12. Mam na imię Niebo

61 9 5

Namjoon to taki mężczyzna, za którego warto wyjść. Jeśli miałbym kiedykolwiek wziąć ślub, pierwszą osobą, której obraz przywołuje moja podświadomość; jest właśnie on.

Zapytałem go kiedyś:

- Jeśli zalegalizują w kraju małżeństwa homoseksualne, chcę wziąć ślub z tobą.

- Ok.

- Weźmiesz ze mną ślub?

- Jak nie będę wtedy z nikim, to obiecuję, że będziemy pierwszymi mężczyznami w Korei, którzy się pobiorą.

- Fajnie.

- Fajnie.

Namjoon jest szczery, jego szczenięce oczy nigdy nie kłamią. Wierzę, że mówił wtedy prawdę. Lekkość, z jaką żyje, często odbiera mi mowę. Potrafi wszystko załatwić, zawsze mi pomaga, wyręcza w trudnych dla mnie czynnościach dokonywanych między innymi w urzędach. Istny skarb, którego nie chcę tracić. Nigdy. Dlatego chciałbym za niego wyjść i przeżyć komfortowo pod jego skrzydłami resztę swoich dni, a pozostało mi ich mało, wnioskuję po tym, ile palę.

Ostatnio spędzamy ze sobą zaskakująco dużo czasu. Nocuję u niego tak często, że w łazience małej Namjoonowej kawalerki znalazła swoje miejsce moja szczoteczka. Swoją drogą bardzo ładna, różowa, Nam wybierał.

Może tego po mnie nie widać, ale kocham kicz. Chodzę spać w różowych spodniach z nadrukowaną podobizną hello kitty, kupiłem sobie ostatnio zestaw gumek - kucyków o długich tęczowych ogonach i związuje nimi włosy, kiedy gotuję. Joonowi też wtedy robię fryz i wyglądamy zaskakująco rozkosznie.

Lubię sobie także od czasu do czasu założyć spódnicę. Ten wynalazek powinien należeć do każdego, niezależnie od płci. 'Jak się podoba, to kup' - Tak mi kiedyś powiedział, gdy natknąłem się na jednej ze stron z tanią odzieżą na krótką, jeansową spódnicę, ku dołowi lekko rozkloszowaną. No i kupiłem. Uważam, że wyglądam nadzwyczaj dobrze, zwłaszcza gdy ogolę nogi. Niestety widok tylko dla wybranych, to specjalne ubranie pozostaje w domu Nama, tylko do wglądu Nama. Nikt oprócz niego mnie w niej nie widział. To nie tak, że boję się w niej wyjść na ulicę, ale dokładnie tak jest. Nie potrzebuję zwracać na siebie uwagi innych. Gdybym potrzebował rozgłosu zostałbym gwiazdą, a nie raperem z soundclouda (mój pseudonim artystyczny MSG, szukajcie).

*

Gdy leżeliśmy dzisiaj wieczorem w łóżku, gotowi do spania, wypaliłem:

-Masz tak, że słyszysz swoje serce tak, jakby było w uchu?

-Teraz nie. Może ty masz serce w uchu?

- Może nie...

-Myślę, że ty to masz serce na dłoni, a to bardzo źle, gorzej niż w uchu.

- Tak myślisz?

- Nie wcale tak nie myślę, tylko tak pierdolę bez opamiętania przypadkowe słowa i czasami udaje mi się nawet do kontekstu rozmowy nawiązać.

- Zamknij mordę.

- Sam masz mordę, ja mam twarz modela, albo chociaż aktora.

- Ha, ha! Chciałbyś.

- Nie ''chciałbym'', ja już mam.

- Dobre sobie. Dobranoc.

- Dobranoc Misiu.

Jest najsłodszy, gdy mówi na mnie Misiu. To niesamowite, że potrafi czerpać radość nawet z takich rzeczy. Zawsze uśmiecha się przy tym tak czule, że moje serce się topi. Nie daje mi spokoju, tylko jedna rzecz. Brak między nami pożądania. Myślę, że to jest nasz największy problem. Kochamy się, ale nigdy nie byliśmy w sobie zakochani i prawdopodobnie nigdy nie będziemy. Nieważne jak bardzo bym tego chciał, moje serce nie bije szybciej na myśl o nim, jedynie japa mi się cieszy, bo z Joonem są dobre chwile, a jeszcze lepsze minuty, godziny, miesiące i lata.

