Rozdział 24.

9.4K 524 3

Gwałtownie otworzyłam oczy, łapczywie chwytając powietrze. Nie sądziłam, że wydarzenie sprzed kilku godzin wróci do mnie w koszmarze. Myliłam się jednak. We śnie po raz kolejny otaczały mnie ściany obskurnej łazienki, zapach zwietrzałego potu i alkoholu. Nie to jednak było najgorsze – mimo, że zdawałam sobie sprawę z tego, gdzie jestem, nie widziałam nic, prócz lodowato niebieskich oczu, przypominających dwa sople lodu. Uciekałam wzrokiem, one jednak uparcie podążały za mną, a w uszach dudnił ten sam przerażający śmiech…

Czułam, że ktoś powinien tutaj być, że ktoś powinien mi pomóc. Nikt się jednak nie pojawił.

Moje oczy powoli przyzwyczajały się do mroku, rozpoznając znajome już kształty. Po raz pierwszy w tym mieszkaniu poczułam się naprawdę bezpiecznie. Co za ironia, zważywszy na to, że to miejsce było dla mnie wyłącznie więzieniem.

Wraz z powracającą przytomnością umysłu w mojej głowie zaczęły pojawiać się również wspomnienia. Wspomnienia przyprawiające o zawrót głowy i bolesny, ale przyjemny skurcz w dole brzucha. Zayn. Sugestywne obrazy uderzyły we mnie z siłą, która wywołała głęboki rumieniec na moich policzkach.

Nigdy nie spodziewałabym się, że może być taki… czuły. On, facet, który za wszelką cenę usiłował pozostać w swojej skorupie. Sposób, w jaki przesuwał palcami po mojej skórze, tak, jakbym była za chwilę miała się potłuc. Nigdy bym nie przypuszczała, że może pokazać taką stronę swojej osobowości… ale wcale tego nie żałowałam.

Odwróciłam ostrożnie głowę, podświadomie bojąc się, że mogę go tam nie zobaczyć. Nie wiedziałam, skąd ten irracjonalny lęk. Może przestraszył się tego, co miało miejsce zaledwie kilka godzin wcześniej i swoim zwyczajem zniknął, uciekając od problemów?

Uświadomiłam sobie, że wstrzymywałam oddech przez cały ten czas i dopiero teraz mogłam swobodnie wypuścić go z płuc. Jakimś cudem wciąż tutaj był. Leżał na brzuchu, z twarzą zwróconą w moją stronę. Jego ciemne włosy był zmierzwione w sposób, który mogłabym nazwać uroczym, gdyby nie fakt, że opisywałam Zayna Malika. Twarz… po raz pierwszy była tak spokojna. Jakbym patrzyła na szesnastolatka, a nie dorosłego faceta, w dodatku z nieciekawą przeszłością. Jedną rękę trzymał zgiętą na poduszce, natomiast palce drugiej znajdowały się zaledwie o milimetr od mojej własnej. Tak, jakby bał się mnie dotknąć po raz kolejny, ale jednocześnie chciał mieć pewność, że wciąż tu jestem.

Co najdziwniejsze, nie zamierzałam się nigdzie wybierać.

Przynajmniej nie poza obręb tego mieszkania.

Starając się nie robić hałasu, sięgnęłam po paczkę papierosów, leżącą obok na szafce nocnej. Nie wiedziałam, skąd właściwie przyszła mi ochota na fajkę, w końcu tak dawno tego nie robiłam. Teraz jednak nie potrafiłam się powstrzymać. Zayn poruszył się lekko i zamruczał z niezadowoleniem, kiedy delikatnie odsunęłam się poza zasięg jego dotyku i postawiłam bose stopy na podłodze - nie obudził się jednak. Chwyciłam pierwszy ciuch, leżący na drewnianych deskach, starając się nie myśleć o bałaganie, którego narobiliśmy. Kiedy go na siebie wciągnęłam, poczułam przyjemny, charakterystyczny zapach Zayna, który sprawił, że miałam ochotę wrócić do łóżka i po raz kolejny poczuć go tuż przy sobie.

Wiedziałam jednak, że potrzebuję chwili oddechu.

Drzwi balkonu skrzypnęły lekko, a na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka, wywołana chłodnym, nocnym powietrzem. Oparłam się o barierkę, odpalając drżącymi palcami papierosa i patrząc, jak pierwsza smuga dymu staje się doskonale widoczna w mroku nocy. O tej porze Doncaster wyglądało naprawdę spokojnie – jedynym źródłem światła były uliczne latarnie, a dźwięku – przypadkowo przejeżdżające samochody. Poza tym nie działo się zupełnie nic.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!