2.Nie, nie, nie, mowy nie ma

46 7 7

"Nie" powiedziała stanowczo Alex "Nie ma mowy"

Wywróciłam oczami. W tym momencie wygodnicka Alex wychodziła z ukrycia.

"Słuchaj..." Lena próbowała ją uspokoić

"Mówię, że nie!" krzyknęła Alex. Ludzie wokół nas przestali robić swoje zajęcia i spojrzeli się na nią. Starsza pani posłała mi mordercze spojrzenie.

"Alex" no nic nie działało na tą kobietę. 20 minut we Lwowie a ta już się kłóci.

"Nie, nie, nie" wskazała palcem na przyczynę jej wkurzenia "Ja w to nie wsiadam"

Miała problem w pojazdem jakim mamy się dostać do centrum miasta. Był to trolejbus, produkcji, em, zapewne radzieckiej, bo wyglądał jak kupka złomu.

"Ale nasz autobus będzie dopiero za godzinę" odezwała się Lena.

"Ja nie będę czekać" Alex skrzyżowała ramiona i odwróciła się od nas obrażona "Albo taksówka, albo na piechotę"

Westchnęłam, nie ma bata, że ją przekonamy. Lena spojrzała się na mnie błagalnie. 

"Aleksandro" zaczęłam "Olka" dorzuciłam. Nienawidzi tych imion.

"Jeszcze raz tylko to powiedz" wysyczała przez zęby.

"Nie rób problemów" podeszłam do niej i objęłam ją ramieniem "Proszę"

"To wy robicie" Alex odwróciła się w moją stronę "To ja cię proszę"

Spojrzałam się na Lenę, ta wzruszyła ramionami i odwróciła się aby poszukać taksówki.

"Wiesz jak cię kocham Ewusiu?" Alex spojrzała się na mnie oczami zagubionego psiaka "Oj wiem" uśmiechnęłam się "Chodź już" złapałam za walizkę i poszliśmy w kierunku machającej do nas Leny.

"No wsiadajcie" pan kierowca był bardzo miłym człowiekiem. Pomógł nam załadować walizki do bagażnika. Gdy już usiedliśmy, odpalił silnik i włączył radio. Od razu, pierwsza piosenka to Under The Ladder naszego ukochanego Melovina. Alex tupnęła stopą.

"Tak!" uśmiechnęła się

"Jezu ogarnij się" Lena się zaśmiała, ja tylko pokręciłam głową

"Wy na koncert?" zapytał nas kierowca taksówki. Kiwnęłyśmy głowami "Fanki Melovina całego" uśmiechnął się do lusterka.

Ah no tak. Po mnie było to widać najbardziej. Ubrana w koszulkę z merczu Melovina, granatowe "boyfriend jeans" z dziurami na kolanach i czarne vansy. Stylówa Warszawianki. 

"Wszędzie bym rozpoznał jego twarz" wskazał palcem na nadruk na mojej koszulce "Zna go pan?" zapytała się Alex a on się uśmiechnął "Bywało się w Odessie, zwykły chłopak z sąsiedztwa" w tym momencie ja się wyłączyłam. Alex kontynuowała rozmowę o Melovinie. Lena musiała się zdrzemnąć bo nic nie mówiła.

Szczerze mówiąc, to zanim wjedziecie do centrum Lwowa, to nic ciekawego nie zobaczycie. Wysokie, ogromne bloki. Nie zbyt piękne. No cóż....

Po kilkunastu minutach krążenia po Lwowie, taksówka zajechała pod hotel. Lena zapłaciła i pan pomógł nam się wypakować. "Życzę wam miłego pobytu" uśmiechnął się do nas serdecznie i odjechał.

"Masz rezerwację?" zapytała się Lena. Kiwnęłam głową i wyciągnęłam ją z plecaka "Jako jedyna znasz ten język, więc" poklepała mnie po ramieniu "Powodzenia" uśmiechnęłam się "Pff, dzięki"

"Załatw to szybko i chodźmy jeść" Alex spojrzała się na mnie smutno.

"Dobrze mamo" powiedziałam i zaczęłyśmy się śmiać.

Hotel oczywiście pierwsza klasa. Wybierany oczywiście przez Alex. Już sama recepcja powalała elegancją. Każdy szczegół musiał być perfekcyjny. Lena patrzyła się na pomieszczenie z szeroko otwartymi oczami.

"Wow" wyszeptałam.

Do stanowisk było kilka kolejek. Ustawiłyśmy się za najkrótszą. Znaczy za tą, która wydawała się być najkrótsza. Lena spojrzała na zegarek "Gdybyśmy miały przyjechać tu w dzień koncertu to byśmy na niego nie zdążyły" prawda, 16 godzin w trasie, teraz kolejka do recepcji. Dobrze, że Alex się na to uparła. Na wcześniejszy wyjazd. Jednak dobra z niej kobieta...

"Ej no, jestem głodna" westchnęła nasza ulubiona koleżanka "Nic na to nie poradzę" spojrzałam się na nią "Eh, przynajmniej weźcie dużo wody na koncert" Lena pokręciła głową a ja parsknęłam śmiechem...

"Panie na koncert przyjechały?" dość głęboki, basowy głos zadał nam pytanie. Wydawało mi się, że już gdzieś ten głos słyszałam...


I will love you until you count all the stars // MelovinWhere stories live. Discover now