ROZDZIAŁ 35 - MoTyWaCjA

1.7K 139 18

Cztery dni, chyba cztery... Tak mijają cztery dni odkąd jestem w tym pokoju, cztery dni odkąd zostałam tu zamknięta, cztery dni odkąd nie dostałam nic do jedzenia i picia, cztery dni odkąd nie rozmawiałam z nikim, cztery dni odkąd czytam w kółko i w kółko ten głupi regulamin, który w sumie znam już na pamięć. Najdziwniejsze jest to, że jest tu półka na książki, które umilały by mi ten "cudowny" czas w tym miejscu jednak jest maciupeńki problem, geniusz urządzający ten pokój nie umieścił na tych pułkach książek.

W sumie teraz to nie jest najważniejsze, gdyż wszystko zaczyna dla mnie tracić sens, a to przez ten głupi brak światła dziennego, brak jakichkolwiek kolorów. Jestem przygnębiona przez ten niby mały szczegół, od dwóch dni leżę w tym łóżku bez sił z tymi kartkami, które powoli zaczynają mnie denerwować. Pewnie myślicie czemu nie wyjrzę przez okno by ujrzeć promienie słoneczne.... A tu was zaskoczę, ponieważ jest w tym mały haczyk, a właściwiej w tym pokoju, gdyż odsłaniając zasłony ujrzycie tylko czarny krajobraz. Zapytacie czemu ??? Ja też na początku byłam zdziwiona jednak po kilku godzinach nic nierobienia i zanudzania się zaczęłam się zastanawiać nad tym elementem i doszłam do niebywałego wniosku.... Te szyby są przyciemniane. 

Cóż lepiej trafić nie mogłam co nie ? Oczywiście, że nie. Dobra przepraszam za moje bredzenie, ale to już naprawdę zaczyna na mnie źle oddziaływać. Nie potrafię się na niczym skupić, jestem strasznie śpiąca, ale o dziwo nie odczuwam głodu, który powinien mi doskwierać, spragniona tez nie jestem ponieważ wodę można znaleźć w łazience, płakać także nie potrzebuję, ponieważ ten stan minął mi wczoraj. Jestem aktualnie resztką człowieka, o ile mogę się nazwać człowiekiem. Powinnam teraz wstać i zacząć działać jednak nie mam na to siły, nie mogę jej w sobie znaleźć jedyne co chcę teraz zrobić to spać i chyba to zrob...

*************************************

Idę w strasznym upale po zielonym lesie, który mimo swoich wielkości nie rzuca cienia na piaskową ścieżkę biegnącą przede mną. Idąc cały czas przed siebie słyszę jedynie szum drzew i strumyka biegnącego najprawdopodobniej niedaleko, jednak do pewnego momentu, gdyż nagle szum lasu zaczyna się łączyć z gwarem ludzi, którzy są szczęśliwi ze swojego życia. Zaczynam szybko biec w tamtą stronę, chcę zobaczyć tych ludzi i razem z nimi dzielić tą radość. W pewnym momencie wpadam na pewną osobę. Szybko się od niej odsuwam i podnoszę na nią wzrok widzę... Piękne szaro błękitne oczy, popielate włosy wpadające w blond, piękny biały i duży uśmiech, który miała tylko jedna osoba na świecie... Moja Babcia. 

******************************************

Obudziłam się cała zdyszana... Nigdy jeszcze przenigdy nie przyśniła mi się po śmierci. To jest pierwszy raz. Oczy zaszły mi łzami, już dawno zapomniałam jaką była cudowną kobietą i co sobą prezentowała. To, że mi się przyśniła to nie może by zwykły przypadek. Wiedziałam zawsze, że nade mną czuwa jednak teraz jestem tego pewna. A jeszcze pewniejsza jestem tego co chciała mi przekazać.

Szybko wstałam z łóżka podchodząc do garderoby, którą niedawno odkryłam. Wzięłam jedyne długie spodnie i szarą koszule kierując się w szybkim tempie do łazienki. Wiem nie wolno nam ubierać spodni jednak po coś w tej szafie są... Wykonałam poranną toaletę w miarę szybko, przynajmniej tak mi się wydaje, że poranną, ale dobra to nie jest aktualnie ważne. Po kilkunastu minutach wyszłam z łazienki gotowa na wszytko. Pościeliłam szybko łóżko i ogarnęłam pokój, zaświeciłam wszystkie światła w pokoju oraz odsłoniłam przyciemnione okno.

Stanęłam przed oknem przeżegnałam się i pomyślałam, chociaż może i wypowiedziałam na głos kilka słów " Babciu dziękuję za to, że jesteś obok mnie i mi pomagasz nawet z zaświatów.". Teraz wiem jedno muszę stawić czoło głupiemu Alfie i się stąd wydostać. Mogę być jakąś głupią Luną, ale to mnie nie powstrzyma przed zobaczeniem rodziny, a tym bardziej wróceniem do niej.

Po chwili usłyszałam szczęk zamka obróciłam się szybko w tamtą stronę i ujrzałam stojącego w drzwiach strażnika. Widząc jego zdziwienie wnioskuję, że nie wiedział kogo pilnuje. Po chwili się otrząsnął i powiedział:

- Alfa oczekuje Ciebie w biurze - powiedział formalnym głosem. Dobra zabawę czas zacząć.

- Jeśli chce się ze mną zobaczyć niech sam do mnie przyjdzie - powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. On jednak natychmiast spuścił wzrok i niepewny powiedział.

- Alfa nie znosi sprzeciwu - mruknął cicho.

- Tak ? - zapytałam - To chyba musi sobie z tym jakoś poradzić.

- Al...

- Nie ma żadnego ale powiedz mu, że stawiam opór zamknięta w łazience - wilk spojrzał na mnie zdziwiony - Wiesz, żebyś nie miał problemów - uśmiechnęłam się w jego stronę wilkołak uświadamiając sobie kim jestem szybko spuścił wzrok.

- Dziękuję - powiedział wręcz niepewnie i odszedł w nieznaną mi stronę nie zamykając drzwi.

Odwróciłam się do okna po chwili uświadamiając sobie, że mam niebywałą okazję do ucieczki. Skorzystać czy nie, skorzystać czy nie... Oczywiście, że muszę spróbować. Szybko podbiegłam do drzwi wpierw rozglądając się czy nikt nie znajduje się na korytarzu. On poszedł w lewo, ja wtedy szłam z Jackob'em od lewej strony, więc wyjście musi być z prawej. Szybkim krokiem przekroczyłam próg pokoju i zaczęłam biec wcześniej ustalonym kierunku, jednak po chwili usłyszałam:

- Stój jeśli nie chcesz bym zabił Twoją - podkreślił słowo - Koleżankę - słysząc to stanęłam jak wryta.

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now