29. ,,Martwi臋 si臋''

970 103 21
                                    

Ansa uderzyła czołem o stół, czując ogromną ulgę z powodu wypicia świeżej wody. Ciało bolało ją jak diabli. Laurys pochylała się nad nią ze zmartwioną miną, a pozostali czekali w napięciu. Charles wyjątkowo znudzony, wstał, by zwrócić na siebie uwagę pozostałych.

- Zdradzisz nam powód biegania przez trzy godziny?

Dziewczyna podniosła z bólem serca głowę, spoglądając w zaciekawione spojrzenie jego oraz pozostałych towarzyszy. Podrapała się po głowie, a potem wyprostowała. Chciałaby z dumą obwieścić, że dostała się do oddziału kaprala, ale prawda była nieco inna. Nie dostała się przez talent a rozkaz.

W dodatku uchodziła za podejrzaną o zdradę. Jej nazwisko nie należało do niej, nie wiedziała nic o sobie, bo wszystko było kłamstwem. Spokojna rodzina, beztroskie życie zamienione w piekło w ciągu kilku chwil. Straciła rodzinę i nie mogła w żaden sposób już poznać prawdy, ani siebie obronić. Czuła z każdym dniem, jak lina oplata jej szyję z większą siłą.

- Ja... - zaczęła nieśmiało - dostałam się do oddziału specjalnego kaprala Levi'a.

Uciekła wzrokiem, by nie musieć im kłamać prosto w żywe oczy. Odpowiedziała jej cisza, więc mimowolnie zerknęła na nich kątem oka. Na twarzach niektórych malowało się zdumienie, a potem szerokie uśmiechy i klepanie po ramieniu.

- To niesamowite! - rzuciła Astrid. - No nieźle!

- To była kwestia czasu, aż zobaczą twój talent - zaśmiał się Noel.

Gratulowali jej i wypytywali o szczegóły, a także okoliczności przyjęcia. Cieszyli się z jej sukcesu, którym ona sama cieszyć się nie mogła. A nie mogła powiedzieć im prawdy. Dlatego zmyślała wszystko, co tylko przyszło jej do głowy. Całemu zajściu przyglądała się z boku Laurys, która cofnęła się, gdy inni dochodzili do Ansy jej pogratulować.

Jej uśmiech zniknął z twarzy. Ze smutkiem i ciszy oglądała jak jej przyjaciółka męczy się, opowiadając historie wyssane z palca. I ona o tym wiedziała. Wiedziała, że Ansa nie jest z nimi szczera. Z jakiegoś powodu kłamała, ukrywała prawdę.

Laurys zacisnęła dłoń na ramieniu, siląc się na uśmiech.

- Zasłużyłaś na to - powiedział Rhysand, kładąc Ansie dłoń na ramieniu.

Nie czuła dumy, tylko wstręt do samej siebie, a Wayland za nic nie mogła zrozumieć, czemu to robiła. Raniła siebie i oszukiwała pozostałych. Nie potrafiła o to spytać, a gdy już się zebrała na odwagę, do stołówki weszli pozostali członkowie oddziału specjalnego. Levi minął ich bez słowa, nie posyłając żadnego spojrzenia Ansie. 

Petra przystanęła przy nich, a Jordan i Charles mimowolnie zasalutowali, co Astrid skrytykowała chamskim chichotem. Rudowłosa popatrzyła na Ansę z troską i poprosiła, by dołączyła do nich do stołu, bo muszą omówić kwestię dalszych treningów. Dziewczyna wstała z ociąganiem, jakby za żadne skarby nie chciała tam iść. Laurys pomyślała, czy by jej nie zatrzymać, ale odpuściła. 

Zawiedziona śledziła jak Ansa siada naprzeciw kaprala, pomiędzy Petrą, a kopią Ackermana. Laurys usiadła do stołu ze swoim przyjaciółmi, gdy tylko wzięła miskę z zupą i nawet świeży chleb. Wpatrywała się w miskę, szukając tam potrzebnych odpowiedzi.

- Ej... Laurys, wszystko w porządku? - spytała Astrid, przysuwając się nieco do blondynki. - No wiesz... Zwykle rzucasz się posiłki, jak wygłodniałe zwierzę na kawałek mięsa, a teraz gapisz się w zupę.

- Martwię się - odpowiedziała.

- Huh? Niby czym? - wtrącił się Charles, przygryzając chleb.

Ai no TsubasaOpowie艣ci t臋tni膮ce 偶yciem. Odkryj je teraz