❁❀186❀❁

2K 342 143

Jimin

— Hyung, musisz się już zdecydować — westchnął zrezygnowany Jimin, samemu odbierając już swoje śniadanie. Zmrużył oczy, spoglądając na starszego, który wodził palcem między propozycjami dodatków do słodkich gofrów. — Jeśli chcesz, możemy iść gdzie indziej i kupisz sobie coś innego — rzucił po chwili, obracając tekturowym talerzykiem w dłoniach i zastanawiając się, od której strony zacząć jeść, by nie wybrudzić się śmietaną.

— Nie, nie — mruknął Yoongi. — Po prostu nie jestem pewien czy lepsze owoce, czy śmietana i polewa.

— Weź oba.

— Żeby się przesłodzić? Wystarczy, że widzę cię od pobudki — odpowiedział z udawanym wyrzutem, na co Jimin prawie natychmiastowo zmarszczył nosek, mimo iż się zarumienił.

Naprawdę uwielbiał komplementy od miętowowłosego. Wcześniej czuł się przez nie źle, bo pewien był, że starszy robił to tylko z litości, ale teraz, kiedy już spędzali ze sobą prawie cały wolny czas i to głównie z woli starszego, było nieco inaczej. Ciągle czerwony na twarzy, starał się nie okazywać, jak bardzo go to rusza. Wiedział jednak, że ani trochę mu to nie wychodziło.

— Dobra, niech będą te owoce i bita śmietana — rzucił w końcu Min, w momencie, gdy mężczyzna, stojący za nimi po raz kolejny odchrząknął, pośpieszając ich. — Najwyżej zjesz za mnie, jak już będę miał dosyć.

— Żebym był gruby? — sztucznie oburzył się młodszy, naśladując Yoongiego sprzed momentu. Po chwili jednak, gdy Min skrzywił się, przygotowując w myślach długi wywód, Park uśmiechnął się promiennie. — Przepraszam.

— Prosisz się o spanie na kanapie.

— Mogę nawet w wannie.

— Nawet nie kuś.

— Nie wygoniłbyś mnie spać do łazienki...

— Chcesz się przekonać? — Min już nawet nie powstrzymywał śmiechu. Zresztą i sam Jimin zachichotał, przy okazji zauważając, iż nawet kobieta za ladą, podająca właśnie starszemu talerzyk z jedzeniem, zaśmiała się cicho.

Rudzielec podziękował jej i zaraz potem obaj odeszli, nie chcąc jeszcze bardziej torować kolejki. Jimin nie bardzo wiedział, gdzie się kierują i po prostu podążał za starszym, który zdawał się idealnie znać miejsce, choć wiedział, że tak nie było.

— Usiądziemy i zjemy — ogłosił miętowowłosy, wskazując w kierunku kilku stolików z parasolami, ustawionych przy kilku barach i restauracjach, tworząc idealne miejsce dla osób, które zamierzały coś zjeść i odpocząć. — Później znajdziemy jakiś sklep, bo trzeba kupić jakiś krem, żeby się nie spalić na słońcu.

— Okej... A później fryzjer?

— Mhm... Choć w sumie... Może najpierw znajdziemy jakiś zakład fryzjerski i zapytamy, czy są wolne terminy, no nie?

— Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać.

— A ja, że uda się jeszcze dzisiaj. Jeśli nie, to umówię nas na choćby jutro, a dzisiaj pójdziemy na plażę. Co ty na to?

— Jestem za.

— Okej, to teraz jedzmy — rzucił Yoongi, siadając przy jednym ze stolików, najlepiej skrytym w cieniu i dopiero co opuszczonym przez jakąś rodzinkę. Rozsiadł się wygodnie, czekając aż i młodszy to zrobi.

Park pokiwał głową i powoli, by się nie wybrudzić, zabrał się za pochłanianie swojego gofra. W ciszy spoglądał na siedzącego naprzeciw mężczyznę i ledwo powstrzymywał się od uśmiechu. Gdyby tak zrobił, najpewniej nie dość, że bolałyby go policzki, to jeszcze wyglądałby na psychopatę.

