Rozdział 31.

8.5K 646 77

To były najtrudniejsze dwa lata mojego życia. Mogę to stwierdzić z całą stanowczością. Przez dwadzieścia cztery miesiące czułam się tak, jakby ktoś siłą wyrwał wielką część mojej duszy. Miałam wrażenie, że żyję cudzym życiem, że jestem zawieszona w przestrzeni, czekając na coś, co na dłuższą metę mogło nawet nie nadejść.

Niall i Louis zawieźli mnie nie do mojego mieszkania, które dzieliłam z Victorią, ale do tego zajmowanego przez Irlandczyka. Obydwaj argumentowali to lepszymi możliwościami opieki nade mną. Na początku niechętnie, ale zgodziłam się, nie wyobrażając sobie powrotu do swojego starego życia. Uspokajał mnie fakt, że Horan najwyraźniej doskonale zdawał sobie sprawę, co czuję do Zayna i niczego nie próbował. Zajęłam mniejszą sypialnię w jego trzypokojowym mieszkaniu.

Musiałam jednak poukładać wiele spraw. Następnego dnia po powrocie, nie mogąc dłużej usiedzieć bezczynnie w oczekiwaniu na moment, kiedy będę mogła zobaczyć się z Zaynem, wybrałam się do Victorii. Przyjaciółka była w sporym szoku, widząc mnie przed drzwiami, ale jak zwykle o nic nie pytała. Te dwa tygodnie niczego nie zmieniły – nadal miała w sobie tę ogromną dawkę niedomyślności i braku zainteresowania czymkolwiek, oprócz swojej osoby. Od razu zapowiedziałam jej, że się wyprowadzam. Przyjęła to chyba z ulgą, zwłaszcza, gdy w kuchni natknęłam się na półnagiego chłopaka, którego przedstawiła mi jako swojego narzeczonego. Przyjęłam to ze spokojem, zebrałam wszystkie swoje rzeczy i wyszłam. Na półpiętrze czekał na mnie Niall. Bez słowa przejął ciężkie torby i zbiegł do samochodu. Lubiłam w nim tę cechę – umiał wysłuchać, doradzić, ale też i milczeć.

Następnego dnia udałam się do ośrodka, aby porozmawiać ze Smith. Bardzo gładko przyjęła moją rezygnację z praktyk. Przypuszczam, że sama by mnie wyrzuciła, gdybym się nie pospieszyła. Najwyraźniej dotarły do niej pogłoski, że nie zostałam porwana i uważała, że jestem osobą, która wyjątkowo psuje reputację w jej placówce. Rezygnacja ze stażu w zakładzie pociągnęła za sobą moje kolejne decyzje – odprowadzana zaciekawionymi i zgorszonymi spojrzeniami, w tym także Thomasa, udałam się do dziekanatu uczelni i poprosiłam o przeniesienie z resocjalizacji na dziennikarstwo. Ze względu na moje bardzo dobre wyniki w nauce pozytywną odpowiedź otrzymałam już po tygodniu. Tę wiadomość przyjęłam z wielką ulgą. Wyprowadzką od Victorii i przenosinami odcięłam się grubą kreską od przeszłości. Poza kilkoma szczegółami, które naprawdę chciałam zachować.

Zayn na początku w ogóle nie miał zamiaru utrzymywać ze mną kontaktu. Wiedziałam, że robi to dla mojego własnego dobra, ale nie poddawałam się. Po dwóch tygodniach od momentu, kiedy go aresztowali, zapadł wyrok sądowy. Za ucieczkę, handel bronią i pobicie dostał dwa lata więzienia. Kiedy to usłyszałam, zdałam sobie sprawę, jak bardzo mimo wszystko czułam się nieprzygotowana. Louis złapał mnie w ostatniej chwili, kiedy osuwałam się na ziemię.

Konsekwentnie przychodziłam dwa razy w tygodniu na widzenia. Na początku nawet do mnie nie wychodził, a ja z ciężkim sercem opuszczałam salę po piętnastu minutach bezowocnego czekania. Nie poddawałam się jednak. Zawsze, tego samego dnia i o tej samej godzinie, czekałam. I najwyraźniej mój upór go złamał. Po trzech tygodniach milczenia wreszcie stanął w drzwiach, a ja ostatkiem sił powstrzymałam się od rzucenia na niego i wydrapania oczu. Był oschły i odpychający, ale… wyraz jego oczu mówił mi co innego. Kochał mnie. Wiedziałam to po sposobie, w jaki na mnie patrzył.

Od tej pory pojawiał się zawsze, a każde kolejne spotkanie sprawiało, że miękł. Po kolejnych trzech tygodniach, kiedy pogodził się z myślą, że nie dam mu spokoju, pocałował mnie. I właśnie wtedy dałam upust emocjom, płacząc jak ostatnia kretynka do późnej nocy. Dopiero obecność Nialla zdołała mnie uspokoić.

Ten przełom sprawił, że wszystko stało się łatwiejsze. Jakoś funkcjonowałam, studiując i pracując jako ekspedientka w jednym z małych, luksusowych butików. W znalezieniu etatu pomogła mi Justine, poruszając swoje kontakty. Ta praca zapewniła mi przyzwoite zarobki, z których co miesiąc odkładałam pewną kwotę. Po półtora roku byłam w stanie kupić własne, dwupokojowe mieszkanie. Znajdowało się w tej samej kamienicy, co lokum Nialla, ale piętro wyżej. Irlandczyk strasznie się cieszył, że pozostaniemy sąsiadami. Ja również, chociaż wiedząc, że zbliża się wyjście Zayna z więzienia, chciałam uzyskać trochę niezależności.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!