Rozdział 25.

8.1K 500 9

HARRY’S P.O.V:

Obserwowałem białą kulę toczącą się po stole bilardowym, spokojnie czekając, aż uderzy w jedną z kolorowych, rozsianych na całej powierzchni zielonego sukna. Wiedziałem, że z zewnątrz wyglądam bardzo spokojnie – skoncentrowany, ze zmrużonymi oczami i ciężarem ciała w połowie opartym na drewnianym kiju.

Jednak ci, którzy znali mnie lepiej zdawali sobie sprawę, że w tym momencie lepiej dać mi święty spokój.

Na tę noc zatrzymałem się w przydrożnym barze, mając za sobą kilka godzin jazdy samochodem. Czterdzieści kilometrów od Doncaster. Spodziewałem się, że ten skurwiel w końcu tam dotrze, chociaż na początku dałem się zrobić w balona. Zayn Malik nigdy nie stosował najbardziej oczywistych rozwiązań i przyzwyczaił mnie do tego tak bardzo, że kiedy to w końcu to zrobił, wyszedłem na ostatniego idiotę.

Na szczęście jednak w porę zorientowałem się, gdzie może się znajdować, a facet, którego wysłałem do miasta miał mnie tylko utwierdzić w tym przekonaniu.

Mijały jednak godziny, a mnie powoli zaczynał trafiać szlag. Plan był bardzo prosty – Trevor jedzie tam już rano, przetrząsa wszystkie zaułki Doncaster i wraca. Tylko tyle. Teraz jednak żałowałem, że wybrałem do tej roboty akurat jego. Gość miał kilka wyroków za… nieumiejętność hamowania swojej agresji, a ja niepotrzebnie pozwoliłem mu się wykazać. W końcu od kilku miesięcy biegał za Cavellim – a pośrednio i za mną – jak wierny pies. Dostał szansę i miałem przeczucie, że dokumentnie ją spierdolił.

Cóż, doczeka się również konsekwencji. O ile tutaj wróci, bo jeśli nie… będę musiał wracać na własną rękę.

Po raz kolejny miał okazję się przekonać, że otacza go banda najzwyklejszych idiotów.

Kilka osób tutaj dobrze mnie znało, żadna jednak nie odważyła się podejść. Nie wyłączając barmanki – kształtnej, wysokiej brunetki, kręcącej się przy stolikach nieopodal. Pod pozorem zbierania kufli i innych bzdur rzucała mi jednocześnie zaniepokojone i ciekawskie spojrzenia. Innym razem najprawdopodobniej w końcu zabrałbym ją na górze, tak, jak przy każdej wizycie w tym miejscu, dzisiaj jednak byłem od tego daleki.

Sam nie wiedziałem, czy w nagłym napadzie furii przypadkiem bym jej nie udusił. Tak, byłem naprawdę wkurwiony – tym, że dałem się podejść jak małe dziecko oraz faktem, że Malik wykorzystał do swojego planu akurat Celine.

Celine, moje pieprzone utrapienie.

Sam nie wiedziałem, dlaczego właściwie latam za nią jak wierny pies. Wyzwalała we mnie jednocześnie najlepsze i najgorsze emocje – ponieważ nigdy wcześniej nie byłem w tak normalnym związku, jak ten z nią. Po raz pierwszy, gdy wracałem do domu miałem świadomość, że nie zastanę pustego mieszkania.

Potem jednak straciłem czujność, przestałem się starać, a ona stopniowo odkrywała, czym tak naprawdę się zajmuję. Kłóciliśmy się coraz częściej, po mieszkaniu latały różne przedmioty, rozbijając się na ścianach i meblach. Nigdy jednak nie odważyłem się jej uderzyć.

Aż do tamtej chwili w Bradford.

Nie powinna była nigdy ode mnie odchodzić. Tylko ja mogłem dać jej takie bezpieczeństwo, jakiego potrzebowała, przebywając w tym kompletnie popierdolonym mieście. Ona jednak, jak zwykle irytująco samodzielna i uparta, rzuciła wszystko, wyprowadzając się Bóg wie dokąd. Biorąc za współlokatorkę niesamowicie tępą dziunię, którą dwóch moich kumpli miało okazję poznać. Co było w tym wszystkim najgorsze? Te pieprzone studia.

Skąd w ogóle przyszło jej do głowy uczyć się na tak gównianym kierunku? A potem pójść na staż akurat do ośrodka, w którym przebywał najbardziej pojebany facet na świecie. Zayn Malik. Ja przynajmniej nie udawałem, że robię to, co robię dla wyższych celów. Zależało mi na szybkiej kasie, przy minimum wysiłku i nigdy nie kierowałem się żadnymi zasadami moralnymi. Nie ten świat, nie ci ludzie.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!