Rozdział 13 - Zdradziecki mundur

941 106 16

Zmieniłam imię bohaterki, a dokładniej jej pierwszą literę z "K" na "C", w poprzednich rozdziałach tę zmianę dodam dopiero, jak skończę książkę. Miłego czytania.


Z nowym uniformem i Rayą u boku przemierzałam jeden z korytarzy willi Evila. Spotkałam dziewczynę, kiedy z podenerwowaną, aczkolwiek zwycięską miną, wychodziła z gabinetu potwora. Czekałam na nią za jedną z pobliskich ścian, ukryta w ciemnym zaułku. Kiedy zaproponowałam jej pomocy, Raya jedynie bąknęła pod nosem ciche przekleństwo i natychmiast zaprzeczyła, twierdząc, że sama poradzi sobie lepiej. Dziewczyna kazała mi pozostać cicho i za wszelką cenę się nie wychylać, nawet gdyby została złapana, z niechęcią się jej posłuchałam, dzięki czemu teraz obie zadowolone z wielkimi wypiekami szczęścia na twarzy szłyśmy w stronę naszego pokoju.

- Nie sądziłam, że tak łatwo sobie z tym poradzisz - nasz cichy śmiech odbijał się echem po korytarzu, nim go przerwałam. - Jednak nie wydaje ci się podejrzane, że zbyt gładko poszło?

Dziewczyna jakby na moment spochmurniała przez mój pesymizm, jednak zbłąkany uśmiech po chwili znowu zawitał na jej twarzy, powodując, że Raya cicho się zaśmiała.

- Carmen, daj spokój, chociaż raz w życiu coś mi się udało, więc nie psuj mojej chwili szczęścia - szturchnęła mnie w ramię, nadal wesoło chichocząc. Uśmiechnęłam się do niej smutno, gdyż cały czas mi coś nie pasowało. Brama przy mieście była pilnie strzeżona przez dobrze wyszkolonych wilkołaków, lecz sama posiadłość, a tym bardziej gabinet Alfy nie były pilnowane nawet przez szarą mysz. Albo zaczynałam mieć pierwsze oznaki paranoi, albo po prostu los jest nam przychylny, a Bóg cały czas się nami opiekuje.

- Wiem, że może zaczynam wariować, ale naprawdę- nie zdołałam dokończyć swojego monologu, kiedy zostałam wepchnięta przez wilczyce do jednej z wielu wnęk, w których stały mosiężne rzeźby. Raya schowała ręce za siebie, gestykulując, abym siedziała cicho niczym mysz pod miotłą. - Isabello, ty tutaj? - rzekła przerażona, podchodząc do nieznajomej z wyciągniętymi rękoma, przez co straciłam ją z pola widzenia, teraz pozostało mi tylko nasłuchiwanie ich rozmowy.

- A-alfa tu jest - rzuciła wystraszony. Jej głos drżał, w dodatku wypowiedziała te słowa niezwykle szybko, przez co zrozumiałam je niezbyt wyraźnie. Jednak po dłuższym zastanowieniu dotarł do mnie sens jej wypowiedzi.

- Jak to Alfa? Gdzie? - głos przyjaciółki stał się ostrzejszy, a cały strach jakby gdzieś wyparował. Czekałam na odpowiedź, ale zamiast niej była tylko cisza. Ciekawość przejęła kontrole nad moim ciałem, sprawiając, że wystawiłam czubek nosa zza kolumny. Raya podeszła do Isabelli, klepiąc ją delikatnie po policzkach, próbując tym samym ocucić ją z transu. - Isabello! - wilczyca podniosła głos, prawie krzycząc, przez co jej koleżanka podskoczyła w miejscu lekko zaskoczona. Jednak nadal trzymała ją za zaróżowione policzki i patrzyła prosto w oczy, wyczekując na odpowiedź.

- Raya, Alfa zwariował - załkała. - Jest w swoim pokoju, wydaję się, jakby sam diabeł w niego wstąpił, wrzeszczy wniebogłosy, gdyby mógł obudziłby umar-

- Do rzeczy - wilczyca przerwała blondynce, przenosząc dłonie na jej ramiona.

