Wódeczka i bójeczka

43 3 0

Sen, sen i jeszcze raz sen. Nagle pojawia się on, dobrze znany mi zapach słodko-gorzki zapach gorzałki, który wybudził mnie jak zapach świeżych fiołków o poranku . Jeszcze nie do końca wybudzony powoli podnoszę głowę i patrzę kto przyniósł mi jakże wyśmienity dar. Był to mój najlepszy przyjaciel Andrew.

Stanął naprzeciw mnie spojrzał na mnie i parschnął śmiechem
-Znów sie uchlałeś - Zakrył twarz swoimi brudnymi rękoma i pomachał głową
-Przecież wiesz że lubię się napić - Powiedziałem ledwo żywy
-Mówisz że lubisz się napić - Uśmiechnął się do mnie - Ty przepiłeś dosłownie całe życie, bynajmniej tak wynika z twoich opowieści
-Pamiętam jak mi kiedyś opowiadałeś od czego to się zaczęło.....- Usiadł przy stole naprzeciw mnie i nalał sobie trochę mojej gorzałki - Jak byłeś 5 latkiem ojciec zostawił na stole kufel zimnego piwa, gdy zasmakowałeś tego trunku postanowiłeś pić do końca życia.
-Ojjjjj tak, pamiętam to jak by to było wczoraj, od tamtego czasu pije co najmniej 1litr alkoholu

Nagle jakiś dziwny dźwięk przerywa moją rozmowę z Andrew.
-Cholera słyszałeś ? - Powiedziałem pół szeptem - Czy to ja mam jakieś jebane przesłyszenia?
-Tak słyszałem - Andrew wstał i poszedł sprawdzić
-Jasna cholera co to mogło być- Powiedziałem sam do siebie - Andrew poczekaj wkońcu to ja tu jestem najlepszym magiem w okolicy- wstałem i pociągnąłem Andrew za siebie

Wspólnymi siłami zeszliśmy na dół. Wziąłem wielkiego łyka gorzałki i krzyknąłem
-Do jasnej cholery wyłaź plugawy pomiocie diabła- Wydarłem się ledwo stojąc na nogach
Wyprostowałem moje ręce które trzęsły się jak flaga na wietrze.
-Wyłaź albo będę zmuszony użyć zaklęcia obezwładniającego- Wyjąłem manierkę z gorzałką i przystawiłem ją do twarzy i przechyliłem o 180º- Antaramantalok - Moje ręce zaświeciły się, a z ziemi wyszły dwie ogromne czerwone łapy, i wzięły nie chcianego gościa za kubrak.

-No i po cholerę ci to było? -Spytałem nadal podtrzymując zaklęcie
-Proszę mnie zostawić - Powiedział mężczyzna ubrany jak typowy żebrak z ulicy- Ja błagam mogę zostac pańskim sługą tylko proszę mi nic nie robić.
-Andrew jak myślisz zabić, wysłać na środek pustyni czy ulitować się- Spytałem przyjaciel uśmiechając się szyderczo.
-Hahhahahaha... - Śmiał się głośno- Zostaw tego biedaka i daj mu coś do picia bo zaraz biedak popuści.
-Jesteś pewien bo ja to bym go wysłał na środek pustyni - Po wypowiedzeniu tego zdania opuściłem ręce , a zaklęcie r trzymające nieproszonego gościa rozmyło się - Powiedz chłopie jak masz na imię- Podszedłem do niego chwiejnym krokiem
-Haha.... dałeś się nabrać naiwny starcze- Nagle nieznajomy wyjął miecz i zabił Andrew a mnie rzucił na ziemie.
Zemdlałem.........

Po nieokreślonej liczbie czasu obudziłem się w lochach w zamku króla miasta, w którym mieszkałem. Cela ta była okropna, dwie z trzech ścian były całe we krwi, zaś ta trzecia była czyściutka jak by była nowa i w niej dostrzegłem wyjście. Ponieważ z racji iż była to nowa ściana mogłem spróbować wyrwać łańcuchy licząc że ma ona mniej niż 3 dni . Nagle odczułem uczucie którego nigdy w życiu nie czułem , ludzie nazywali to "kacem" już wtedy byłem pewien że musiałem leżeć w tych lochach co najmniej tydzień. Ponieważ cały alkohol musiał ze mnie wyparować, a napewno nie uleciało by ze mnie 60 litrów gorzałki w mniej niż tydzień mimo iż i tak uważam że tydzień to mało.

- Romaluno - Powiedziałem sobie pod nosem próbując zmienić się w ducha - Co jest, czyżby przez brak alkoholu we krwi nie mógł bym czarować.
Przemyślałem całą sprawę i postanowiłem zawołać strażnika
-Do kurwy nędzy co jest ? - odczekałem chwilę machając głową - Gdzie ja jestem ? - Wydarłem się
Strażnik podszedł do mojej celi
-O! - Powiedział drwiąc ze mnie - Nasz kochany pijaczynka się obudził - Uśmiechał się do mnie szyderczo - Zaraz ktoś po ciebie przyjdzie i weźmie cie na wizytę.

