Ciche stukanie kropelek spadających na szybę okna dachowego wprawiała Victorie w otępienie. Miała dziwne wrażenie, ze życie przelatuje miedzy jej własnymi palcami, a ona nic nie robi, aby cos ciekawego w nim sie działo, może było to spowodowane tym, ze od dwóch tygodni leży w lóżku ? A może przyczyna znajdowała sie w braku kontaktu, z kimkolwiek. W czarodziejski sposób zapomnieli o niej wszyscy, nawet rodzice, którzy zapewne świetnie bawią sie u babci.

Z jej oczu sączyły sie krystaliczne lzy, które nagle pojawiły sie na powierzchni jej policzków, czuła je, ale ani na chwile nie zmieniła kierunku, w którym patrzyła. Szyba i krople spadające w dol, a czasem łączące sie w większe i śledzące te mniejsze.

Dźwięk pukania w drzwi główne ocuci dziewczynę i skłonił do wstania. Powoli przesuwała sie do końca lozka, jedna kule podłożyła pod pachę i uniosła swój ciężar ciała na niej.

- Już idę. - Krzyknęła, powoli schodząc po schodach i klnąc od czasu do czasu, gdy źle postawiła chora stopę.

Doczłapała do drewnianej powłoki, miała juz kłaść dlon na klamke, gdy przyszlo jej do glowy cos czego na pewno by nie chciala widziec. Coz...jedno zycie ma.

- Dzień dobry, ta teczka znalazłem w szpitalu i doktor Rose powiedziała, ze to pani wlasnosc. - Niski mezczyzna stal na przeciwko dziewczyny, ubrany w brazowy w plaszcz i dziwny berecik pod ktorym skrywal czarna burze lokow, patrzyl na sylwetke dziewczyny, wysuwając w jej strone reke z papierami.

- Dziekuje. - Westchnela zdzwiona, odbierajac teczke, moglaby przysiąc ze nic nie zostawiala w szpitalu, a zwlaszcza nic o czym by wiedziala ta doktorka. Zamknela drzwi, a wzrok skupila na papierze. Wysunela kawalek kartki i omalo co nie upadla.

- To nie mozliwe. - Wyszeptala, siadajac na ostatnim stopniu.

- Chyba nie sadzilas, ze dam Ci sopkoj? - Meski glos zabrzeczal w jej uszach. Chlopak opieral sie o framuge drzwi do kuchni.

- Co ty tu robisz? - Jeknela siadajac na stopien, czujac zmeczenie ciagly darciem kotow z facetami. To niedorzeczne

- Postanowile odwiedzic moja stara przyjaciolke. - Usmiechnal się  zlosliwie, idac w kierunku dziewczyny.

- Juz dawno powiedziałam Ci, zebys mnie zostawil w spokoju, a teraz wyjdz. -  Zerwala  sie z miejsca czlapiac do drzwi, ktore otworzyla i wskazala dlonia, aby wyszla. 

- Jeszcze sie spotkamy. - Zasmial sie, zamykajac drzwi za soba.  

- Kurwa! - Krzyknela, uderzajac w sciane piescia.

ChangePrzeczytaj tę opowieść za DARMO!