Namjoon ciągnie mnie ku górze i nakręca do rozwijania pasji, a potem zmusza do ich zwijania dla zachowania równowagi i zdrowia. Gdy się czemuś poświęcę, często nie potrafię przestać na tyle bardzo, że potem wychodzę z tego w opłakanym stanie (to ja płaczę). Nam zaś mówi mi 'stop', jest moim zdrowym rozsądkiem. Jest wszystkim tym, czego mi brak. Jest osobą, której potrzebuję, żeby żyć.

*

- Zakochałem się - powiedziałem do chłopaka.

- To dobrze. To znaczy, że twoje emocje jeszcze tam są.

- A... tak. Masz rację. Ale to nie o to chodzi. Wiesz przecież, co to znaczy.

- Nieprzespane noce, setki wylanych łez, dużo papierosków, I mean, więcej niż zazwyczaj, trochę krzyku, trochę złości, rzygańsko i smutne oczy?

- Mniej więcej.

- Standard.

Namjoon uśmiechnął się do mnie krzywo, jakby już teraz było mu mnie żal, bo pewnie tak było, ale nie mnie to oceniać. Czasem, gdy z nim rozmawiałem, w oczach pojawiała mu się cierpkość, miałem wrażenie, że wie, co czuję, dzieli ze mną emocje, doświadcza każdej z nich na równi i jest mu z tego powodu ciężko, a przecież to niemożliwe, nie mogłem przelewać na niego swoich emocji, dzielić się nimi tak, by czuł to samo.

Pierwszy raz zakochałem się w dziewczynie imieniem Jessica, byłem wtedy młody i głupi (teraz nie jestem już tylko młody), a ona była zwykłą wsiurą. Nie pochodziła wprawdzie ze wsi, a z Szanghaju, ale jej sposób bycia, a co dopiero wysławiania sprawiały, że miało się wrażenie zapierdalać na wstecznym do średniowiecza. Niestety mój mózg ładnie wszystko maskował i mówił mi 'Nie Yoongi, zobacz, ona taka nie jest, jest super i śliczna, a dla ciebie się zmieni, postarasz się i jeszcze będzie dobrze. Poza tym przecież ci to aż tak nie przeszkadza, no! Dalej! Kochaj ją!' Skończyło się tak, że nasz związek nie zdążył się zacząć, a musiałem się z nią żegnać, bo wracała na stałe do rodzinnego miasta. Pisałem do niej wiele, planowałem w Szanghaju naszą wspólną przyszłość, moje studia, szukałem pracy, a przypominam, że byłem wtedy jeszcze w gimnazjum. Jessica miała jednak inne plany i bardzo szybko przestała mnie kochać dla miejscowego chłopaka. Po tych wydarzeniach złapałem pierwszego większego doła, z którego nie wyszedłem do tej pory. Na domiar złego ziemia w nim jest grząska, a ściany osuwają się powoli, grzebiąc moje ciało, piach zaś wpada w oczy.

Później moje serce zdobył pewien Mark, słodki chłopak sąsiadki. Przysięgam, że nie chciałem psuć ich związku, a tym bardziej klamki. W tamtym okresie miałem dużo spraw do niej, pożyczałem wiele cukru, mąki, długopisów, raz udało mi się pożyczyć nawet wodę, bo skłamałem, że coś mi się stało z rurami, hydraulik już w drodze i dlatego nie mogę wyjść z domu kupić butelkowanej, żeby go nie przegapić. Sąsiadka była ode mnie dwa lata starsza, jej chłopak cztery, dlatego pukałem do jej drzwi z zadaniem z matmy, choć umiałem je zrobić, kłamałem, jaka to nie jest wspaniała i mądra, a jaka dobra, że mi pomaga! A potem, zamiast słuchać jej pierdolenia, wpatrywałem się w jej chłopaka. Dobrze, że mieli małe mieszkanie, nie miał gdzie przede mną uciec. Czasami nawet pomagał! Wtedy już kompletnie nie wiedziałem, o co w zadaniu chodzi, choć rozwiązywałem je wcześniej w domu. Przez pewien czas próbowałem się do niego zbliżyć, ale dał mi mocno do zrozumienia, że lubi laski. Tylko laski. Dał mi to do zrozumienia tak mocno, że potem przez tydzień nie mogłem jeść przez spuchniętą wargę, a limo pod okiem mieniło się niezliczonych barw gamą. Był już wtedy ze mną Namjoon, to była ostatnia klasa gimnazjum.





PRZYZNAĆ SIĘ KTO SIE NIE SPODZIEWAL TEGO WIEM, ŻE TY TAKŻE NIE UDAWAJ. DZIEŃ DOBRY 01:58. JAKBY BYŁY JAKIEŚ BŁĘDY TO AŚKA SPRAWDZALA, JEJ WINA
Bye

zielone szkiełko | yoonseok, namgiWhere stories live. Discover now