Jakieś 20 minut potem
-Wstawaj pijaczyno - Podszedł do mnie strażnik i rozpiął mi kajdany - Tylko bez żadnych czarów bo będzie z tobą źle - Złapał mnie za rękę i zabrał do sali tronowej

Sala tronowa była bogato zdobiona a sam dywan był zrobiony ze złota. Na każdej ścianie były dwa obrazy ze złotą ramą wysadzaną diamentami, a sam tron był z jakiegoś rodzaju platyny lub czegoś w podobie. Zaś sam król był gruby jak jakaś świnia. Mimo iż był królem miał na sobie jakieś menelskie płachty. Może dlatego że trudno było znaleźć takie wielkie płachty w sklepach, a wydaje mi się że mało jaki krawiec podejmuje się tak trudnych wyzwań nawet za kupę pieniędzy.

Strażnik kopnął mnie w kolano od tyłu żebym się wywrócił i uklęknął
-Po jakiego chuja mnie tu sprowadzasz - Spytałem z pogardą w głosie
-Ja ty sie odzywasz do króla ty głupi pijaku - Powiedział podniesionym głosem już wkurzony król - Sprowadzam cię tu abyś mi pomógł
-To po jakiego chuja mnie porywasz ?- Powiedziałem podnosząc się z ziemi
-Ponieważ nie przyjmuję do mojej sali tronowej ludzi którzy mają więcej alkoholu niż krwi.
-Dobra weź nie pierdol tylko daj mi trochę gorzałki, bo nie zdzierżże cie na trzeźwo! - Krzyknąłem i wyprostowałem ręce jak bym chciał coś wyczarować
-A tylko spróbuj mi tu cza...... - Powiedział strażnik gdy przerwał mu król.
-Dobrze dostaniesz gorzałki tylko najpierw musisz spełnić moją prośbę -Powiedział król z nutką podniecenia w głosie.
-O jakiej ilości gorzałki tu mówimy ?
-Tyle ile będziesz chciał!
-Niech będzie, powiedz czego odemnie wymagasz.
-Wymagam abyś stożył tu stały portal który mi pozwoli ominąć te długie schody - Powiedział już doszczętnie podniecony.
-Jestem w stanie to zrobić ale najpierw zaliczka, poproszę o sześć manierek gorzałki.
-Podać mu je - Krzyknął świniak.

Po 6 manierkach gorzałki
-Dobra jestem już gotów - Wstałem i podszedłem do króla -Ale teraz domagam się przyniesienia mi tu 11 beczek gorzałki abyś mnie nie oszukał
-Balista natychmiast przynieść mu tu 11 beczek gorzałki- Krzyknął zdesperowany król.
-Dobra, a teraz magia - Wyprostowałem ręce odczekałem chwilę i... Uderzyłem króla prosto w nos. Zrobiłem to tak mocno, że z jego nosa natychmiast wytrysła obfita fontanna krwi.
-Kurwaaa!!!- wykrzykiwał zadziwiony i rozjuszony władca.
-Zabić tego śmierdzącego pija...

Nie dokończył, bo poprawiłem go mocnym kopniakiem prosto w jaja.
Król zwinął się z bólu, a straż była zbyt zszokowana na jaką kolwiek interwencje.

-Telmoris!- wykrzyczałem zaklęcie teleportujące.
Ja i moje beczki zastaliśmy wciągnięci do ogromnego świecącego portalu widniejącego na środku sali tronowej...
Przez chwile nie widziałem nic.
Hmmm napił bym się. Pomyślałem i zaraz potem zostałem oślepiony miejscem w którym pojawił się portal.
Przez dosłownie chwile mogłem zauważyć bezkres pustyni.
Tyle, że zaryłem twarzą w piasek.

Podniosłem twarz z gorącego piachu i splunąłem.
-TFUU!!- akurat musiałem otworzyć gębę.
-Zaraz zaraz? Gdzie moja wódka?!-Rozejrzałem się panicznie.
Lecz jedyne co widziałem to portal który unosił się nad moja głową
-Cholera byłem tak pijany że chy....... -
Przerwał mi portal który wydał z siebie dziwny dźwięk, po którym nastąpiło wyładowanie ładunku . Na moje nieszczęście jedna beczka oczywiście spadła na mnie wbijając mnie w ziemie.
Leżąc na ziemi zauważyłem wędrowca z najprawdopodobniej wielkim penisem
-Ej ty, pomożesz staruszkowi?- Spojrzał się w moją stronę i ruszył mi na pomoc.

Chujowy wojownik & Pijany CzarownikRead this story for FREE!