam głową, lecz nie zdążyłam zapytać o coś więcej, bo do pokoju wbiegła zdyszana Raya.

- Alfa znowu kazał zebrać się wszystkim w holu - powiedziała na jednym wdechu, przystępując z nogi na nogę. Po jej ruchach oraz wyrazie twarzy od razu można, było zauważyć zdenerwowanie i strach.

- To już drugi raz dzisiaj - Isabella na jej słowa bez ociągania się w stała z łóżka i poprawiła wygniecione ubranie. Jako pierwsza wybiegła z pomieszczenia, nie zwracając uwagi na nic innego, byle tylko przybiec jako pierwsza na miejsce zbiórki.

Sama zrobiłam to samo, chciałam wyjść z pokoju, ale ręka Rayi mignęła mi przed twarzą, po raz kolejny blokując mi przejście.

- A ty - pokazała na mnie palcem, celując w sam środek czoła. - Zostajesz grzecznie w pokoju i nigdzie nie wychodzisz - zrobiła dwa kółka ręką wokół moje twarzy i zamknęła za sobą drzwi, zostawiając mnie samą. Nie byłabym sobą, gdybym za nią nie poszła. Bałam się, że to zebranie wszystkich może mieć o wiele groźniejsze konsekwencje aniżeli to z rana. Domyślałam się też, że może chodzić o moją zgubę, a wtedy mogłybyśmy mieć problemy, a raczej miałyby je Tess i Raya, bo Alfa jak dotąd nie wiedział o moim pojawieniu się w posiadłości i wolałam, żeby tak zostało. Po rozmyśleniach, wychyliłam głowę na korytarz, a że nie było na nim żywej duszy, w żwawym tempie ruszyłam w stronę holu. Ponownie przykucnęłam obok barierek, dokładnie tak, jak za pierwszym razem i nim zdążyłam odetchnąć po szybkim marszu, ujrzałam Alfe trzymającego coś w dłoni. Wstrzymałam powietrze, zapominając na moment o oddychaniu. W środku czułam, jakby przez mój organizm przebiegało stado rozjuszonych zwierząt. Wszystkie zmysły zaczynały wariować. W oczach mi pociemniało, w uszach słyszałam tylko niewyraźne szumy, a krew zaczęła dopływać do całego ciała z taką prędkością, iż wydawało mi się, że zaraz wybuchnę. Wszyscy pracownicy ustawili się w dwuszeregu, a na przedzie stały moje współlokatorki, trzymane przez żołnierzy.

- Co to jest?! - przystawił im naszywkę pod sam czubek nosa, spoglądając na nie złowrogo. Poczułam, jak tracę grunt pod nogami, a widziany przeze mnie obraz zaczyna wirować. - Nie wiecie? - jego suchy śmiech rozprzestrzenił się w powietrzu, a on sam odwrócił się do nich tyłem. - To ja wam powiem. To jest naszywka, która jest doszyta do każdego munduru i jakimś cudem znalazła się u was w pokoju - dokończył przez ściśnięte zęby, przez co jego słowa były przepełnione wściekłością i poirytowaniem. Ponownie zatrzymał ją przed twarzą wilczyc, najpierw jednej potem drugiej, kiedy żadna nie odpowiedziała, wściekły rzucił nią w twarz Tess. Kobieta lekko podskoczyła przez niespodziewaną sytuację, jednak szybko wróciła do swojej poprzedniej pozycji, spuszczają głowę jeszcze niżej. - Rozumiem więc, że po dobroci nie chcecie - wyciągnął dłoń do oficera, który stał przy nim, jak posłuszny pies. Wilkołak prędko zareagował i wręczył mu do ręki palcat. Evil zaczął oglądać go uważnie z każdej strony, jakby nadal czekając na jakąkolwiek odpowiedź dziewczyn. Jednak kiedy zrozumiał, że nie miały zamiaru nic więcej powiedzieć, a głucha cisza zaczęła mu przeszkadzać, szaleńczy uśmiech zaczął znikać, odsłaniając wściekłą twarz. Alfa bez zastanowienia, z ogromną siłą uderzył palcatem o szafkę obok. Po korytarzach rozniosły się ciche odgłosy zaskoczenia przepełniony strachem, wszyscy cofnęli się o kilka kroków, a w oczach niektórych zaczęły formować się łzy. - Dwadzieścia batów dla każdej i powinnyście się nauczyć mówić - rzucił, wymachując pejczem w stronę kobiet, czekając aż żołnierze je zabiorą. Tess miała kamienną twarz, wyglądała jakby przyjęła karę z pokorą, jednak Raya zaczęła się trząść, a kiedy oficer chwycił jej ramię niekontrolowanie zaczęła je wyrwać z jego uścisku. Patrząc na to co się działo na dole, mój zdrowy rozsądek skapitulował i mimo tych wszystkich zakazów wilczycy, nie potrafiłam dalej oglądać tego cyrku. Moje wewnętrzne ja nie pozwoliło mi dopuścić do jakiejkolwiek przemocy względem tych wilczyc. Przez co hardo wyszłam ze swojego ukrycia, chcąc jakoś pomóc moim przyjaciółkom.

- Nie! - wyrwałam się, stając na samej górze schodów z zaciśniętymi w pieści rękami.

- Kto śmie-

Urwał swoją wypowiedz, kiedy mnie zobaczył. Nie pozostałam mu dłużna i dumnie spojrzałam w jego kierunku, podnosząc wysoko podbródek. Nie dopuszczę więcej, aby ktoś taki niszczył życie kolejnym osobom, które znam. Już wystarczająco skrzywdził mnie i moich bliskich, nie pozwolę, aby dalej zabawiał się życiem innych stworzeń. Dość! Miła Carmen to już przeszłość, teraz pozna kogoś, kto drugi raz nie przestrzeli, lecz trafi prosto w jego zatrute władzą serce.



1808 słów.

Oto obiecany rozdział za 50 gwiazdek :)

Mam nadzieję, że osoby, które czekały na ich ponowne spotkanie będą usatysfakcjonowane tym rozdziałem.

Do kolejnego, cześć! ♥

Kochana Przez PotworaWhere stories live. Discover now