1 || Pierwsze razy

27 5 2

(ostrzeżenie: dogłębne opisy)

| Make you wanna hear me talk, see me walk, see me fuck, see me suck a lollipop |

   Kiedy cię zobaczyłam po raz pierwszy, byłeś tylko kolejną nową twarzą. Nic nadzwyczajnego, ot, chłopak. Myślałam, że jesteś na studiach, wyglądałeś dosyć dorośle, okazało się, że nadal chodzisz do liceum. Nie że mam coś przeciwko liceum, broń Boże, po prostu... wydawało mi się, że jesteś starszy.
Podeszłam do ciebie tego pierwszego dnia prób, odwracając się od nudnej, przyznam, zarówno dla mnie, jak i Mateusza rozmowy i zaczęłam od "fajna koszulka". To jeden z moich ulubionych tekstów na dzień dobry; swojego aktualnego chłopaka przywitałam po raz pierwszy fajnym kapeluszem i zadziałało spektakularnie. Koszulka z Gwiezdnych Wojen, lubię Gwiezdne Wojny.

Nie myśl sobie, że to powitanie było od razu podrywem. No może było, ale tylko trochę – mam przecież chłopaka (nie do końca, ale to historia na kiedy indziej), no i też, przyznajmy szczerze, tym naj-najprzystojniejszym facetem na sali nie byłeś. Był taki waltornista jeszcze... siedział obok mnie, kojarzysz? On był niezły.

Odbiegam od tematu.

Nie było moim zamiarem cię wziąć do łóżka już tydzień później, a jak to się stało to nie mam zielonego pojęcia. Cieszę się, tak, ale naprawdę, to przez przypadek.

Więc jestem sobie ja, niewinna, młoda dziewczyna, która podchodzi do, jej zdaniem, starszego chłopaka, mówiąc "fajna koszulka" i zaczynamy rozmawiać. Czemu się sobie przedstawiliśmy dopiero po długiej rozmowie o Gwiezdnych Wojnach i Hanie Solo (wtedy wyszedł ten film, a ja go nadal nie obejrzałam), to ja nie wiem, ale wiem, że powiedziałam ci swoje imię zaraz przed tym, jak dyrygent zaczęła wszystkich zaganiać na miejsca.

Nie wiedziałam, czy zapamiętałeś.

~~~

   Starałam się nie patrzeć w twoją stronę, kiedy grałeś, nie wiem, czy ukradkiem zerkałeś na mnie czy nie. Nie chciałam cię rozpraszać. Ty mnie nie rozpraszałeś, mam skłonność do zapominania ludzi, którzy nie zostawili jakiegoś wrażenia. Jeszcze nie zdążyłeś. Ale zostawisz, tydzień później zostawisz nie tylko wrażenie, ale i namacalne ślady, na moich piersiach, szyi, biodrach.

Rozmawiało się z tobą przyjemnie, i tylko to robiliśmy przez trzy dni prób, rozmawialiśmy. Nie zdradziłeś dużo o sobie, właściwie wiem, że jesteś na humanie, w drugiej klasie liceum, grasz na perkusji, ale do szkoły muzycznej już nie chodzisz (strata czasu, rozumiem cię), mieszkasz w dzielnicy za Podgórzem (za Chiny nie przypomnę sobie, jak się nazywała) i... nie wiem, co jeszcze. Potem się jeszcze dowiedziałam, że twoja babcia uczy skrzypiec, ale o tym za chwilkę.

Za to ty dowiedziałeś się o mnie dużo więcej. Chociaż nie mogę być pewna, ile tego zapamiętałeś, ale mówiłam dużo. Chciałam tylko rozmawiać, trawić jakoś czas, który spędzam w tym obcym mieście, w tym obcym, wielkim budynku z ogromnymi oknami wyglądającymi na Wisłę i ruchliwe skrzyżowanie. Więc rozmawiałam. Czy mnie słuchałeś? Trudno powiedzieć, ale chyba tak. Odpowiadałeś.

Ważne w tych rozmowach, z punktu widzenia narracyjnego było tylko parę faktów: nie jestem z Krakowa, wynajęłam z rodzicami mieszkanie i przyjęłam Hiszpana z wymiany między-orkiestrowej. Tyle.

Wiem, że cię przytuliłam, to pamiętam.

Przytuliłam cię w czwartek, po próbie, kiedy skrzypce zostały i grały coś melancholijnego. Zrobiło mi się dziwnie smutno, tak spokojnie.

– Co taka zamyślona? – zapytałeś.

Stałam w pewnej odległości od ciebie, przy szklanej ścianie budynku kongresu i patrzyłam na panoramę Krakowa. Wielkie skrzyżowanie poniżej było zapełnione autami, ale nie było ich słychać – jedyne, co było, to muzyka. Powolna, melancholijna.

GremlinyPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!