❁❀175❀❁

2.6K 429 141

  Yoongi

— No to w drogę — rzucił pod nosem Yoongi. Już miał przekręcać klucz w stacyjce, lecz się zawahał. Swoje spojrzenie skierował ku rudzielcowi, który zapiął pasy i wygodnie usadowił się w fotelu. — Na pewno nie jesteś głodny?

Powtórzył to pytanie już czwarty raz, odkąd się obudzili. Naprawdę nie był pewien, czy aby na pewno Park mówi prawdę. Przecież od rana jadł tylko śniadanie, a to było stanowczo za mało, nawet na takiego malucha z metrem siedemdziesiąt pięć. No dobra, nie malucha, ale ten jeden centymetr był powodem do dumy Yoona.

— Na pewno. Yoonnie, jakbym był głodny, to bym Ci powiedział — odpowiedział z uśmiechem młodszy. Poprawił się na siedzeniu i wyjrzał przez okno, za którym wprawdzie nic ciekawego nie było.

No może poza grupką, dość interesująco wyglądających nastolatków, prawdopodobnie pijanych; śmiali się głośno, zataczając i obściskując się na każdym kroku.

— Wątpię — westchnął Min. Chwilę również zawiesił wzrok na młodzieży, wychylając się już ku tylnym siedzeniom. W dłoń chwycił leżącą na fotelu siateczkę i napinająca mięśnie, przyciągnął ją do przodu. — Wiem, że miałeś tam coś przeciwko temu... Jakbyś jednak zgłodniał, to tutaj masz słodycze i jedzenie zrobione przez Seokjin. Uwierz, że specjalnie przyjechał wczoraj, kiedy byłeś u siebie, tylko po to, żeby nas w to zaopatrzyć – dopowiedział, kładąc na kolanach chłopaka torbę. Tamten jedynie wydusił krótkie " Dziękuję" i zajrzał do środka, przytrzymując pakunek, by nie spadł podczas jazdy.

Min, w czasie, gdy Park zabrał się za otwieranie lunch boxa, przekręcił kluczyk w stacyjce, prostując się i rozglądając, czy aby na pewno nic nie nadjeżdża z drogi, na którą zaraz miał wyjechać. Jeszcze by im wypadku brakowało.

— Długo będziemy jechać? – zapytał Chim, wlepiając wzrok w starannie ułożony w pudełku ryż.

— Podobnie co do Pusan. – Stwierdzenie nasunęło mu się samo, przypominając sobie katalog turystyczny, który czytał jeszcze kilka dni przed zaplanowaniem całego wyjazdu. Oczywiście zrobił to ze względu na rozplanowanie tego, co mogliby tam robić przez ten tydzień, lecz wiadomości typu: niedaleko jakich wielkich miast znajduje się plaża, czy też, z jakich dróg i autostrad najlepiej korzystać, również się tam znajdowały, będąc dość przydatnymi informacjami. – To jesz, Kluseczko?

— Może później.

— Nie może, ale na pewno. Przecież zgłodniejesz, a i praca różowej lasencji Namjoona nie może pójść na marne. Prawda, Klusiu?

Jimin przytaknął niemo, wiercąc się chwile na fotelu, ostatecznie odkładając siatkę z pożywieniem na drogę na podłogę, tuż przy swoich stopach. Chwilę siedział w ciszy, spoglądając na ulicę, którą mieli jechać w stronę centrum miasta. Po chwili jednak obiektem spojrzeń stał się dla niego starszy. Ten tylko udawał, że nie dostrzegał przeszywającego go wzroku chłopaka.

— Kluski nie są czasem grube? – Rudowłosy zdawał się naprawdę nudzić. Szczerze, Yoongi miał nadzieje, że uniknie takich rozmów, lub po prosty chłopak pójdzie spać i sen zajmie mu większość drogi.

— Jimin, przestań – rzucił, chyba aż zbyt zimnym tonem, nie odwracając się od kierownicy, przekręcając ją w lewo. – Kluseczki nie są grube. Są śliczne.

— Tak tylko zapytałem. Przepraszam.

— Przecież wiem, do czego dążysz. Naprawdę przestań to sobie wmawiać.

— Przepraszam.

- Następnym razem nie wybaczę – westchnął ciężko miętowowłosy.— Jak nie chcesz, żebym nazywał cię klusią, to mogę wymyślić coś innego. Kruszynka? Honey? Może baby? – ostatnie słowa oczywiście były dla niego tylko żartem. O ile na „kruszynkę" by się zgodził, bo może aż tak źle z jego ust by to nie brzmiało, to „baby" brzmiało jego zdaniem co najmniej żałośnie.

