馃枻 003. Na samym dnie rynsztoku

5.2K 854 318


A co mi tam — lubię Was 🖤 Łapcie drugi rozdział tego samego dnia 🙃 To taki "prawie" maraton 😁

Mam tylko jedną prośbę: czy każda osoba, która doczyta do końca, może podarować mi gwiazdkę? ⭐ Chciałabym zobaczyć, ile Was tu jest 🖤

xoxo Mathie

♠♠♠

Ze spaceru wróciłam kilkadziesiąt minut później. Było mi zimno w stopy, bo moje buty przemokły. Impreza trwała w najlepsze, więc skorzystałam z okazji i usiadłam przy ognisku. Zsunęłam trampki z nóg i ułożyłam je tak, żeby trochę wyschły.

Nie zwracałam uwagi na otoczenie. Namierzyłam jedynie chłopaków, a kiedy upewniłam się, że nadal świetnie się bawili, westchnęłam z rezygnacją i zapatrzyłam się w ogień.

Po plaży poniósł się śmiech od strony sekcji VIP.

Czy to nie zabawne? Publiczna plaża, szkolna impreza, a członkowie mafii i tak mieli swoją lożę. Nigdy nie zrozumiem reguł, którymi rządzi się świat.

Zerknęłam w tamtą stronę i poczułam coś ciężkiego w żołądku. Gabriel nadal był obecny, roześmiany i rozluźniony, jakby kilkadziesiąt minut wcześniej nic nie zrobił. Jakby nikogo nie całował i nie namieszał mu w głowie. Na jego kolanach ponownie siedziała ta sama dziewczyna.

Zrobiło mi się niedobrze.

Kutas z niego.

Miał dziewczynę, a molestował uczennice. Pewnie nie byłam jedyna. Skoro miał odwagę zniżyć się do mojego poziomu to było więcej niż pewne, że ładniejsze dziewczyny również znalazły się na jego celowniku.

Brzydziłam się tym, brzydziłam się nim i naszym pocałunkiem. Nie akceptowałam zdrady.

Ojciec zdradził mamę. Poniżył ją, upokorzył, bez żadnego konkretnego powodu. Nie dała mu żadnych podstaw, żeby ją tak znieważyć. Zawsze była kochającą żoną i matką, w pełni oddaną rodzinie. Porzuciła pracę i rozwój osobisty, żeby dbać o ognisko domowe. I co dostała w zamian? Kilka epitetów, których nie warto cytować i rachunki, na które musiała zarabiać na dwóch etatach.

— Poison Ivy, nie truj, idź do domu — Usłyszałam nad głową.

Nade mną stała nowa kapitan drużyny cheerleaderek. Przymierzała się do tego tytułu od zeszłego roku. Madison nie miała wyjścia, musiała ją mianować, bo Cassandra była najlepsza. Do tego była klasyczną stereotypową zołzą. Nic jej nie zrobiłam, niczym jej nie podpadłam, a i tak mnie gnębiła.

— Niedługo — odburknęłam.

— Co ty tam mamroczesz? — Kopnęła w mojego buta, który znalazł się niebezpiecznie blisko ognia.

W ostatniej chwili złapałam trampki i ścisnęłam je w ręku. Wstałam, żeby mniej więcej wyrównać poziom. W oczach różowych koleżanek i tak byłam trzy piętra niżej, na samym dnie rynsztoku. Z rozbitej rodziny, ubrana na czarno, bez koleżanek, niezbyt zamożna. Teraz nawet nie mogłam powiedzieć, że mam samochód, bo Honda postanowiła odejść za motoryzacyjny tęczowy most.

— Powiedziałam, że niedługo sobie pójdę — Zmrużyłam oczy, nie będąc w nastroju na dyplomatyczne rozwiązania. — Znajdź sobie inne ognisko to nie będziesz musiała na mnie patrzeć.

Ludzie wokół zaczęli zwracać na nas uwagę. Czułam się niepewnie i niekomfortowo. W pobliżu nie było nikogo, kto by się za mną wstawił. Chłopcy byli daleko, tańcząc do głośnej muzyki. Byłam skazana na siebie.

Truj膮cy Bluszcz (High School Tales)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!