Rozdział 16.

8.8K 592 30

Justine i Louis wyszli po jakiejś godzinie. Tomlinson wraz z Zaynem większość czasu spędzili na balkonie, popalając papierosy i rozmawiając o tylko sobie wiadomych sprawach. Nie mogłam się powstrzymać od mimowolnego zerkania co jakiś czas na Malika. Z niewzruszoną miną opierał się o barierkę, trzymając fajkę pomiędzy palcami lub przyciskając ją do ust. Kiedy zaciągał się dymem, jego policzki zapadały się tak mocno, że kości policzkowe – idealne kości policzkowe – odznaczały się jeszcze wyraźniej. Co jakiś czas wargi chłopaka poruszały się, kiedy lakonicznie odpowiadał swojemu przyjacielowi. O ile mogłam tak nazwać łączącą ich więź. Nadal nie wiedziałam o Zaynie zbyt wiele, ale dopiero teraz zaczęło mi to przeszkadzać.

Czasami łapałam lekko rozbawione spojrzenia Justine, gdy nakrywała mnie na tych ukradkowych spojrzeniach. Starałam się nie rumienić, ale to było silniejsze ode mnie. Póki co, o nic nie pytała, a ja czułam wdzięczność. Ostatnimi dniami moja ochota na jakiekolwiek rozmowy drastycznie zmalała.

W międzyczasie oprowadziła mnie też po niewielkim mieszkanku. Pokazała mi dość skromne, ale zadowalające zapasy w lodówce, miejsce, w którym trzymano ręczniki i pościel oraz łazienkę. Ogólnie nie była zła, ale miała jedną, ogromną wadę – brak jakiejkolwiek zasuwki, zamka, którym mogłabym odgrodzić się chociaż chwilowo od Zayna. Przypuszczałam, że on nie miałby z tym większego problemu.

Mieszkanie najprawdopodobniej należało właśnie do Justine, która na nieznany mi okres czasu przeprowadzała się do swojego chłopaka. Obydwoje byli tym wyraźnie podekscytowani, dlatego po godzinie Louis pociągnął dziewczynę za rękę i zaczęli się z nami żegnać. Wolałam nie zastanawiać się, co ich tak gnało. Tomlinson krótko uścisnął mnie i Zayna, obwieszczając, że wpadnie jutro wieczorem. Justine lekko cmoknęła mój policzek i już po chwili zostaliśmy sami, stojąc pośrodku niewielkiego pokoju.

Strzelałam oczami po ścianach i suficie, starając się podołać niezręczności sytuacji. Mój wzrok w ostatniej chwili padł na lodówkę i wtedy wpadłam na błyskotliwy pomysł. Spojrzałam niepewnie na Malika i wyszeptałam:

- Um… Może zrobię coś do jedzenia.

Dopiero teraz, kiedy jego ramiona się rozluźniły, zobaczyłam, jak bardzo był zestresowany. Potarł kark i z ulgą pokiwał głową. Miał na sobie dżinsy i białą koszulkę, odsłąniającą fragment tatuażu zaczynającego się na mostku.

- Okej, to ja pójdę pod prysznic. – wskazał ręką na drzwi w głębi, których nie mogłam dostrzec zza kuchennego blatu oddzielającego resztę mieszkania od aneksu. – Chyba, że wolisz pierwsza.

Akurat w tym momencie chciałam odwlec tę chwilę, dlatego energicznie pokręciłam głową i odwróciłam się plecami do niego, chcąc ukryć rumieńce wypełzające na policzki.

- Nie, w porządku – wymamrotałam, wybierając produkty na chybił trafił – Idź.

Odwróciłam się, z ulgą rejestrując fakt, że Zayn bez słowa protestu kieruje swoje kroki do łazienki. Przez chwilę grzebał w torbie, szukając rzeczy na zmianę. Kiedy wydostał stamtąd czarną koszulkę i parę luźnych, dresowych spodni, zniknął za załomem ściany, odgradzającej łazienkę od reszty mieszkania. Naprawdę rozluźniłam się jednak dopiero wtedy, kiedy usłyszałam szum wody.

Jakieś piętnaście minut później czekałam, aż makaron się ugotuje. Przez chwilę bezmyślnie mieszałam łyżką w garnku z sosem pomidorowym. Uniosłam sztuciec do ust i właśnie w tym momencie kropla gęstej mazi spadła mi na bluzkę. Zaklęłam cicho, wrzucając łyżkę do zlewu. Nie wyglądało to zbyt pięknie, a ja jakoś nie miałam ochoty paradować przed Zaynem w brudnych ciuchach nawet przez pięć minut. Próżna, kobieca natura.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!