#6

92 7 2

Andreas:

Nie wierzę w to co tutaj się dzieje. Mój szkolny wróg Felix Schmidt jest narzeczonym Caroline. Ten debil mi ją odebrał. Nie wierzę, że ona go kocha. To jest jakieś cholerne nieporozumienie. Oni nie mogą wziąć ślubu. To ja powinienem być na jego miejscu. To ja powinienem budzić się i zasypiać przy jej boku. To ja powinienem wspierać ją kiedy tego potrzebuje. To ja do cholery powinienem mówić jej te dwa szczególne słowa. To ja miałem się jej oświadczyć. To ja miałem być powodem dla którego się uśmiecha. Boże, ja nie przeżyję tego. Ja ją kurwa kocham!

- Co Welliś, aż tak nie potrafisz znieść tego, że ona woli mnie? - szyderczy uśmieszek nadal nie schodził mu z twarzy.

- Zamknij ten wszawy ryj albo sam to zrobię.

- Kurwa jak ja uwielbiam Cię wkurwiać. To daje mi większą satysfakcję niż bicie się z Tobą.

- Jeśli myślisz, że uda Ci się zniszczyć relację jaka jest pomiędzy mną a Caroline to się kurwa grubo mylisz.

- Oj Weliś, Weliś. Ty sam ją rozpieprzyłeś parę lat temu. Nadal wierzysz, że moja przyszła żona Ci wybaczy? Jesteś totalnym idiotą jeśli tak sądzisz.

- Nie. To Ty jesteś totalnym pojebem myśląc, że Caroline za Ciebie wyjdzie. Nie zasługujesz na Nią.

- A może uważasz, że na Nią zasługujesz? Musisz mieć totalnie zrytą banię. Ty po prostu potrzebujesz namacalnego dowodu, że moja NARZECZONA jest totalnie poza twoim zasięgiem. Może jak osobiście wręczymy Ci zaproszenie na ślub to w końcu to zrozumiesz.

Nie wytrzymałem. Wziąłem zamach i przywaliłem mu w pysk. Chciałem mu poprawić lecz zaraz obok mnie pojawił się Markus, który chwycił mnie za rękę jednak szybko go odepchnąłem. Brałem zamach by walnąć Schmidta jeszcze raz ale tym razem chwycili mnie z dwóch stron. Z jednej Markus a z drugiej Stephan. Stephan? On mnie powstrzymuje, by nie przywalić Schmidtowi? Po tym co zrobił ma czelność ingerować w moje życie? Wyrwałem się chłopakom i patrzyłem jak Felix mozolnie wstaje z podłogi. Ten widok dawał mi ogromną satysfakcję. Niech się cieszy, że mu nosa nie złamałem. Co jak co ale on nigdy nie potrafił się bić. Mimo tego, że gra w drużynie koszykarskiej i kilka razy w tygodniu chodzi na siłownię. Jeśli chodzi o postrurę to mam ogromną przewagę. W chuj ogromną.
Kiedy ten idiota wstał, podszedł do lady recepcji, wziął bukiet czerwonych róż i skierował się ku wyjściu z hotelu gdzie właśnie stała Caroline.

- Felix? Co Ty tu robisz? - zapytała zdziwiona. Jej ton brzmiał tak jakby nie cieszyła się z jego przyjazdu. I chyba wiem dlaczego.

- Przyjechałem do swojej narzeczonej. Proszę, to dla Ciebie. - podał jej bukiet róż, który przyjęła. Powąchała kwiaty i uśmiechnęła się do niego. Ten uśmiech nie należał do najszczerszych.
Przytulił ją a ona mając twarz skierowaną w naszą stronę zamiast cieszyć się z jego przyjazdu, posłała Nam spojrzenie typu: Co on tu robi? Zabierzcie go stąd.
Wierz mi, zrobił bym to z największą przyjemnością.

