Rozdział 6.

8.4K 570 21

LOUIS’ P.O.V:

Było zapewne cholernie wcześnie, kiedy z czujnego snu wybudziło mnie wibrowanie telefonu. Mruknąłem, niezadowolony, i wtuliłem twarz w zagłębienie szyi Justine, chcąc jak najdłużej odwlec moment, w którym będę musiał wstać i odebrać tę pieprzoną komórkę. Przestała dzwonić. Ale tylko na moment. Po pięciu sekundach szafka znowu zaczęła lekko drżeć pod wpływem wibracji, a moja dziewczyna poruszyła się niespokojnie.

- Kurwa – mruknąłem, wypuszczając ją z objęć i wstając z łóżka.

Jedną dłonią sięgnąłem po urządzenie, a drugą przetarłem zaspaną twarz. Parsknąłem cichym śmiechem, kiedy zerknąłem na wyświetlacz. No jasne. Tylko jeden dupek mógł dzwonić o tej porze. Najwyraźniej musiał się za mną cholernie stęsknić, bo zaledwie dwa dni temu napisał do mnie wiadomość. Będę musiał go chyba rozczarować, nasz związek nie miałby przyszłości.

Cicho podszedłem do okna, naciskając jednocześnie zieloną słuchawkę. Dłonią zakryłem usta, chcąc mówić jak najciszej. Justine nienawidziła, kiedy ktoś zmuszał ją do zrywania się o siódmej rano.

- Cześć, skarbie – wyszeptałem do telefonu, starając się mówić swoim najseksowniejszym głosem.

- Cześć, Tomlinson – usłyszałem po drugiej stronie głos Zayna, najwyraźniej w pełni już przytomnego – Jeszcze raz mnie tak nazwiesz, a ci wpierdolę.

- Dobra, dobra, nie spinaj – uspokoiłem go, chcąc jak najszybciej zakończyć rozmowę – Mów szybko, o co chodzi. Niektórzy o tej porze jeszcze śpią.

- Czyżbym w czymś przeszkodził? – tym razem to w jego głosie pojawiła się kpina.

Przewróciłem oczami i warknąłem:

- Jesteś niewyżyty, Malik. Więc? Mówiłem przecież, że maksymalnie do dzisiejszego wieczora wszystko załatwię. Chyba mam jeszcze trochę czasu, nie?

- Nie o to chodzi – zawahał się lekko – Możesz… kogoś dla mnie sprawdzić?

Uniosłem brew, wyraźnie zaskoczony. Już dawno nie prosił nikogo o takie rzeczy. Skończyło się chyba na Marku, ale zazwyczaj osobiście wolał dowiadywać się różnych rzeczy na temat ludzi, którzy go interesowali. To musiała być naprawdę delikatna sprawa.

- Zobaczę co da się zrobić – stwierdziłem zachowawczo, przeczują dłonią splątane włosy – A kto to?

- Nikt, kto interesowałby ciebie i mnie w jakiś szczególny sposób. Raczej osoba powiązana z kimś, kogo chcę… bliżej poznać – już ja znałem te jego metody. Ten ktoś miał przesrane – Celine Thorne.

- Laska? – parsknąłem, po czym zerknąłem na Justine. Na szczęście jej nie obudziłem – Jakaś fajna?

- To nie ma, kurwa, nic do rzeczy. – warknął, wyraźnie wytrącony z równowagi – Sam bym to zrobił, ale jakbyś nie zauważył, to nie mogę.

Zastanowiłem się przez chwilę. Sam nie miałem czasu tego zrobić, ale zawsze mogłem wykorzystać do tego któregoś ze swoich informatorów.

- Mieszka w Bradford? – zapytałem rzeczowo, jak zawsze, kiedy przechodziłem do biznesu.

- Tak. Chyba nawet dość blisko mojego ośrodka. Jakieś dwie przecznice dalej, w kamienicy, nad tym sklepem z bronią.

U, idealne miejsce.

- Skąd ty to wszystko, człowieku, wiesz? – sapnąłem. – Jesteś stalkerem, czy co?

- Gwizdnąłem jej CV z gabinetu Smith. Nie pytaj – odparł zachowawczo. Dostosowałem się, byłem przyzwyczajony do tego, jak bardzo jest skryty – Możesz to zrobić?

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!