Rozdział 28.

7.2K 539 6

Uważnie wypatrywałam jakiegoś niepozornego pensjonatu, gdzieś na zupełnym poboczu. Zerkałam co jakiś czas na Zayna, który niepokojąco trzymał się za brzuch, drugą dłonią próbując zatamować płynącą z nosa krew. Wcisnęłam pedał gazu, modląc się w duchu, aby obrażenia nie były zbyt poważne.

W końcu, kiedy już kompletnie traciłam nadzieję, zauważyłam niezbyt rzucającą się w oczy tabliczkę z napisem „MOTEL” i strzałką skierowaną w prawo. Budynek był zasłonięty przez gęsto rosnące drzewa, co zdecydowanie należało do zalet tego miejsca. Skręciłam gwałtownie, wywołując ostry pisk opon na asfalcie. W odpowiedzi na ten manewr usłyszałam cichy, chropawy chichot Zayna, który szybko przerodził się w jęk bólu.

- Już prawie jesteśmy – wyszeptałam, uspokajająco zaciskając palce na jego dłoni.

Zaparkowałam na pierwszym wolnym miejscu i niemal biegiem wyskoczyłam z samochodu. Widząc mnie, stojąca przed budynkiem przysadzista kobieta w średnim wieku rzuciła papierosa na ziemię i pospiesznie zniknęła w środku. Modliłam się, aby było to miejsce, w którym nie szukano kłopotów. Patrząc na lokalizację oraz kilku podejrzanych typów kręcących się wokół motelu, prawdopodobnie wybrałam całkiem nieźle.

Otworzyłam drzwi pasażera i chciałam pomóc Zaynowi wysiąść, ale on tylko fuknął na mnie ze złością i chwycił się kurczowo karoserii.

- Celine, nie traktuj mnie jak dziecko – warknął z trudem, stawiając obie nogi na ziemi i powoli się prostując – Dawałem sobie radę z gorszymi obrażeniami.

Mimo to oplotłam ramieniem jego plecy, dostosowując swoje tempo do możliwości chłopaka. Powoli, krok za krokiem, zbliżyliśmy się do białych, obłażących z farby drzwi. Pchnęłam je mocno, wzbudzając tym brzęczenie dzwoneczków gdzieś w głębi.

Teoretyczna recepcja nie wyglądała zbyt zachęcająco. Dwa stare fotele i stolik w kącie, szklane drzwi najprawdopodobniej prowadzące do bardzo prowizorycznej jadalni i nieskładny kontuar, pełniący funkcję recepcji. Właśnie za nim stała ta sama tajemnicza kobieta z papierosem. Na widok Zayna jej oczy rozszerzyły się lekko i od razu wypaliła obronnym tonem:

- Nie chcemy tutaj problemów. Mamy dość policji na następne sto lat, dobra?

Miała zachrypnięty, jakby nabrzmiały od zbyt dużej ilości alkoholu głos. Pozwoliłam Zaynowi usiąść w jednym z foteli, po czym podeszłam bliżej, starając się przybrać najniewinniejszą minę pod słońcem.

- Spokojnie, my też ich nie chcemy. Napadli nas po drodze, mój chłopak został pobity. Proszę tylko o pokój na jedną noc i apteczkę. Zapłacimy tyle, ile będzie trzeba.

Kobieta przenosiła przez dłuższą chwilę ciężkie spojrzenie z mojej twarzy na siedzącego nieopodal Malika. W końcu westchnęła ciężko, sięgnęła do tyłu i rzuciła na kontuar kluczyk. Uśmiechnęłam się z wdzięcznością, szybko chwytając go pomiędzy palce. Wciąż bałam się, że zmieni zdanie.

- Pierwsze piętro, apteczka jest w łazience. Uwierz, że znajdziesz tam wszystko, czego potrzeba – stwierdziła, wysoko unosząc swoje wytatuowane brwi.

Zayn w tym czasie podniósł się i podszedł do mnie, a ja podziękowałam jej szeptem i ponownie go objęłam. Dopiero, kiedy znaleźliśmy się na półpiętrze, pochylił głowę i mruknął mi do ucha:

- Twój chłopak, Ce?

Zarumieniłam się lekko, ale przynajmniej tym razem nie mógł tego zobaczyć.

- Musiałam wymyślić coś realistycznego, okej? A teraz zamknij się i właź – mruknęłam, przekręcając klucz w zamku i pchając drzwi.

Pokój był niewielki, ale zaskakująco przytulny – duże okno, przesłonięte jasnymi zasłonami, dwuosobowe łóżko stojące przy prostopadłej ścianie oraz niewielki aneks kuchenny w kącie. Drzwi w głębi prowadziły zapewne do łazienki, a ja od razu postanowiłam to sprawdzić. Minęłam lekko skołowanego Malika i szybko rozejrzałam się po pomieszczeniu, po raz kolejny będąc pod dobrym wrażeniem tego miejsca. Otworzyłam szafkę nad umywalką i wyjęłam stamtąd dużą apteczkę. Rzut oka na zawartość wystarczył, aby zorientować się, że często miewali tutaj takie przypadki.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!