Bölüm 2.1

197 4 1
                                                  

   Padał rzęsisty deszcz. Ciężkie krople spadały na ziemię, wpadając do kałuż. Dziewczyna szła skulona, ubrana w cienką kurtkę dżinsową i rurki. Za sobą wlokła dwie ciężkie, dość spore walizki, w których miała wszystko. Wszystko, co ze sobą przywiozła, powróciwszy do domu.

   Była w Stambule dopiero od niecałej godziny, a pogoda od razu się popsuła.
– Zawsze tak jest, gdziekolwiek się nie pojawię – mówiła sama do siebie.
   Do jej mieszkania w tym mieście zostało jej dość sporo, bo około trzech kilometrów. Bliżej miała natomiast do hotelu, jednak jej było wszystko jedno; i tak była już przemoczona do suchej nitki. Nagle za nią zatrzymał się samochód, który w tej samej chwili zatrąbił. Była pewna, że na nią. Była też pewna tego, że idzie chodnikiem.

   Odwróciła się twarzą w stronę czarnego samochodu terenowego. Mężczyzna za kierownicą od razu rozpoznał, że to była ona.
– Co jest?! Przecież idę chodnikiem idioto! – krzyczała na ulicy w stronę auta, jednak kierowca słabo słyszał, o czym kobieta mówi, bo miał zamknięte szyby. Postanowił wyjść z samochodu. Co tam, że zmoknę, prychnął, ona jest bardziej przemoczona.
– Cześć. Pamiętasz mnie? – rzekł, wysiadłszy z auta. Ona również rozpoznała mężczyznę, który stanął przed nią.
– Widziałam pana na lotnisku w Berlinie – odpowiedziała, mówiąc pół zdania po turecku, a drugą połowę po niemiecku. Była zakłopotana.
– Gdy jechałem, zauważyłem cię, więc pomyślałem, że się zatrzymam i może podwiozę cię gdzieś. Leje jak z cebra, później się rozchorujesz – powiedział. Mężczyzna jednak nie wahał się, mówiąc do Eyşan i całą wypowiedź sformułował w języku tureckim. Miał dość prawie dziesięciu lat mowy w obcym języku.
– Nie wiem, nie znam pana – odpowiedziała bez chwili namysłu. Nie można ufać wszystkim ludziom napotkanym na drodze, dodała w głowie, ja już się o tym przekonałam.
– Mehmed Dinçer – przedstawił się i wyciągnął dłoń w jej kierunku. – I proszę, nie mów do mnie per pan – dodał.
– Eyşan Demirkan – odparła i uścisnęła jego dłoń.
– Więc... podwieźć cię gdzieś? – zapytał.
– Nie trzeba. Niedaleko mam mieszkanie – skłamała. I co z tego, że jest trzy kilometry stąd, jesteś dziwny, dopowiedziała w głowie.
– Nieważne jak blisko czy daleko. Naprawdę, możesz się poważnie rozchorować. – Nalegał. Po jego wypowiedzi dziewczyna westchnęła i pomyślała, że może lepiej będzie, jak na chwilę przestanie być uparta.
– No dobra.
– I fajnie. Wezmę walizki. – Jak powiedział, tak też zrobił.
   Jej dwie walizki wylądowały w bagażniku, obok jego rzeczy. Po chwili dziewczyna siedziała już w samochodzie, a on dosiadał się, na miejscu kierowcy. Pomyślała, że może i dobrze, że zgodziła się, aby ją podwiózł. Przynajmniej będzie mi ciepło, pomyślała.

   Gdy ruszyli, nastała głucha cisza. Ani Mehmed, ani tym bardziej Eyşan nie wiedzieli, jak zacząć jakikolwiek temat. Dziewczyna udawała, że nie patrzy na kierowcę, jednak dosyć często zerkała kątem oka na, czego nie da się ukryć, nowego, a zarazem przystojnego znajomego. Zresztą – on na nią też. Chyba mi się podoba, przemknęło przez jego umysł.

   Eyşan wydała mu się już na lotnisku w Berlinie dość tajemniczą osobą. Nie tylko dlatego, że miała dość specyficzny makijaż, czy wygląd, ale też dlatego, że samą swą chłodnością w stosunku do otoczenia budziła grozę.
   Ciszę nagle przerwał dojazd do korka. O odwrocie nie było mowy, gdyż za nimi jechało już kilka aut. A sznur pojazdów przed nimi wydawał się długi.
– Kurwa świetnie – warknął, uderzając lewą dłonią w kierownicę.
– Super. Kolejne minuty zmarnowane. – Także się odezwała, aczkolwiek nawet trochę się cieszyła, bo to znaczyło, że posiedzi chwilę dłużej w samochodzie bruneta, bo na zewnątrz nadal padało i na pewno było jeszcze zimniej, niż jakieś pół godziny wcześniej. Po chwili westchnęła.
– Spieszy ci się? – zapytał ostrożnie. Nie chciał, ale gdyby odpowiedziała, że tak, powiedziałby jej, aby wysiadła.
– Nie – odparła. – W Stambule i tak jestem tylko przejazdem – dodała, po czym znów zapadła na chwilę cisza.
– Dlaczego jesteś tutaj przejazdem? Nie mieszkasz w Stambule? – zapytał, próbując nawiązać trochę dłuższą rozmowę niż krótkie odpowiedzi, typu "tak" lub "nie".
– Moja rodzina mieszka na prowincji i właśnie do nich przyjechałam. Dzisiaj przenocuję tutaj, natomiast najprawdopodobniej jutro pojadę do nich – odpowiedziała zgodnie z prawdą. – A ty? Mieszkasz tu? – Tym razem ona zadała pytanie.
– Tak – powiedział. – Także wróciłem ze względu na rodzinę. Chociaż... nie powinienem – dodał. Eyşan naprawdę zainteresowała się rozmową z Mehmedem.
– Dlaczego?
– Ponieważ ojciec mnie wyrzucił na zbity pysk – odpowiadając, odwrócił głowę w stronę brunetki i wykrzywił usta w sztucznym, sarkastycznym uśmiechu. Eyşan przebiegł dreszcz.
– A ja opuściłam rodzinę w najgorszym momencie, jaki mogłam sobie wybrać.

Tylko z TobąWhere stories live. Discover now