Rozdział 30.

7.3K 568 34

KILKA GODZIN WCZEŚNIEJ:

Miałam złe przeczucia. Naprawdę złe. Zaczęły kiełkować w hotelowym pokoju, kiedy naprędce zbieraliśmy wszystkie swoje rzeczy, unikając własnych spojrzeń. Zbyt wiele słów padło, aby teraz tak po prostu udawać, że nic się nigdy nie zdarzyło. Ciągle zastanawiałam się, co Zayn chciał mi powiedzieć, zanim wylądowaliśmy w łóżku. Zerkałam na niego kątem oka, kiedy byłam pewna, że nie patrzy i widziałam jego mocno zaciśniętą szczękę i ten dobrze mi znany, nieustępliwy wyraz twarzy.

Złe przeczucia gwałtownie wzrosły, kiedy opuszczaliśmy motel. Właścicielka motelu, która podobno wyjątkowo nie lubiła kłopotów, tym razem patrzyła na Zayna nieco inaczej. Wyjątkowo przenikliwie, jakby skądś go kojarzyła. Wiedziałam, skąd. Godzinę wcześniej dosłownie na pięć minut włączyłam telewizor, trafiając na lokalne wiadomości. Ze szklanego ekranu patrzyły na mnie te same czekoladowe oczy, które chwilę wcześniej znajdowały się zaledwie kilka centymetrów od moich własnych. Dlatego szybko oddałam kluczyk, zapłaciłam za pobyt – nie komentując dziwnego wrażenia, że w naszym przypadku opłaty za dobę hotelową wyraźnie wzrosły – i ruszyłam do drzwi. Malik jeszcze przez chwilę walczył na spojrzenia ze starszą kobietą. Dopiero na mój wyraźny znak zza szyby pokręcił głową i ruszył za mną.

Myślałam, że kiedy wsiądziemy do samochodu i znajdziemy się na drodze, moje serce odrobinę zwolni. Tak się jednak nie stało. Z trudem powstrzymywałam się od zerkania za siebie, zupełnie tak, jakby ktoś nas śledził. Zayn zauważył moje zdezorientowanie i niepewność. Jego palce delikatnie gładziły odkryte kolano, ale po raz pierwszy w niczym to nie pomagało. Wiedziałam, że coś się stanie. Coś złego.

Nie wiedziałam tylko, kiedy to nadejdzie.

Przez dłuższy czas jechaliśmy we względnej ciszy, zakłócanej jakąś spokojną piosenką lecącą akurat w radiu. Zza okularów przeciwsłonecznych przyglądałam się mijanym widokom. Czułam na sobie spojrzenie Zayna, ale nie umiałam nawet, tak jak kiedyś, opieprzyć go za nieuważną jazdę. Moje myśli były wystarczająco rozproszone. Palcami prawej dłoni wystukiwałam nerwowy rytm.

- Celine – usłyszałam jego spięty, lekko zachrypnięty głos. Przez głowę przeszła mi idiotyczna myśl, że chyba nadszedł czas, aby rzucił palenie. Jakby to było w tym momencie naszym największym problem.

Przepraszam, jego największym problemem.

- Tak? – zapytałam, nie odrywając wzroku od szyby.

- Mogłabyś przestać stukać? To irytujące – moje palce natychmiastowo znieruchomiały – Świetnie – teraz w jego tonie pobrzmiewało także rozbawienie, co w ogóle nie pasowało do sytuacji – Zastanawiam się, czemu jesteś taka… przerażona.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Zauważyłam, że uśmiecha się lekko, z sarkazmem, jakby wiedział, że użył idiotycznego określenia. Przerażona bywałam przez 90% czasu spędzonego w jego towarzystwie. Być może czułam strach, ale teraz miał on zupełnie inny wymiar.

Po raz pierwszy nie bałam się o siebie.

- Nie spodobało mi się… - zacięłam się, myśląc nad tym, jak ubrać w słowa to, co chcę powiedzieć. Drżącymi palcami sięgnęłam do jasnych włosów i spięłam je na czubku głowy. Chłodny powiew na karku przyniósł mi częściową ulgę – Boże. Po prostu nie podobał mi się sposób, w jaki na ciebie patrzyła.

Zayn wlepił we mnie spojrzenie czekoladowych tęczówek, w których tańczyły iskierki rozbawienia. Przewróciłam oczami, zirytowana. Doskonale wiedziałam, jak to zabrzmiało i byłam pewna, że wykorzysta to dosłownie za moment.

- Serio? – zapytał najniewinniejszym głosem na świecie – Wiesz, nawet specjalnie nie zwróciłem uwagi. Idzie się przyzwyczaić.

Prychnęłam cicho, splatając ręce na piersiach. Irytowała mnie ta jego beztroska, zupełnie nieadekwatna do sytuacji. Sama nie wiedziałam, dlaczego pod powiekami zaczęły mi się zbierać łzy i błogosławiłam obecność ciemnych okularów na nosie. To jednak nie uchroniło mnie przed urywanym westchnieniem, kiedy poczułam dłoń Malika na swoim policzku.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!