Ostatecznie jednak opuścił wzrok, zastanawiając się nad jakimiś bzdurami, które same przychodziły mu do głowy. W końcu miał przed sobą jeszcze kilka wspaniałych dni ze starszym i wierzył, że wykorzysta ten czas jak najlepiej. Zaczynając oczywiście od farbowania włosów, do czego nawet w końcu jeszcze bardziej się przekonał i nie zamierzał się ograniczać. Różowy brzmiał świetnie. Zresztą według jego obliczeń, jeszcze przed tymi właściwymi wakacjami zdąży mieć i te blond, o których marzył.

Co do wakacji... W pełni zdawał sobie sprawę z tego, że było jeszcze trochę do maja, a co dopiero do czerwca, lecz pogoda o tym nie świadczyła — jednego dnia było niemalże czterdzieści stopni w słońcu, następnego zaś rozważał, czy nie powinien ubrać wiosennej kurtki. Aż bał się, że z tego wszystkiego jeszcze się pochoruje.

— Nad czym tak myślisz? — zapytał w pewnym momencie Min, przerywając ciszę.

Park uniósł na niego wzrok, jakby zastanawiając się nad wypowiedzianymi przez niego słowami, mimo iż doskonale je słyszał. Szybko jednak otrząsnął się, kręcąc głową. Cały czas zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądał w różowych włosach. Czy nie będzie to zbyt dziecinne?

— Huh?

— Witamy w świecie żywych, panie Park — parsknął Yoongi, wyraźnie rozbawiony rozkojarzeniem chłopaka. Odłożył resztę swojego gofra na talerzyk, a łokcie oparł o blat stołu. — O czym tak rozmyślasz, Kluseczko?

— Zastanawiałem się co tam u Taesia i Kookkiego — odpowiedział, co właściwie też nie było kłamstwem. Już od jakiegoś czasu obaj mężczyźni przewijali mu się w myślach, wraz z jego własnym domem, w którym najprawdopodobniej się znajdowali. Wolał nie wiedzieć, co tam się dzieje.

— Tia... Też bym się bał o swoje mieszkanie. Zwłaszcza że Hoseok znowu coś odpieprza, a ma jeszcze opiekować się Holly...

— Holly? — zapytał zdziwiony marchewkowowłosy, spoglądając znad truskawki, którą aktualnie trzymał między palcami, gdyż spadła mu wcześniej na stół. Ostatecznie wyrzucił owoc do śmietnika przy stole i na nowo posłał starszemu pytające spojrzenie.

Ten zmarszczył brwi, choć zaraz się rozchmurzył i uśmiechnął nieznacznie.

— Wybrudziłeś się — rzucił, nachylając się nad stołem i przybliżając do młodszego. Kciukiem starł śmietanę z policzka chłopaka, oblizując potem palec i wracając na swoje miejsce. Najprawdopodobniej wykorzystał to, by zmienić temat, co Jimin szybko zauważył.

— Kto to Holly? — dopytał jeszcze raz, nie będąc pewnym, czy powinien być zazdrosnym, czy też nie.

— Holly... — Yoongi wymruczał coś pod nosem. — Holly to kot Hoseoka. Wiesz, szkoda zwierzaczka... Konie nie powinny mieć zezwolenia na utrzymywanie ze swojej marnej pensji zwierząt.

— Chyba nie takiej marnej, skoro masz w mieszkaniu Park Hyungsika — zauważył Jimin. — Nie wiedziałem, że Hosiu ma kota — dodał po chwili. Zastanawiał się chwilę, czy na pewno nie wiedział o istnieniu jakiegoś czworonoga, który wabił się Holly i mieszkał z Hoseokiem. Najwyraźniej cos przeoczył w mieszkaniu Yoongiego.

— No... Jakiś się tam przypałętał.

— W sensie Hyungsik?

— W sumie obaj.

Hej?
Nie umarłam, naprawdę.
Znowu wyjechałam i przez jakiś czas nie miałam dostepu do internetu. Przepraszam.
W sumie brakowało mi wattpada~
Wiecie, że Was kocham, no nie? ♡
A i - zapomniałabym - dziękuję osobie, ktora poleciła Hold Me w komentarzu pod lipcowym postem na ff w grupie polskich armys ^-^ ♡

Tu macie miejsce na komentarze ze skargami, bo jestem leniwa i nie chce mi się szukać tego po całym rozdziale.

Spokojnie, zostało zaledwie 9 rozdziałów i dam Wam spokój, nie musicie denerwować się, że główni bohaterowie nadal nie są razem.

Dobrej nocy i miłego dnia.

Hold me; p.jm x m.ygPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!