-Ah, tak - zwilżyła usta językiem, motając się w swojej wypowiedzi. - Podobno znaleźli ciało jednego z gwardzistów w rzece nieopodal lasu. Natknął się na nie jeden z dzisiejszych patroli, robiący obchód wokół miasta. Rzekomo straż została podwojona, a odziały z posiadłości ruszyły w kierunku bramy wjazdowej.

- "To dlatego dzisiaj nie było słychać ani jednego odgłosu oficerskich butów uderzających o panele, na korytarzach można było się natknąć jedynie na służbę, a za oknem można było usłyszeć grający o parapet deszcz. Wiedziałam" - pokręciłam głową, rozumiejąc, że miałam rację co do naszego powiedzenia misji, udało mi się zostać przy zdrowych zmysłach, pomimo sytuacji, w której się znalazłyśmy.

- Słyszałam od dziewczyn, że do miasta wkradł się szpieg i prawdopodobnie zmierza w stronę posiadłości - przełknęłam ślinę przerażona powagą sytuacji, kiedy usłyszałam słowa długonogiej. Raya zapewne nie była bardziej wystraszona niż ja.

Sytuacja niebezpiecznie wymykała się nam spod kontroli, wydawać by się mogło, że wszyscy pracownicy i reszta zmiennych na terenie willi wiedziała, że coś jest nie tak. Zasiali ziarno, które niebezpiecznie rozrastało się po całej nieruchomości, sprawiając, że zaczęłam coraz bardziej żałować swojej zgody w pomocy zgładzeniu Evila. Gdybym powstrzymała wtedy Jima, teraz siedzielibyśmy razem przy kominku, z kawałkiem starego, odgrzanego mięsa, jednak bylibyśmy bezpieczni. Poniekąd czułam się winna za to, co się przydarzyło Jimowi, jak i jego kolegom. Wiem, że nawaliłam na całej linii, ale teraz będę z całych sił starała się to naprawić. 

Nagle po posiadłości rozbrzmiał głęboki ryk, tak głośny, że musiałam zatkać uszy, bo moje bębenki były blisko wybuchu, a z parapetu naprzeciw odleciały gołębie, potykając się przy tym niezgrabnie.

- Alfa kazał zebrać się wszystkim w holu - rzuciła szybko przerażona Isabella, ściągając dłonie z uszu i powoli otwierając zmrużone powieki, widać nie tylko ja nie potrafiłam znieść tego wrzasku.

- I dopiero teraz mi o tym mówisz? - wywróciła oczami, a na twarzy widać było tylko jedno, wielki szok. - Chodź - rzuciła, ciągnąc ją w kierunku schodów. Schodziły, a raczej zbiegały z kolejnych stopni na dół, przepadając o własne nogi, prawie się przy tym zabijając.

Nie tracąc ani chwili cennego czasu, pobiegłam za nimi najszybciej, jak umiałam, starając się nie zrobić zbyt dużego hałasu. Minęłam trzecią taką samą mosiężną rzeźbę i zatrzymałam się przy balustradzie, obok której wyłoniły się schodach, gdzie jeszcze chwile temu schodziły wilczyce. Kucnęłam, ukrywając się za najbliższą ścianą, skąd miała wprost idealny widok na wszystkich zgromadzonych. Wśród nich, w drugim rzędzie zauważyłam Rayę i Isabellą, a zaraz potem dołączyła do nich zziajana Tess, która podpierając się o ramię wilczycy, brała szybkie, płytkie oddechy. Wyglądała, jakby miała zaraz wyzionąć ducha, albo co najmniej wypluć płuca. Nieoczekiwania nastała głucha cisza, którą przerwał stukot wojskowych oficerek i eleganckich butów, w sali nie było słuchać już szmerów, a tym bardziej rozmów. Przez chwilę mogłam usłyszeć bicie własnego serca, dopóki dopóty spokoju nie przerwał męski, intensywny głos.