Park pokręcił przecząco głową, a starszy uśmiechnął się nieznacznie na to. Trudno byłoby mu się odzwyczaić i wymyślić coś innego. Jimin przypominał mu taką słodką, drobną kluseczkę z pyzatymi policzkami. Nawet w momencie, kiedy ponownie kręcił kierownicą, mógł dać głowę, iż ChimChim rumienił się, wyglądając jeszcze lepiej.

Jeszcze kilka godzin i mieli rozpocząć wspólne, krótkie wakacje, które naprawdę uważał za przełom w ich dość dziwnej relacji. W końcu nadal sam nie wiedział, kim dla niego jest Jimin. Ich kontakty dawno straciły czysto przyjacielski wygląd, a i par nie byli. W sumie nawet nie wiedział, czy zapowiadało się na coś więcej, czy też zostaną w stanie zawieszenia, nazywając się wzajemnie obiektami westchnień, miłością życia, nawet kochankami. Cokolwiek. W każdym razie miał nadzieję, że uda mu się zrealizować swoje zamierzenia, a wszystko pójdzie tak, jak powinno.

— Nie jest Ci zimno? – Skręcił w jedną bocznych ulic, które ze względu na późną porę, były puste. Jadąc powoli i spokojnie, odwrócił się do marchewkowowłosego, zrzucającego z nóg buty.

— Troszkę, nie chciało mi się już wyciągać bluzy z torby.

Park podciągnął nogi na fotel, uśmiechając się lekko w jego stronę.

Min mógł przysiąść, że jego malutkie oczka, zmieniające się w kreseczki, gdy tylko śmiech czy zadowolenie wpływały na jego twarz, były czymś, co wręcz uwielbiał. Ze smutkiem jednak odwrócił się, by skupić na drodze. Musiał przecież bezpiecznie dowieźć chłopaka na miejsce.

— Głupiutki. Jiminnie-pabo jak nic – mruknął pod nosem. Zwolnił jeszcze bardziej, po chwili zatrzymując pojazd na środku ulicy. Naprawdę dobrze było, że wyjechali tak późno; zero samochodów, zero ludzi. – Co ty byś beze mnie zrobił?

—Byłbym niekochany.

Yoongi zignorował tę odpowiedź, ponownie nachylił się do tyłu, między siedzeniami sięgając idealnie złożony, żółty kocyk, który uszykował specjalnie dla rudzielca. Miał podać mu go już przed wyjazdem, ale wypadło mu to z głowy, przez ciągłe upewnia nianie się, czy aby na pewno wzięli wszystko. Miał wrażenie, że czegoś zapomniał i znając życie, mógł stwierdzić, że było to coś ważnego. Bo przecież o rzeczach tak mało istotnych, jak paczka francuskich ciasteczek z masłem, trzy dodatkowe piżamy, książce King'a, czy tym podobnych, które były zbędne, nie zapomniałby.

Oczywiście został jeszcze ponownie upomniany o zabezpieczeniach podczas stosunku, ale jedynie rzucił pogardliwe spojrzenie w stronę przyjaciół, wyklinając na nich. Ostatecznie jednak pożegnał ich bez większych problemów, ignorując głupie komentarze.

Powrotnie usiadł na swoim miejscu, jedynie lekko przechylając się do Jimina, by rozłożyć kocyk i dokładnie go nim otulić.

— Dziękuję,

— Nie ma za co. Jakby nadal było ci zimno to mów, wyciągnę Ci tę bluzę. Ogrzewanie też już włączam.  

Hey! Hi! Hello! ... Dzień dobry ^^ 

Aish... Tak troszkę znowu nie miałam dostępu do internetu... Ale już wracam.Mam jednak złe i dobre wieści. Złą jest to, że w środę wyjeżdżam za granicę i nie będę mogła dodawać rozdziałów przez tydzień. Dobrą zaś, iż zanim wyjadę, dostaniecie tutaj w zamian maraton rozdziałów ^-^ <3 Wybaczycie mi to? Mam nadzieję! ^^Jak mijają Wam pierwsze dni wakacji? Miłego <3 Kocham Was mocniutko ^^ Maraton - wtorek/środa (może poniedziałek też)

Hold me; p.jm x m.ygPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!