馃枻 002. Igranie z ogniem

6.8K 668 422


Reszta dnia płynęła względnie spokojnie. Nie musiałam odpowiadać na głupie pytania, nikt mnie nie zaczepiał, nie szukał dziury w całym i w ogóle nie zauważał mojego istnienia. Chłopcy dopadli mnie na jednej z przerw, żeby obwieścić, iż zgłosili nasz zespół do udziału w dużym festiwalu. Byłam przerażona i podekscytowana jednocześnie. Mieliśmy dużo czasu na przygotowania, ale i tak bałam się, że coś się nie uda. Miałam tendencję do pesymizmu.

— Widziałaś nowego trenera? — wymruczał Will, kiedy Zac i Martin poszli na swoje lekcje.

Przewróciłam oczami i poprawiłam ucho od torby. Dwie dziewczyny z mojej klasy minęły nas na korytarzu, posyłając mi nienawistne spojrzenia. Patrzyły tak od chwili, w której zauważyły, że przez całą lekcję stałam przy boku nowego nauczyciela. Nie miały pojęcia, jak bardzo chciałam się wtedy z nimi zamienić. Wolałabym dwadzieścia kółek wokół boiska niż dziesięć minut w towarzystwie pana de Anda. Onieśmielał mnie, zawstydzał, przytłaczał i irytował w tym samym momencie.

— Niestety — odparłam z fałszywym entuzjazmem.

Will prychnął i objął mnie ramieniem.

— Jest uroczy. Sam seks. A te mięśnie. A ten tyłek...

— Will.

— Dla niego mógłbym być gejem.

Parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową.

— Jesteś gejem.

Chłopak wzruszył ramionami.

— Fakt, ale dla niego mógłbym się ujawnić.

Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć. Nie zdążyłam.

— Fisher.

Stanęłam jak wryta, będąc przekonana, że się przesłyszałam. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nowy obiekt westchnień naszego liceum i nauczyciel wf-u w jednym szedł szybkim krokiem przez korytarz, wbijając we mnie ostre spojrzenie? Aż tak zalazłam mu za skórę? Może nie śliniłam się na jego widok i nie uważałam za bardzo na słowa pana Rollsa, ale to jeszcze nie powód, żeby mnie prześladować. Oglądanie de Anda dwa razy w ciągu jednego dnia to przynajmniej o raz za dużo.

Ciało Willa stężało, ale nie zabrał ręki, którą mnie obejmował. Zatrzymaliśmy się zgodnie i czekaliśmy aż nauczyciel do nas dojdzie. Kiedy stanął przed nami, nie uszło mojej uwadze spojrzenie, które posłał Willowi. Było pełne rezerwy i przeobraziło się w niechęć, kiedy spostrzegł, że chłopak mnie przytula.

— Słucham? — zapytałam niepewnym tonem, za który miałam ochotę kopnąć się w kostkę.

Świdrujące oczy trenera ulokowały się na mojej twarzy. Mimowolnie przełknęłam ślinę.

— W poniedziałek bądź trzydzieści minut przed rozpoczęciem treningu.

Otworzyłam usta w zdumieniu, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Miałam wrażenie, że cokolwiek powiem, będzie nieodpowiednie.

— Ale w poniedziałek nie mamy zajęć...

Brew Gabriela uniosła się w jednoznacznym geście. Mógł nic nie mówić. Sama jego mina wyrażała coś w stylu: „No i co? Zamierzasz z tym dyskutować?".

— Powiedziałem, że będziesz mi pomagać. Nie powiedziałem, że tylko na twoich zajęciach.

To mi się nie spodobało. Mogłam zrozumieć, że nie pochwalał zwolnienia z lekcji. Mogłam zrozumieć, że oczekiwał mojej asysty, skoro w jego mniemaniu i tak traciłam czas. Ale nie mogłam zrozumieć, jakim prawem dyktował mi, co mam robić w czasie wolnym od zajęć. To przekraczało jego kompetencje i moje granice cierpliwości.

Truj膮cy Bluszcz (High School Tales)Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!