Rozdział 5.

9K 589 8

Nogi mi odpadały, kiedy po pięciu godzinach zwiedzania budynku, zapoznawania się ze wszystkimi zasadami i funkcjami poszczególnych osób, stanęliśmy z Thomasem przy wyjściu, w gorącym, popołudniowym słońcu. Poprawiłam na ramieniu torbę, która uporczywie wrzynała mi się w ramię, marząc tylko o chłodnym prysznicu i szklance soku. Mój opiekun od momentu wyjścia z tamtego pokoju był jak w skowronkach. O ile w ogóle można było wyobrazić sobie jeszcze większy entuzjazm. Najwyraźniej mocno zapulsowałam. Z jednej strony byłam z siebie zadowolona, ale z drugiej… kolejne spotkania z tamtym chłopakiem ciężko uznać za nagrodę.

- Myślę, że na dzisiaj wystarczy – słowa Thomasa wywołały we mnie wielką ulgę i na moje usta momentalnie zawędrował uśmiech – Bardzo dobrze sobie dzisiaj poradziłaś. Spotykamy się pojutrze o tej samej porze.

- Zaraz… pojutrze? – spojrzałam na niego, mocno zaskoczona – Myślałam, że praktyki będą codziennie.

- Smith ci nie powiedziała? Nigdy nie organizujemy ich w ten sposób. Zazwyczaj przychodzicie po trzy razy w tygodniu, potem zwiększamy częstotliwość, żebyście wdrażali się stopniowo. Myślę, że dałabyś radę, ale przepisy to przepisy.

Och, co za służbista.

- Nie ma sprawy – przecież dla mnie to nawet lepiej, prawda? – W takim razie… do zobaczenia pojutrze.

- Tak, tak, do zobaczenia – odparł, wyraźnie czymś rozproszony. Ucałował mnie w jeden policzek i po chwili znikł za drzwiami.

Drogę do wyjścia pokonywałam znacznie spokojniej, niż poprzednim razem. Czułam, że osiągnęłam coś znaczącego. Wreszcie swoje doświadczenia mogłam przekuć w bezpośredniej konfrontacji z osobą dobrze znanego mi pokroju. Widziałam, że ruszyłam jakąś część jego duszy, która normalnie była niedostępna, pewnie nawet dla samego Malika. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem.

- Uwielbiam, kiedy to robisz.

Drgnęłam, a moje nogi w jednej sekundzie dosłownie wrosły w ziemię. Uniosłam powoli wzrok i zobaczyłam przed sobą zielone, wyraźnie rozbawione oczy. Zanim zdążyłam jakkolwiek zareagować, Harry położył dłoń na mojej talii i przyciągnął mocno do siebie, wpijając się ustami w moje wargi. Dopiero wtedy odzyskałam panowanie nad ciałem. Przerwałam pocałunek i odepchnęłam go od siebie najmocniej, jak tylko mogłam. Zrobił dwa chwiejne kroki do tyłu, a z jego twarzy zniknęło rozbawienie. Pojawiła się dobrze mi znana złość.

- Powiedziałam ci, że masz mi dać spokój – powiedziałam, modląc się, aby nie drżał mi głos.

Zbliżył się szybko, ale tym razem mocno chwycił mój nadgarstek. Bardzo mocno. Jęknęłam cicho, czując silny ból. Wbrew temu nie rozluźnił uchwytu.

- A ja powiedziałem ci, że nie ma takiej opcji – warknął, potrząsając mną lekko. Miałam wrażenie, że przechodnie rozmyślnie nas ignorują. Ten czarujący chłopak, kiedy chciał, potrafił wzbudzać strach. – Dlaczego nie odbierasz pieprzonego telefonu?

- Ponieważ… - zająknęłam się, a on wyczuł mój strach. Kurwa – Ponieważ nie mam ochoty z tobą rozmawiać. To koniec, Harry. Nie mogę być z tobą po tym, co zrobiłeś.

Zauważyłam, jak wolną dłoń zaciska w pięść. O Boże, nie. Tylko nie to, nie teraz. Nie tutaj.

Opanował się jednak, jedyną oznaką jego rosnącej agresji była ciężko unosząca się i opadająca klatka piersiowa. Przymknął powieki, a kiedy ponownie je uniósł, zauważyłam w jego oczach desperację. Zależało mu na mnie, na własny, pojebany sposób. Tylko, że ja… już dłużej nie mogłam się na to godzić.

- Możesz – powiedział cicho – Musisz. Nie możemy się rozstać. Nie możemy.

Odetchnęłam cicho. Czasami… był za bardzo przekonywujący. Przerwałam kontakt wzrokowy i odparłam, mobilizując wszystkie siły, aby przetrzymać to, co miało za chwilę nastąpić:

1000 ways to hell | z.m.Przeczytaj tę opowieść za DARMO!