Rozdział 26.

7.9K 533 11

Obudziłem się jak zwykle pierwszy. Nie wiem, dlaczego tak się działo, po prostu nie potrafiłem spokojnie zasnąć na dłużej niż kilka marnych godzin. Przez moment walczyłem z pulsującym, tępym bólem, rozlewającym się po mojej twarzy. Ostrożnie dotknąłem policzka i z zadowoleniem stwierdziłem, że opuchlizna wyraźnie zeszła. A było to zasługą Celine, która teraz spokojnie oddychała obok mnie, z głową spoczywającą na mojej klatce piersiowej.

Tak, zaopiekowała się mną wyjątkowo dobrze… ostatniej nocy.

Byłbym idiotą, gdybym nie zauważył, co się dzieje. Nasza znajomość, od początku zakładająca zemstę na Harrym, a potem spokojne rozejście się do swoich spraw, zaczęła ewoluować w cholernie niebezpiecznym kierunku.

Kiedy zobaczyłem, jak Celine znika w damskiej toalecie, byłem zły. Wiedziałem, że ucieka ode mnie i od tego, co może się stać, dlatego osuszyłem swoje piwo do samego końca, nie chcąc rzucić się na przypadkową osobę z pięściami. Przez swoje cholerne gapiostwo nie zauważyłem, że tamten skurwiel poszedł za nią. Znałem go, oczywiście, że tak. Swojego czasu często przebywałem w Doncaster, rodzinnym mieście Louisa i Justine. Nie tylko w celach towarzyskich. Miałem tu także pewne… interesy, które obejmowały między innymi tamtego faceta i Stylesa. Dość powiedzieć, że zdecydowanie nie rozstaliśmy się w przyjaźni.

Wiedziałem, że rozpoznał Celine. Byłem także pewien, że ma kontakt z Harrym, dlatego przez cały wieczór pilnowałem jej, jak mogłem najlepiej. Oprócz tamtej, kilkusekundowej chwili nieuwagi. Wystarczyło, żeby poszedł za nią i próbował… Na samą myśl o tym zwinąłem dłoń w pięść, czując nieposkromiony przypływ agresji. Znacznie jednak słabszy, niż wczoraj, kiedy niemal wyważyłem drzwi damskiej toalety i zobaczyłem, co się dzieje w środku. Gdyby Louis mnie wtedy nie odciągnął… więcej niż pewne, że miałbym pierwszego trupa na koncie. Nie biłem z egoistycznej złości. Biłem, wiedząc, że skrzywdził Ce, która w tamtym momencie trzęsła się, skulona na brudnej posadzce. Dopiero strach w jej oczach trochę mnie otrzeźwił. Dotąd miałem gdzieś, czy ją przerażam czy nie. Aż do wczorajszej nocy.

Celine poruszyła się lekko, przerzucając ramię przez mój tors. Zerknąłem w dół, na jej wyjątkowo spokojną twarz. Miała delikatnie rozchylone usta, powieki lekko trzepotały. Nie mogąc się powstrzymać, uniosłem dłoń i przesunąłem kciukiem po dolnej wardze dziewczyny. Mruknęła cicho, ale się nie obudziła. Na szczęście dla mnie.

Ciszę przerwało ciche wibrowanie telefonu na szafce nocnej. Wyciągnąłem ramię najostrożniej jak mogłem i chwyciłem urządzenie pomiędzy palce. Przezornie trzymałem telefon Celine blisko siebie i w tym momencie miałem z tego powodu wielką satysfakcję. Napisała dokładnie ta osoba, o której myślałem.

Od: Harry Styles:

Wiem, że zabrałeś jej telefon. Wiem już, gdzie jesteś, skurwielu. Dopadnę cię wkrótce.

Moją twarz rozświetlał szeroki uśmiech wariata, kiedy szybko wystukiwałem odpowiedź.

Do: Harry Styles:

To świetnie. Szybciej się policzymy.

Widocznie nie stłukłem jego kumpla wystarczająco mocno, aby nie mógł go o tym powiadomić. Zamierzałem wyjechać, jak tylko Celine się obudzi. Nie ze strachu. Po prostu wolałem załatwić to w pojedynkę, a wiedziałem, że Styles ma w Doncaster znajomości, które zechce wykorzystać. Byłby do tego zdolny, nawet mimo faktu, że to kurewsko niehonorowe i tchórzliwe.

Odłożyłem telefon Celine, nie czekając na odpowiedź i chwyciłem swój. Ostrożnie wyślizgnąłem się z łóżka, delikatnie układając śpiącą blondynkę na poduszkach. Jęknęła z dezaprobatą, ale nadal trwała w nieświadomości. Oparłszy się o okienny parapet, przodem do niej, wykręciłem numer Louisa. Odebrał już po pierwszym sygnale. Ze wzrokiem utkwionym w twarzy Thorne, powiedziałem po prostu:

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!