Rozdział 13.

7.9K 607 55

Wstał błyskawicznie, ciągnąc mnie za rękę. Jęknęłam cicho, a z moich oczu popłynęły niechciane łzy. Nie wiedział, że mam poranione dłonie, a jednak nienawidziłam go w tej chwili nawet za to. Wściekłość wymalowana na jego twarzy zelżała, kiedy zobaczył, że płaczę. Zdumiony, spojrzał w dół, wprost na moje dłonie.

- Kurwa – zaklął, a jego dotyk automatycznie stał się delikatniejszy. Nienawidziłam go za to. Jeśli już robił mi krzywdę, to mógł się chociaż nie zgrywać.

A potem się zaczęło.

- Czy ciebie totalnie pojebało, dziewczyno? – niemal krzyknął, przyciągając mnie za nadgarstek do swojego torsu. Z jego ciała właściwie biła furia, a gorący oddech owiewał mi policzek – Dokąd chciałaś uciec? Do pieprzonego lasu?  Pożyłabyś krócej, niż będąc ze mną, ty kretynko!

Kolejna obelga z jego ust podziałała na mnie jak kubeł zimnej wody. Uniosłam dłoń i ignorując ból, uderzyłam go z całej siły w twarz. Puścił mnie, zaskoczony atakiem i cofnął o kilka kroków, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Stałam w miejscu, oddychając ciężko. Wiedziałam, jak musiałam wyglądać. W pogiętym ubraniu, z potarganymi włosami i zaczerwienionymi policzkami. Jak ostatnia wariatka.

Czyli tak, jak czułam się przez całe życie.

- Jeszcze raz – warknęłam, nie dopuszczając go do głosu – Jeszcze raz odezwiesz się do mnie w ten sposób, a stracisz to, co masz najcenniejsze w ciele, rozumiesz? Wolę zostać zamordowana w lesie, niż spędzić jedną chwilę więcej z tobą!

Odwróciłam się do niego plecami i zaczęłam iść w stronę ciemnej ściany drzew. Byłam zdeterminowana. Głupia pewnie też, ale to się nie liczyło. Musiałam mu pokazać, kto tu rządzi. Przynajmniej przez chwilę.

- Tak? – prychnął za moimi plecami, a ja byłam pewna, że uśmiecha się kpiąco. – Proszę bardzo, leć tam. Idź. Jeśli jakimś cudem ktoś cię nie zgwałci albo nie zabije, wrócisz do Bradford. Do swojego chłopaka. Który nadal będzie cię nachodził, aż w końcu i tak skończysz z podbitym okiem, albo gorzej. Uwierz, że on nieźle potrafi urządzić dziewczyny.

Zatrzymałam się. Przerażenie wbiło mnie w ziemię, nie byłam w stanie zrobić ani jednego kroku. Pierwszy raz powiedział mi coś takiego. Podczas trwania naszego związku Harry nigdy mnie nie uderzył. Ale potem… ostatnio… dowiedziałam się, do czego właściwie może być zdolny. I czułam, że w słowach Malika jest sporo prawdy.

Po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać. Miał rację. W Bradford nie czekało mnie nic dobrego. Może… może powinnam była zostać? Tylko na jakiś czas. Nie wiedziałam, dokąd jedziemy, ale zapewne była to długa trasa. Mogłam od niego uciec w jakimkolwiek innym miejscu. Lepszym miejscu niż to. Wystarczyło tylko… odrobinę wkupić się w jego łaski. Zamydlić oczy. A potem… spokojnie zacząć nowe życie z dala i od niego, i od Stylesa.

Odwróciłam się powoli, ciągle mając w uszach jego ciężki oddech. Patrzył na mnie, stopniowo opuszczając wyciągnięte ramię. Miał potargane przez wiatr włosy i dziko patrzące oczy. Podświadomość mówiła mi, że wygląda cholernie seksownie. Ale tylko podświadomość.

- Co cię to właściwie obchodzi? – zapytałam cicho, zbliżając się do niego o kilka kroków – Ty masz swoje życie, ja mam swoje. Nie powinniśmy sobie wchodzić w drogę.

Odetchnął głęboko, zanim odpowiedział:

- Możesz mi pomóc. Ściągniesz go w miejsce, gdzie nie będzie mógł liczyć na pomoc swoich kolesi. Prędzej czy później wpadnie. Korzyści są obustronne – i dla ciebie, i dla mnie.

Prychnęłam, ponownie podnosząc głos.

- Pieprzysz. Wy obaj pieprzycie. Jesteście do siebie tak cholernie podobni, że aż mi niedobrze. Nie mogę na ciebie patrzeć.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!