🌙💎 Rozdział 12 🌙💎

65 6 0

  Wczesnym rankiem dostałam wezwanie do Królestwa. Zaniepokoiłam się, gdyż brzmiało one za poważnie jak na tatę. Nie zwlekając wybiegłam z pokoju wpadając jednocześnie w ramiona wampira. Zauważyłam, że ostatnio dzieje się to bardzo często. Mam od dziecka ''szczęście'' do wpadania we wszystkich jak popadnie. Jednak myślami dalej nie mogłam odbiec od tego nagłego wezwania mnie do domu. 

- Witaj piękna - Nevra pocałował mnie na przywitanie - Coś masz taką grobową minę. Wszystko dobrze ? - Wampir zapytał troskliwie używając przy tym tonu głosu, od którego miękły mi nogi. 

 - Hmm? A tak tylko ... - Nie wiadomo mi, z jakiego powodu nie dałam rady dokończyć mojej odpowiedzi na pytanie wampira. Czy to jest spowodowane tym stresem ? Nie mam pojęcia, ale nie wróży to nic dobrego. 

- Tylko? 

 - Tylko dostałam nagłe wezwanie do Królestwa, lecz nie mam co do tego dobrych przeczuć względem powagi ojca. Nigdy nie widziałam go aż tak poważnego - Odpowiedziałam.

 - Ej mała - Ujął dłońmi moją twarz i spojrzał mi w oczy — Nie ma się czym zamartwiać. Wszystko będzie dobrze - Odrzekł,po czym mnie lekko, pocałował. Gdyby nie on moje życie byłoby bez sensu...

- Dzięki - Uśmiechnęłam się - No już wracaj do obowiązków! Ja lecę - Przytuliłam go na pożegnanie. Gdy miałam już ''skoczyć'' przez portal odwróciłam się i pomachałam mu. 

Przeszłam. Wylądowałam w ogrodach może ktoś pomyśli, że to spoko miejsce, gdyby nie to, że jestem w labiryncie! Ech teraz tylko znaleźć wyjście, a potem udać się do sali tronowej. 

 Po jakże ''miłym'' włóczeniu się po cudownie pięknych ogrodach w końcu udało mi się wyjść z tych przeklętych labiryntów. Nie zwlekając, skierowałam się w stronę Królestwa gdzie pewnie już na mnie czekano.

Idąc, oglądałam się co się zmieniło w czasie kiedy mnie nie było. Z miejscowymi witałam się skinieniem głowy razem z uśmiechem. Gdy doszłam do wejściowych drzwi Królestwa, zanim je otworzyłam, instynktownie musiałam się obrócić. Moja intuicja mnie nie zawiodła. Za mną stali bracia Nevry i Karenn. Dlaczego akurat teraz mnie zaczepiają, gdy się naprawdę śpieszę ?!

 - Mamy tu i naszą śliczną gwiazdeczkę ♥ - Powiedzieli w tym samym czasie jakby ćwiczyli tę kwestię tak długo aż mnie nie spotkają. 

 - Tiaa - Popatrzyłam na nich z obrzydzeniem - Najmocniej przepraszam, ale się śpieszę - Odparłam, po czym weszłam do holu przez drzwi, przed którymi się zatrzymałam. Zamykając je trzasnęłam im przed nosem tak mocno, że wszyscy, którzy znajdowali się w pomieszczeniu popatrzyli na mnie ze zdziwieniem a ja sama stałam przed nimi zażenowana. Po krótkim czasie otrząsnęłam ,się ruszyłam do sali tronowej. Gdy doszłam, do mojego upragnionego celu od razu, sięgnęłam po klamkę wrót jednak w pewnym momencie się zawahałam i trzymałam rękę w powietrzu. Ana skup się! To na pewno coś ważnego a ty to przedłużasz! - skarciłam się w myślach i otworzyłam wrota. 

 Jak tylko je uchyliłam, udało mi się usłyszeć kłótnie moich braci. Otworzyłam je szerzej i mogła ujrzeć całą moją rodzinę razem z Luną. Jak ona się tu dostała? Nie była przypadkiem na poszukiwaniach ? Nie wiem, ale to już mniejsza. 

 - Przepraszam za spóźnienie - Spojrzałam na twarze wszystkich nawet Arian i Kenal przestali się kłócić i popatrzyli na mnie z ciekawością.

 - Nic się nie stało - Moja matka promiennie się uśmiechnęła. 

 - Tak więc, jak zaczynajmy - Oznajmił ojciec i spojrzał na mnie wzrokiem wypranym z uczuć.

 - Tato mogę o coś spytać ? - Podeszłam do niego bliżej - Jakoś jesteś dziś taki poważny. Dlaczego tak jest ?

🌸💙Księżycowy Kryształ 💙🌸Przeczytaj tę opowieść za DARMO!