Rozdział 15.

8.2K 566 7

Cały ten dzień był dla mnie dziwny. Jeśli jeszcze w ogóle mogło mnie coś zaskoczyć od czasu, jak Malik po prostu wepchnął moje nieprzytomne ciało do samochodu i pojechał nie wiadomo, dokąd.  Zaczęłam myśleć o nim… inaczej. Lepiej. I to było oczywiście przerażające.

Zayn nie byłby sobą, gdyby nie chciał zatrzeć tego dobrego wrażenia byciem zwyczajnym chamem. Nie za wiele rozmawialiśmy podczas podróży, z wyjątkiem momentu, w którym zatrzymał się przy jakiejś przygodnej mini galerii. Wiedziałam, o co mu chodzi. Zaczynałam powoli czuć się niekomfortowo w tych samych ciuchach od prawie dwóch dni, ale… nie przewidziałam, że ktoś w ogóle pomyśli o zabraniu mnie na dłuższą wycieczkę i po prostu nie wzięłam pieniędzy.

Malik jakby to przewidział.

Sięgnął ramieniem do tyłu, a ja wolałam nawet nie patrzeć, czego tam szuka. Nabrałam dziwnego wrażenia, że im mniej wiem i widzę, tym lepiej dla mnie. Po chwili wyciągnął zza fotela plik banknotów, a moje oczy momentalnie stały się wielkie jak talerzyki deserowe. Zayn nie mógł powstrzymać lekkiego uśmieszku, kiedy wciskał mi pieniądze w nieco zesztywniałe palce.

- Weź to – powiedział po prostu, kiedy już trzymałam je w miarę pewnie, wciąż patrząc na niego z lekko rozchylonymi ustami – kup, czego ci tam potrzeba i wracaj. Byle szybko.

- Ile tego właściwie jest? – wydukałam, bojąc się nawet spojrzeć w dół.

- Wystarczająco dużo – stwierdził lakonicznie, wzruszając ramionami.

Odsunęłam od siebie dłoń, a on spojrzał na mnie pytająco.

- Nie mogę tego przyjąć – stwierdziłam – To za dużo.

Westchnął z irytacją i nakrył dłonią moją dłoń, zaciskając mi palce na banknotach. Pod wpływem tego dotyku przeszedł mnie lekki, niebezpieczny dreszcz.

- Potraktuj to jako rekompensatę za… problemy, które ci sprawiam – uciął, popychając mnie delikatnie – Idź i błagam, pospiesz się.

Naprawdę starałam się uwinąć jak najszybciej. Mierzyłam bluzki „na oko” i po prostu wkładałam je do koszyka. Trzy pary dżinsów, naręcze T-shirtów, dwie kurtki i buty później stałam już przy kasie. Zayn oczywiście nie poszedł tam ze mną. Wiedziałam, dlaczego. Mogłam obserwować jego sylwetkę, opartą o maskę samochodu. Na głowę założył kaptur, aby nikt go nie rozpoznał, a między palcami trzymał odwiecznego papierosa. Ekspedientka była z gatunku tych, które o nic nie pytają i nie chcą niczego wiedzieć – przyjęła pieniądze, zapakowała ubrania i wydała resztę. Nie mogłam się powstrzymać przed obdarzeniem jej wdzięcznym uśmiechem.

- Zapomniałem, jakie potraficie być na zakupach – na widok moich kilku siatek zabawnie wywrócił oczami, po czym upuścił niedopałek na ziemię i przydeptał go czubkiem buta.

Bez słowa przejął ode mnie torby i wrzucił je bezceremonialnie na tylne siedzenie. Patrząc na niego, usiłowałam zignorować rodzące się w moim sercu… ciepło. Mimo wszystko, byłam wdzięczna. Inny dupek na jego miejscu zapewne kazałby mi kisić się w tych samych ubraniach do samego końca. Głupie, wiem. Poza tym… miałam spędzić z nim trochę czasu, więc po prostu na siłę szukałam jakichś zalet.

Okay, to wcale nie było aż tak na siłę. Miał… kilka dobrych cech, które sprawiały, że nienawidząc go, czułam się jak ostatnia hipokrytka.

Nikt nie powiedział, że jestem do końca normalna.

Zapadał wieczór, a ja powoli przysypiałam na fotelu pasażera, kiedy przez leniwie zmrużone powieki ujrzałam tabliczkę z napisem „Doncaster”. Równo z pojawieniem się tego znaku Zayn wyjął telefon i wolną dłonią zaczął wystukiwać treść wiadomości. Domyśliłam się, że najprawdopodobniej jest to – przynajmniej tymczasowy – cel naszej ucieczki.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!