Prolog

840 43 5

To miała być zwyczajna impreza na rozpoczęcie wakacji. Impreza, jak wiele innych, na których byłam. Trochę alkoholu, najlepsza przyjaciółka przy boku, wygłupy i tańce. Nic wielkiego, po prostu dobra zabawa. Gdybym tylko wiedziała, że ten jeden wieczór wywróci moje życie do góry nogami, nie wystawiłabym nogi poza próg własnego domu. Niestety życie pisze dla nas różne scenariusze, na które nie mamy wpływu. Mój był wyjątkowo okrutny, wręcz żałosny. Bo czy to nie śmieszne wzdychać do chłopaka numer jeden w szkole, największego ciasteczka otaczającego się wianuszkiem dziewczyn, prężąc swoje muskuły i podbijając tym swoje ego? Chłopaka idealnego, który okazał się być potworem. Byłam dla niego nikim, nawet mnie nie zauważał. Przechodziłam obok niego tak wiele razy, a on nigdy nie odwrócił wzroku, nie pozwalając mi nacieszyć się widokiem tych niesamowicie czekoladowych oczu.


Justin Griffiths był poza moim zasięgiem, o czym doskonale wiedziałam, więc dlaczego Bóg miał dla mnie tak straszny plan i postawił go na mojej drodze tego wieczoru? Dlaczego to właśnie mnie sobie upodobał, przyparł do ściany i wdarł się we mnie siłą, wyduszając krzyk bólu? Dlaczego nie przestał, kiedy płakałam i błagam go, aby zostawił mnie w spokoju? Nie zwracał uwagi na moją walkę, próbę uwolnienia się od jego ciała. Płakałam, przytulając policzek do lodowatej ściany, a on z każdym pchnięciem odbierał mi moje życie. Beztroskie, wesołe, normalne. Bo właśnie tego wieczoru zniszczył mnie, obdarł ze szczęścia, pozostawiając zgliszcza.


Nigdy nie spodziewałabym się, że los jeszcze bardziej ze mnie zadrwi, stawiając go na mojej drodze dwa lata później. Wtedy, kiedy sądziłam, że otrząsnęłam się po koszmarze, który mi zafundował...

Gdybyś nie istniała...Read this story for FREE!