- Mamy wśród nas zdrajcę - przez obfity w jad głos, na mojej skórze pojawiły się ciarki, zwróciłam głowę w stronę postaci i o mały włos nie dostałam zapaści.

Alfa, to on, znowu go zobaczyłam. Minęło kilka dni od naszego ostatniego spotkania, a ja i tak nie potrafiłam spuścić z niego wzroku tak, jak to było za pierwszym razem. Moje oczy wywiercało w nim olbrzymią dziurę i żałowałam, iż nie potrafiłam zabijać spojrzeniem, bo teraz patrzyłabym się na jego martwe ciało. Z obrzydzeniem i odrazą skanowałam dokładnie jego fałszywą mordę. Milimetr po milimetrze, wyobrażałam sobie, jakby to było zedrzeć mu ten parszywy uśmiech z twarzy. Chciałam, aby cierpiał tak, jak cierpią ludzie po drugiej stronie lasu. W głowie pojawiły mi się myśli, których nie potrafiłam przegonić, gdy go widziałam. Zabije go swoimi własnymi rękami, nie okazując mu ani grama współczucia. Zero litości. Uśmiechnęłam się sama do siebie, nadal nie spuszczając z niego wzroku.

- Nie pozwolę, żeby coś na co tak ciężko pracowałem całe swoje życie, zostało zrujnowane przez jakiegoś człowieczka i kundla, który ośmielił się zdradzić swój ród! - ryknął tak głośno, że wszyscy zebrani skulili się pod tonem jego głosu, a niektórzy nawet wycofali się do tyłu, by nie być narażonym na jego gniew - przeszukać całą willę, każdy pokój, najmniejszy kąt, każdy zakamarek - popatrzyłam spanikowana w stronę Rayi, dziewczyna pod naporem mojego wzroku, jakby pchnięta impulsem popatrzyła w moją stronę w lekkim szoku oraz gniewie, wiedziała i ja też, że powinnam była się schować, ale mój charakter kolejny raz wygrał ze zdrowym rozsądkiem. Niespodziewanie wilczyca pełna leku wybełkotała coś pod nosem, nie mogłam usłyszeć co mówi, więc kiwnęłam głową, aby powtórzyła i jeszcze raz spokojnie przyjrzałam się ruchom jej warg. Zmrużyłam oczy myśląc, że to mi pomoże i dopiero za kolejnym razem rozumiałam, co z siebie wydusiła. Zamarłam, spojrzałam na nią ponowienie dopiero po chwili, a moje dudniące dotąd serce biło jeszcze szybciej niż dotychczas.

- Ubrania - wyszeptałam po cichu do siebie słowo, które przekazała mi wilczyca. - Zostawiłam mundur w łazience... - przestraszona prawie zatoczyłam się do tyłu. Przygryzłam kawałek fartucha, ubolewając przy tym nad swoją głupotą.

- Znajdę tego zdrajcę, który ośmiela się ze mnie kpić - dodał i gestem ręki, kazał żołnierzom rozpocząć przeszukiwanie domu. Nim zdążyłam zobaczyć coś więcej, biegiem rzuciłam się w stronę pokoju dziewczyn. Miałam tylko nadzieję, że będę tam pierwsza, przed wilkołakami.  




1300 słów, to chyba jeden z moich rekordów.

Kilka szybkich notek, żeby uniknąć zbędnych pytań.

1. Imię głównej bohaterki jest zmienione z Karmen na Carmen, ktoś mi kiedyś wspomniał, żebym to zmieniła i dziękuję mu za to. ( Ta zmiana zajdzie we wcześniejszych rozdziałach dopiero po ukończeniu książki.)

2. Błędy będę poprawić po ukończeniu wszystkich rozdziałów.

3. Nie wstawiam regularnie rozdziałów, więc pytania ''kiedy next?'' są bezcelowe, bo sama tego nie wiem.

4. Do następnego robaczki :)

Kochana Przez PotworaPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!