Rozdział 14 - Powrót

895 128 12

Dwóch postawnych żołnierzy w zielonych mundurach wyszło z naszego pokoju i stanęło pod ścianą. Przed nimi pojawił się oficer i popatrzył na nich z góry, na co dwa wilkołaki zasalutowały pośpiesznie, uderzając butem o but.

- Sprawdzony - odpowiedział szybko jeden z nich, patrząc wytrwale przed siebie. - Czysto - dodał na koniec.

Główny dowodzący odwrócił się od reszty i ruszył przed siebie do następnych pokoi, a reszta zmiennych podążyła za nim. Niespodziewanie zza zakrętu wybiegła Raya i gdyby nie zwolniła swojego szaleńczego biegu, wpadłaby na strażników. Jednak nim cokolwiek się zdarzyło, kobieta zatrzymała się gwałtownie i o mały włos nie wywróciła. Kiwnęła tylko głową w ramach przeprosin i ze spuszczonym wzrokiem wolno ominęła wilkołaków, by następnie znowu wystrzelić jak z armaty i podbiec w stronę swojego pokoju.

Zaśmiałam się w duchu z tej sytuacji i sama podeszłam w jej stronę, wyłaniając się z ciemnego zaułku między ścianami. Stanęłam w drzwiach, opierając się o futrynę. Raya zaczęła nerwowo rozglądać się w lewo i prawo, rzuciła przelotne spojrzenie na łazienkę, ale kiedy zobaczyła, że nie ma mnie w niej wróciła do punktu wyjścia.

- Pst, Carmen - szepnęła moje imię kilka razy i rozpoczęła swoje poszukiwania pod łóżkami. Widząc, jak dziewczyna zaczyna przewracać pokój do góry nogami, zaczęłam się histerycznie śmiać, co nie uszło uwadze młodej wilczycy. Wystawiła nos spod łóżka, patrzący na mnie z najbardziej wściekłą miną, jaką potrafiła zrobić. Nie minęła chwila, a już stała przede mną. Miałam doskonały widok na jej czerwoną od złości twarz i delikatnie zaróżowiony nosek. Mimo, że zdenerwowanie było widoczne na pierwszy rzut oka, to dostrzegłam też, jak próbowała się nie zaśmiać z zaistniałej sytuacji. Jej policzki z każdą chwilą unosiły się coraz to wyżej. - Głupia - szturchnęła mnie w ramię. - Nie wiesz nawet, jak strasznie się bałam o ciebie - popatrzyła na mnie z niezmienionym wyrazem twarzy. Szczęśliwa lekko westchnęłam, chwytając dziewczynę za jej pucate poliki, podnosząc je do góry, tak aby uformowały coś na kształt uśmiechu. - Gdzie mundur? - zapytała, ściągając moje ręce ze swoich policzków.

Uśmiechnęłam się chytrze, wiedząc, że wszystko poszło zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Przysunęłam nogą kupkę ubrań, a kiedy wyłoniła się zza drzwi, głośny świst ulgi wydobył się z ust Rayi. Założyłam ręce na piersi, opierając się o przeciwległą stronę futryny. Nie czekając ani chwili dłużej wilczyca podniosła mundur i zaczęła opuszczać pomieszczenie.

- A ty dokąd? - zapytałam zdziwiona, odwracając się leniwie w jej stronę.

- Jak to dokąd - zatrzymała się i popatrzyła na mnie przez ramię. - Idę spalić te szmaty zanim trafią w niepowołane ręce. - dodała i zaczęła się oddalać.

- Czekaj - krzyknęłam za dziewczyną, aby się zatrzymała. Odbiłam się od ramy drzwi, wracając do pozycji pionowej i podbiegłam do niej. - Daj mi papiery - wycięłam rękę w jej stronę. Patrzyłam na nią uważnie, zaczynając gestykulować, żeby się pośpieszyła. Rozglądnęła się wokół siebie, szukając czegoś w kieszeni pomiętego fartucha. Podała mi dyskretnie dokumenty, a ja tak samo ostrożnie schowałam je za swoją koszulę. Kiwnęłam jej głową na znak porozumienia. Kiedy miała odejść, niezgrabnie chwyciłam ją za kawałek wystającej spódnicy spod zapaski. - Srebrna karta - wyszeptałam do niej. Dwa słowa wystarczyły, aby popatrzyła na mnie groźnie. Gdy chciała zignorować mnie i ruszyć dalej, mocniej ścisnęłam materiał w ręce i pociągnęłam w swoją stronę.

- Oszalałaś - wydukała przez ściśnięte zęby, ciągnąc trzymany przeze mnie kawałek tkaniny, ale ja nie miałam zamiaru puścić, wręcz przeciwnie, trzymałam go w coraz to szczelniejszym uścisku.

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!