|Prolog|

105 23 18

Rudowłosa zajmowała miejsce w wygodnym fotelu, skacząc po kanałach i co jakiś czas głaszcząc wyjątkowo grubego kocura, którego miauknięcia powodowały dreszcze.
Może wydawało się to niemożliwe, ale ich twarze wydawały się niezwykle podobne, co tylko potwierdzało teorię, że właściciele upodobniają do siebie swoje pupile.

Otyła prezenterka zaprosiła widzów na reklamy, które momentalnie zaczęły przewijać się na ekranie, zachęcając do kupowania leków, herbat i innych produktów, z których jedynie garstka w rzeczywistości była potrzebna.

Rudowłosa przymknęła leniwie powieki i ziewnęła, poprawiając się na swoim miejscu. Błyskotki, które ozdabiały jej szyję, wydały z siebie charakterystyczny brzdęk, przez co dwa pozostałe koty, grzejące się na sofie, spojrzały na swoją panią.
Gwałtowny trzask drzwi wyrwał kobietę z początkowej fazy drzemki, przez co wyprostowała się szybko, spoglądając w stronę przedpokoju.

Po mieszkaniu zaczęły rozchodzić się nerwowe kroki, a już po chwili w przejściu stanął wysoki brunet. Jego mokre od deszczu włosy, lepiły się do zmarszczonego czoła, wdzierając również do oczu. Mężczyzna zaciskał pięści, przez co skóra na kostkach, stała się już całkowicie biała.

— Samuel, synku. Coś się stało? — wydukała, kładąc dłoń na obsypanej pieprzykami piersi, które niemal zlewały się ze sztucznie opaloną skórą.

— Praca — mruknął, opadając na kanapę, powodując, że futrzaki zeskoczyły z niej w popłochu. Czarnowłosy zasłonił twarz dłonią i wypuścił głośno powietrze, tak jakby wstrzymywał je przez całą drogę do domu.

Hortensja* odetchnęła tak, jakby kamień spadł z jej serca. Podeszła do syna i usiadła tuż przy jego głowie. Złapała jego dłoń i potarła kciukiem, chcąc podnieść go na duchu.
Zdawała sobie sprawę, jak parszywie zachowują się jego znajomi z pracy.
Wyśmiewali go i traktowali jak wrzutka tylko dlatego, że jej mały skarb postanowił zostać przy jej boku. Zresztą. Samuel nie był jeszcze gotowy, aby zamieszkać sam. Nadal był bezbronnym, zagubionym...

— Może mają rację — zaczął cicho, a jego brwi delikatnie się zmarszczyły.

— Zostało mi sześć miesięcy do czterdziestki. Nie mam mieszkania, dziewczyny... — zaczął wymieniać, a dolna warga jego ust drgnęła.

Rudowłosa prychnęła głośno i pacnęła go w pierś.

— To nie ich sprawa. Poza tym... Kobietę można bardzo łatwo znaleźć w dzisiejszych czasach — machnęła ręką i wstała. — Może jakieś... No wiesz. W ciemno... — wykonała dość dziwny gest.

Brunet spojrzał na nią i się skrzywił.

Od zawsze matka powtarzała mu, że może zostać u niej tyle, ile chce, a on sam nie zwrócił uwagi, kiedy czas przesypał mu się przez palce. To nie tak, że nie chciał się wyprowadzić. Bał się utraty poczucia bezpieczeństwa i miłości. W końcu każda próba obcowania z kobietą inną niż jego matka kończyła się niekontrolowanym atakiem paniki i gadaniem kompletnych bzdur.

Chciał coś zmienić.
Ze sobą.
Ze swoim dotychczasowym życiem.

— Musiałbym podjąć ryzyko — uniósł się na łokciach.

— Jeśli chcesz to tak nazywać...

Samuel drgnął i momentalnie zerwał się na równe nogi. Jego matka miała rację. Kluczem do sukcesu było pójście w ciemno. Zaprzestanie planowania i robienia rzeczy, które dobrze już znał. Od tego momentu miał stać się kimś nowym. Lepszym.

— Jesteś genialna mamo.

- - -

* Tak, jest to imię.

Nie chciałam prowadzić trzech książek, a jednak. Nie mogłam się powstrzymać i postanowiłam dodać swoje pierwsze boyxboy z OC.
Mam nadzieję, że polubicie chłopaków (a szczególnie Samuela, który jest trochę nudny i smętny).

Dobra. Stresuję się bardzo czy się przyjmie, a nie chcę zacząć pisać głupot, więc ostatnia informacja.

Rozdziały pojawiać się będą co 2 dni, jednak mogą pojawić się poślizgi.

Trzymajcie się~.

Ps. Tak, nie mam głowy do opisów i najprawdopodobniej dodam go, jak już będę dalej w fabule.

Maminsynek |boyxboy|Przeczytaj t臋 opowie艣膰 za DARMO!