Caroline:

Zabrałam Felixa do mojego pokoju. Od razu rzuciłam kwiaty na szafkę. Nawet nie miałam zamiaru wstawić ich do wody. Dlaczego nic mi nie powiedział, że przyjeżdża?

- A teraz się przyznaj. - powiedziałam ostrym tonem. - Kłóciłeś się z Andreasem?

- O co Ci chodzi? Od kiedy On Cię obchodzi?

- Nie obchodzi mnie on. - Caroline co Ty gadasz? - Chcę tylko wiedzieć czy się z Nim kłóciłeś! Mów!

- A nawet jeśli to co?

- A to, że przez Ciebie będę miała problemy. Nie dość, że nie powiedziałeś, że przyjeżdżasz to jeszcze od razu robisz awantury. Mogę stracić pracę, dociera to do Ciebie?

- Może nawet lepiej. Będziesz mogła pracować w sklepie u moich rodziców. Byłabyś w domu.

- Ile miałabym tam zarabiać? Z takiej pensji ledwo co wyżyjemy a co dopiero organizować ślub i wesele! Pomyślałeś o tym?

- Szczerze mówiąc to nie.

- No właśnie. Ty nigdy o niczym nie myślisz! Wszystko jest na mojej głowie! Dla Ciebie jest najważniejsze, żeby mieć nade mną jakąś pieprzoną kontrolę! - wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami. Nie wiem gdzie szłam ale nogi zdawały się prowadzić mnie same. Chwilę później byłam na innym piętrze. Na piętrze gdzie znajdował się mój gabinet. W kieszeni znalazłam kartę do drzwi i w mgnieniu oka otworzyłam drzwi.

- Nieodpowiedni moment, co? -usłyszałam za plecami.

Odwróciłam się i zobaczyłam Andreasa. Stał podparty o framugę drzwi naprzeciwko. Był ubrany w czarne jeansy i białą koszulę. Wyglądał zajebiście aż mi się gorąco zrobiło. Stop! Caroline masz narzeczonego.

- W cholerę nieodpowiedni.

- Rozmowa bardziej Ci pomoże niż zbędna papierologia.

- Może i tak. Mogę się Tobie trochę pozwierzać? Jak za dawnych czasów?

- Pewnie.

Ruchem ręki pokazałam mu by wszedł do gabinetu.

- Chcesz coś do picia? - zapytałam.

- Nie, dzięki. - odpowiedział siadając na kanapie.

Usiadłam obok niego i oparłam głowę o jego ramię. Poczułam się jak w szkole podstawowej. Zawsze tak robiłam na przerwach, gdy siedzieliśmy na ławce nie mając ochoty się poruszać co zdarzało się bardzo rzadko.

- Słucham. Co Cię trapi, pani Batman?

Uśmiechnęłam się pod nosem na to przezwisko. Ono przylgnęło do mnie na zawsze.

- Czemu moje życie tak wygląda? Mam narzeczonego, który nie pozwala mi robić tego co kocham tylko po to by mieć nade mną kontrolę. A ja na to mu pozwalam.

- Dlaczego?

- Bo go kocham. Chociaż ostatnio mam co do tego wątpliwości.

- Wszystko się ułoży, zobaczysz.

- Dziękuję Andi i przepraszam.

- Ty? Mnie? Za co?

- Za to jak Cię traktowałam. Nie mogę Cię stracić przez jakieś licealne głupoty.

- To ja Cię powinienem przepraszać. To co, zgoda?

- Zgoda.

Z tej okazji zjedliśmy całą tabliczkę czekolady Milki, którą oboje uwielbiamy.
____________________________________
Takie pozytywne zakończenie wyszło. Cieszycie się, że Andi i Caroline się pogodzili? Niestety został jeszcze Felix, który dość sporo namiesza.
Ale to w następnych częściach.
Do zobaczenia!

Dawna znajoma | Andreas WellingerWhere stories live. Discover now