Prolog

810 162 46
                                    

 - Donghyuck trójka!

Chłopak wytarł ręce w lniany ręcznik przewieszony przez rączkę piekarnika i wyciągnął notes z małej kieszonki na przodzie fartucha. Z uśmiechem podszedł do stolika.

- Karty dla państwa, polecam burgera ogrodnika lub na mniejszy apetyt sałatkę ni z gruszki ni z pietruszki. Podejdę kiedy będą państwo gotowi do złożenia zamówienia. - Posłał lekko zmęczony uśmiech trójce nastolatków siedzących przy stoliku.

- Już możemy złożyć zamówienie. - Powiedziała dziewczyna, której czarne włosy upięte były w wysoką kitkę.

- Słucham. - Wyciągnął ołówek.

- Dwa razy burger krowi placek – Powiedziała druga, która siedziała naprzeciwko niej. - I sałatka chili.

- Ostrzegam, że w sałatce jest naprawdę ostry sos. - Powiedział notując zamówienie.

- To dobrze. - Powiedział chłopak siedzący koło dziewczyny w kitce.

- Czy coś do picia?

- Dwa razy woda.- Znów odezwała się ta sama dziewczyna. - I jeden shake wanilinowy.

- Niestety nie ma już shakeów, ale mogę zaproponować sok wyciskany z owoców.

- Nie, w takim razie trzy razy woda. - Wtrącił się chłopak.

- To wszystko?

Trójka znajomych spojrzała na siebie i kiwnęli głowami.

- Dziękuję, przyniosę państwu zamówienie kiedy będzie gotowe. - Ponownie się uśmiechnął mimo zmęczenia i wrócił za ladę.

- Dwa razy krowi placek i sałatka chili. - Rzucił do okienka i wyciągnął trzy wysokie szklanki. Odkręcił wodę mineralną i nalał do każdej z nich, kiedy już miał podać je do stolika stanął przed nim szef.

- Zapytałeś czy chcą z cytryną? - Zapytał patrząc na niego bystrym spojrzeniem.

Donghyuck przeklną w myślach.

- Zapomniałem. - Powiedział mijając go.

- Módl się, żeby ja nie zapomniał dać ci wypłaty. - Usłyszał za sobą głos i zacisnął usta, żeby nic nie powiedzieć. Praca w małej knajpce Chili, która mieściła się w Wiosce Nieba była dla chłopaka wyzwaniem. Pracował tu od kilku miesięcy i każdego dnia musiał panować nad swoim temperamentem, a szef nie oszczędzał go w tej kwestii. Mimo to codziennie znosił kąśliwe uwagi, zmywanie naczyń, podawanie do stolików i sprzątanie po godzinach, bo wiedział że trudno mu będzie znaleźć inne takie miejsce. 

Kiedy zaczął szukać pracy okazało się, że jego sława wcale mu tego nie ułatwia, wręcz przeciwnie w Wiosce Dzieci Lasu, nikt nie dał mu nawet szansy, w Mieście pracował w pralni tak długo, aż liczba skarg na jego opryskliwe zachowanie nie przeważyła o jego zwolnieniu, w Wiosce Dzieci Nieba ludzie byli bardziej otwarci, dlatego widok jego czerwonych włosów i ciemnej karnacji bardziej ich przyciągał niż odstraszał. Dlatego musiał tłamasić swój wewnętrzny ogień i być miły dla szefa i gości, mimo że każdego dnia w wyobraźni rzucał w swojego pracodawcę krwistym burgerem i wylewał wodę na głowy bucowatych klientów. 

Podał napoje i wrócił po zamówienie, mięso z burgerów dopiero piekło się na ogniu, więc wykorzystał chwilę i wrócił do zmywania. Założył gumowe rękawicy i nalał płynu na szczotkę, żeby następnie szorować nią garnki. Skrzywił się wylewając brudną wodę do zlewu.

- Donghyuck zamówienie. - Odezwał się kucharz stawiając na parapecie okienka talerze.

- Dzięki. - Rzucił ściągając rękawice. Wziął tacę, ułożył na niej talerze i zaniósł do stolika. Nie zdążył wrócić, a zobaczył że następny klient siada przy stoliku. Włożył tacę pod pachę wziął karty ze stolika trójki znajomych, którzy rozkoszowali się ciepłymi burgerami. Podszedł do następnego klienta i nie obdarzając jej dłuższym spojrzeniem podał karę i powiedział swoją formułkę.

Fire Kingdom (Markhyuck Nomin)Przystań dla opowiadań. Odkryj teraz