馃枻 007. Bu艂ka z mas艂em

8.7K 818 552


W pierwszym odruchu chciałam odwrócić się i uciec. Spięłam wszystkie mięśnie i zaczęłam szybciej oddychać. Stawiałam małe kroki wstecz, nie odrywając wzroku od intruza. Nadal się uśmiechał, ale zmarszczył brwi, widząc do czego zmierzam. To było głupie: chowanie się w domu nie mogło mnie przed nim ustrzec. Najgorzej, że wiedział, gdzie mieszkam. Nawet gdybym teraz zamknęła się w środku i wezwała policję to zawsze mógłby wrócić i, przykładowo, wysadzić nas w powietrze.

Za dużo kryminałów.

Albo dar jasnowidzenia.

Ostatecznie nie mogłam mieć najmniejszego pojęcia jak zachowa się ten człowiek.

I tak po namyśle: co ja bym powiedziała policji? Jakiś nieznajomy nagabuje mnie w domu. Przysłaliby patrol, albo i nie, on by zdążył odjechać i wrócilibyśmy do punktu wyjścia.

Chłopak stanął prosto i oparł dłonie na biodrach.

— Chyba źle mnie zrozumiałaś — powiedział z naganą. — To była propozycja nie do odrzucenia.

Odruchowo pokręciłam głową, dając mu znać, że mam na ten temat inne zdanie.

— Wybacz, ale nie jestem zainteresowana. Muszę odrobić lekcje.

Parsknął śmiechem i zaczął iść w moją stronę. Przyspieszyłam. Byłam zdeterminowana, żeby od niego uciec. Mamy nie było. Dom na pewno był zamknięty. Miałam klucze w dłoniach. Wystarczyło tylko trafić od razu w zamek, wśliznąć się do środka i zabarykadować drzwi.

Bułka z masłem.

Odwróciłam się i podbiegłam do wejścia.

Ręce mi się trzęsły, więc nie trafiłam kluczem do zamka.

Borze liściasty, to było takie dramatycznie oczywiste.

Przygryzłam wargę i spróbowałam ponownie.

Udało się!

Otworzyłam drzwi, wśliznęłam się do środka i...

Ciężkie męskie ciało wsunęło się tuż za mną.

Pisnęłam z przerażenia.

Chłopak mocno zamknął drzwi, przyparł mnie do ściany i oparł ręce po obu stronach mojej głowy. Zacisnęłam powieki i odwróciłam głowę w bok, spodziewając się najgorszego.

To jest ten moment.

Teraz umrę.

Serce waliło jak oszalałe.

Czułam zapach jego perfum, czułam jego ciepły oddech na policzku. Jego ciało również emanowało ciepłem. W porównaniu ze mną, był ogromny. Przytłaczał mnie, wywołując uczucie klaustrofobii.

Kiedy po dłuższej chwili nic się nie wydarzyło, powoli uchyliłam powieki.

Nieznajomy patrzył na mnie z rozbawieniem wypisanym na twarzy. Ładnie wycięte usta ułożył w delikatnym, ale nie kpiącym uśmiechu. Jego nastrój dało się również wyczytać z bystrych ciemnobrązowych oczu. Przez tyle lat nauczyłam się rozpoznawać, kiedy ktoś mnie wyśmiewał. W tym przypadku tego nie czułam. Zachowywałam się jak śmierdzący tchórz, którym byłam, a mimo wszystko mój potencjalny oprawca nadal traktował mnie poważnie. To było coś nowego i, mimo skomplikowanej sytuacji, pocieszającego.

— Jeśli chciałaś zaprosić mnie do domu, wystarczyło powiedzieć — Jego uśmiech zrobił się szerszy.

Musiałam mu oddać sprawiedliwość: był rozbrajająco uroczy. Do tego grzeszył urodą, na którą miło było patrzeć. Wielka szkoda, że zajmował się dźganiem ludzi w brzuch i prześladowaniem niewinnych dziewczyn.

Truj膮cy Bluszcz (High School Tales)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!