Dzień 1 "Kopciuszek"

14 1 0
                                                  

Dzisiaj zaczął się pierwszy dzień w nowej szkole, nowa klasa ale ten sam problem. Jak nie być postrzeganą jako córkę jednego z najbardziej znienawidzonych osób w całym kraju? 

Związałam niedbale włosy w kok i zeszłam do kuchni.

-Cześć skarbie.

Usłyszałam radosny głos ojca. Przytuliłam się do niego a on uśmiechnął się.

-Przygotowana?- rzucił radośnie a ja tylko pokiwałam głową. Jak mam mu powiedzieć, że zmiana miejscowości nie uchroni mnie przed tym co było? Zabrałam talerz z naleśnikiem i nalałam do szklanki sok.  Usiadłam na przeciwko telewizora. Wszystkie nasze rzeczy nadal były w pudełkach.  Nie umiałam pogodzić się z przeszłością. To wszystko było dla mnie takie trudne. Spojrzałam na ekran telefonu, nie miałam zamiaru stroić się do szkoły. Zjadłam pośpiesznie śniadanie i ruszyłam w kierunku budynku. 

Nie do końca znałam nowe miejsce dlatego postanowiłam użyć GPS'a. 

-Niech to szlag.

Telefon się rozładował gdy po raz setny mijałam kościół Świętego Alberta. 

-Pieprzony pierwszy dzień.

Usiadłam na krawężniku, trzymając nie działający sprzęt w dłoniach. Nagle poczułam zapach perfum. Ostry zapach męskich perfum, usłyszałam ciche kroki. Ktoś usiadł obok.

-Cześć. Zgubiłaś się?

Zachichotałam z nerwów. Popatrzyłam na chłopaka. Miał długie blond włosy, lekko opadające na oczy, co chwile dmuchał aby się ich pozbyć, miał niebieskie oczy w które mogłabym patrzeć całą wieczność. Miał śnieżno biały uśmiech, był bardzo wysoki i dobrze zbudowany. Ubrany był w zwykłe niebieskie dżinsy i koszulę w kratę, zieloną. 
-Można tak to nazwać. 

Westchnęłam i odwróciłam głowę. 

-Dokąd chcesz trafić kopciuszku?

Jego pewność siebie doprowadzała mnie do szału ale zaintrygował mi.  Nie odpowiedziałam mu, nie umiałam wymówić żadnego słowa.

-Nie umiesz mówić?

ZNOWU ten uśmiech.
-Umiem.

-Świetnie. 

-Chce trafić do...

-Jak mniemam chcesz dojść do szkoły na ulicy Dunstan Hill ? Spokojnie też tam chodzę.

Uśmiechnęłam się szeroko.  Uratował mnie z opresji. Uniosłam się do góry i zdałam sobie sprawę, że krawężnik był mokry. Moje jasne spodnie miały teraz wielką plamę na tyłku. Chłopak wywrócił oczami widząc, że się rumienię.  Zdjął swoją koszulę, zostając tylko w białej koszulce.

-Trzymaj.

Podał mi ją a ja przepasałam się nią w pasie.

-Mieszkam trzy ulice stąd, na Grown Street.

-Ja też.

Poczułam przyjemne ukłucie.  Nie byłam rozpoznawalna jako córka lekarza, który popełnił błąd a jako zwykła szarą osobę.

-No cóż, wychodzi na to, że będziesz skazana na wieczne imprezy i spacery do szkoły. A teraz chodź no bo się spóźnimy.

Cała droga była dosyć milcząca, nie zamieniliśmy żadnego słowa, nie wiedziałam jak miał na imię. 


Budynek robił wrażenie. Był ogromny. Wcześniej było nie stać na naukę w domu więc nie musiałam zrywać się rano. Miałam jedną oddaną przyjaciółkę i to mi wystarczyło. Gdy tylko podeszliśmy pod wejście chłopak zniknął mi z pola widzenia. Nie czułam przerażenia w związku z nową sytuacją w której się znalazłam.  Wpuściłam powietrze i wypuściłam po czym postanowiłam poszukać sekretariatu. 

Nie było to trudne i już po 15 minutach odnalazłam pomieszczenie.  Zapukałam do ciemnych, masywnych drzwi i nie musiałam długo czekać na odpowiedź.

-Proszę wejść!
Otworzyłam drzwi, za biurkiem siedziała starsza kobieta. Uśmiechała się szeroki, skinieniem dłoni kazała mi usiąść.

-Witamy w naszej szkole panno Smith. Jak pierwsze wrażenia?

-Strasznie mi się podoba!
-Cieszymy się. Tutaj kod do szafki, spis treści i karta do biblioteki. Będziesz chodzić do ostatniej klasy, B. Większość zajęć macie razem z klasą D. Pierwsze zajęcia to biologia w klasie numer 345. Możesz już iść. Baw się dobrze!

Uśmiechnęłam się i wyszłam na poszukiwanie klasy. Spojrzałam na plan lekcji, byłam wdzięczna za tak małą liczbę godzin.  Znalazłam klasę i zapukałam. Było już kilka minut po dzwonku.

-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie!
Powiedziałam wchodząc, spojrzałam na surowo wyglądającą kobietę. Miała spięte włosy, kruczoczarne, cała była ubrana w fioletowy komplet i  wysokie buty na obcasie.

-Dzień dobry, nic się nie stało. To ty jesteś Elizabeth Smith? 

-Tak to ja.

-Słyszałam o twoich wynikach. Cieszę się, że wybrałaś te szkołę. Dam Ci teraz kserówki z których korzystamy. Usiądź obok  Finna, to ten blondyn tam na końcu, będziemy dzisiaj pracować nad budową komórki liścia. 

Cała klasa patrzyła na mnie a ja czuje, że się rumienię. Uniosłam twarz by sprawdzić z kim będę siedzieć. To był ten chłopak z którym przyszłam do szkoły. Pomachał mi dłonią i poklepał nią siedzenie obok siebie.  Byłam zadowolona z wynikłej sytuacji. Nauczycielka przeprosiła nas i wyszła, by dokserować kolejny dział.

-Witaj kopciuszku, moja koszula Ci pasuje.

Uśmiechnęłam się do niego.  On odwzajemnił i opowiedział mi na czym polegają dzisiejsze zajęcia. Nagle drzwi do klasy otworzyły się a w nich stanął chłopak. Czarne włosy, ciemne ubranie. Brązowe oczy. I loki. Westchnął głośno i podszedł do ławki w której siedziałam.
-Czy nikt Ci nie powiedział, ze to miejsce należy do mnie?

Spojrzał w moje oczy i nikt nie odważył się nic powiedzieć. Nie miałam zamiaru dać mu się nastraszyć więc uniosłam się.

-Proszę bardzo, ale nie widzę twojego podpisu.

Chłopak spiął się, uderzył mnie z bara i minął po czym usiadł w ławce obok.  Całe zajęcia obserwował mnie a ja jego. 

Nadszedł czas powrotu do domu. Nie mogłam się doczekać rozmowy z moją najlepszą przyjaciółką. Mój telefon nadal nie był użyteczny, bo rozładował się. 


Wróciłam do domu i tak skończył się pierwszy dzień mojej przygody.


On, ja i on.Where stories live. Discover now