Rozdział 11.

7.7K 565 19

Musiałem tak postąpić. Dokładnie tak, a nie inaczej. W przeciwnym razie cały plan by nie wypalił. Zachowałem się jak ostatni dupek, ale… nie pierwszy i nie ostatni raz.

Poza tym była naprawdę głupia. Ostrzegałem ją. Nie powinna była wychodzić sama o tej porze. Wiedząc, jakie niebezpieczeństwo jej grozi ze strony Stylesa. Najwidoczniej sama się prosiła o guza.

Jak tylko zrobiła się bezwładna w moich ramionach, pociągnąłem ją do samochodu i ułożyłem na przednim siedzeniu pasażera. Jej głowa opadła w bok, opierając się o zagłówek. Miałem nadzieję, że przetrwa w tym stanie wystarczająco długo, abym mógł znaleźć się chociaż kilka kilometrów poza Bradford.

Odpaliłem silnik i z piskiem opon odjechałem spod jej kamienicy. Miałem coraz mniej czasu. Nie powinno mnie już tutaj w ogóle być.

***

Coś było nie tak. Coś zdecydowanie było nie tak. Uniosłam ciężko dłoń do głowy, w której strasznie mi łupało. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że nie leżę w swoim łóżku, tylko się przesuwam. Dokładniej to ujmując – siedzę w pędzącym samochodzie. Natychmiast otworzyłam oczy i niemal od razu je zacisnęłam, czując otępiający ból.

Oddychałam głęboko przez nos, dopóki nie zelżał. Wówczas poczułam znajomy zapach. Niebezpiecznie znajomy. Ponownie, znacznie wolniej uchyliłam powieki i ostrożnie rozejrzałam się dookoła. Siedziałam, a raczej półleżałam na przednim siedzeniu pasażera w jakimś obcym samochodzie. Okno obok mnie było otwarte, co dawało delikatne poczucie ulgi. Ktoś przypiął mnie wcześniej pasami. Po tym, jak straciłam przytomność.

Obrazy wróciły do mnie ze zdwojoną siłą. Pamiętam tylko ramię na swojej talii i dłoń, która przyciska mi nasączoną jakąś substancją szmatę. Na to wspomnienie gwałtownie obróciłam głowę w prawo (pamiętajcie, że w Anglii obowiązuje ruch przeciwny do tego w Polsce), ignorując kłujący ból w oczach.

Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Obok mnie siedział nie kto inny, tylko Zayn Malik, spokojnie prowadząc samochód. Jedną dłoń opierał o kierownicę, a drugą na lewarku, nucąc pod nosem jakąś piosenkę, lecącą w ściszonym radio. Zerknął na mnie przelotnie, a kącik jego ust wygiął się ku górze.

Gwałtownie złapałam za klamkę, szarpiąc nią desperacko. Usłyszałam spokojny głos Malika:

- Daj sobie spokój. Nawet, jeśli udałoby ci się otworzyć – zginęłabyś na miejscu, a chyba tego nie chcesz, prawda?

Zignorowałam jego gadaninę, dalej szarpiąc za klamkę. Zaklął cicho pod nosem i przechylił się w moją stronę, siłą odrywając moje palce od metalowej powierzchni. Kiedy już mu się to udało, splótł na moment nasze palce i położył je na moim udzie. Szarpnęłam się, ale więcej już niczego nie próbowałam.

- Grzeczna dziewczynka – mruknął, wpatrzony w drogę.

- Gdzie moja torba? – zapytałam, próbując wykręcić ciało, aby zerknąć na tylne siedzenia. – Jestem głodna.

Nie odrywając wzroku od asfaltowej nawierzchni, sięgnął ręką do tyłu, i podał mi torbę. Zaczęłam w niej grzebać, ale po raz kolejny ubiegł moje zamierzenia.

- Twój telefon jest u mnie. Nie sądzę, żeby był ci potrzebny. Jesteś… całkowicie bezpieczna, skarbie.

Zrezygnowana, wyciągnęłam jedynie batonika i rzuciłam odrzuciłam z furią torbę, nie omieszkując przy tym mocno trącić go w ramię. Najwyraźniej nie zrobiło to na nim najmniejszego wrażenia, bo tylko idiotycznie się uśmiechnął. Nadgryzłam kawałek, czując uporczywe ssanie w brzuchu.

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!