Rozdział 21.

8.5K 544 17

- Chcesz wyjść dzisiaj wieczorem ze mną i Louisem?

Uniosłam wzrok znad czytanej właśnie gazety, którą dwa dni temu przyniosła mi Justine. Miałam wrażenie, że się przesłyszałam. Zayn nigdy wcześniej nie proponował, abym mu towarzyszyła. Jednak… od dwóch dni, a dokładniej od momentu, w którym wyszłam pod jego nieobecność z domu, coś się zmieniło. Przez ten czas ani razu nie wyszedł do klubu i zazwyczaj kończył ze mną na kanapie, oglądając jakiś durny program w telewizji. Wiedziałam, że chce mi w ten sposób coś zrekompensować. Zastanawiałam się tylko, dlaczego.

W końcu nie mieliśmy do siebie żadnych praw, co równało się także z brakiem zobowiązań, prawda, Malik?

Zayn siedział w fotelu naprzeciw, uważnie na mnie patrząc. Bezwiednie zaczęłam zgniatać czytaną stronę między palcami, nieco speszona przenikliwością spojrzenia tych czekoladowych tęczówek.

- Gdzie? – palnęłam głupio, chcąc zagrać na czas i porządnie przemyśleć, jaką właściwie dam odpowiedź.

- Jak zwykle, tutaj – wzruszył ramionami Malik, mając na myśli klub na parterze – Wiesz, że nie mogę się za bardzo… wychylać.

Doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Kilka razy w wieczornych wiadomościach mignęłam nam jego twarz, ale jakimś cudem Bradford nie przykładało do tego aż takiej uwagi. Zapewne wszyscy myśleli, że Zayn kręci się gdzieś w pobliżu, nie wyobrażając sobie pozostawienia swoich interesów samym sobie. Mimo wszystko zachowywaliśmy wszelkie możliwe środki ostrożności. Znajdowaliśmy się w dzielnicy, gdzie każdy miał tyle własnych grzeszków na głowie, że nawet nie zastanawiał się nad wyjawieniem cudzych.

- Będzie Justine? – zapytałam, odkładając gazetę. Naprawdę polubiłam tę drobną brunetkę z burzą kręconych włosów. Stanowiła dobrą przeciwwagę dla Tomlinsona, którego jeszcze nie udało mi się rozgryźć.

- Jasne, jak zawsze – odparł lekko Zayn. Miał rację, Louis nigdzie się bez niej nie ruszał. – I… załóż coś… no wiesz, ładnego, ale też… bez przesady.

Nie mogąc się powstrzymać, wybuchłam śmiechem. Po raz pierwszy od wielu dni przychodziło mi to z taką łatwością. Mina Zayna wypowiadającego te słowa była wprost komiczna. Przekaz również dało się jasno odczytać – miałam ubrać się tak, aby mógł się mną pochwalić, ale też tak, aby wszyscy widzieli, że należę do niego. Czysto teoretycznie, oczywiście.

- Co jest takie zabawne? – zapytał, zakładając ręce na piersi.

- Ty – wykrztusiłam, podrywając się z kanapy i zmierzając w stronę łazienki – Czasami tak łatwo cię rozszyfrować, Zayn.

Nie zważając na jego dociekliwe pytania i protesty, chwyciłam potrzebne ubrania i zniknęłam za drzwiami, chichocząc pod nosem jeszcze dobre piętnaście minut.

O równej dwudziestej rozległ się krótki dzwonek do drzwi. Zayn był na balkonie, wypalając swojego tradycyjnego papierosa, więc to ja musiałam otworzyć. Założyłam zwyczajną, dziewczęcą sukienkę w kwiatki, co spotkało się z cichym pomrukiem aprobaty ze strony Malika. Nie powiem, że nie poczułam z tego powodu satysfakcji.

Otworzyłam drzwi i niemal od razu na moich ustach zagościł uśmiech. Justine chyba w każdym wyzwalała taką reakcję. Louis przytulał ją mocno w talii, także wyginając wargi z entuzjastycznym grymasie. Z obojgiem przywitałam się lekkim całusem w policzek, a w tym czasie dołączył do nas również Zayn. Wyczułam jego obecność w pokoju już wcześniej, ale nie spodziewałam się, że w pozornie niedbałym geście przyciągnie moje plecy do swojego torsu, obejmując w pasie. Widziałam, jak brwi Tomlinsona niemal znikają pod linią włosów, ale nikt z nas w żaden sposób tego nie skomentował. Widocznie w ich towarzystwie takie władcze zachowania były normą, a jeśli ja chciałam choć trochę się wpasować  - musiałam przyjąć zasady gry.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!