ROZDZIAŁ 32 - OkOłO 5, 8, 17 sTrOn

1.2K 116 10

Siedziałam na ziemi płacząc. Pewnie myślicie: Czemu ? Co w tym takiego strasznego ? Nie którzy maja gorzej ? Jednak dla mnie to coś strasznego nawet nie mogę tego pojąć. Nie umiem sobie tego wyobrazić. To jest dla mnie... nawet nie umiem tego opisać. Mój mózg po prostu to wypiera w każdy możliwy sposób. Przecież teraz już nigdy stąd nie ucieknę. Nigdy nie zobaczę swojej mamy, swoich przyjaciół, swojego domu który może już nie istnieć, ale jednak już go na pewno nigdy nie zobaczę. 

Łzy płynęły coraz szybciej, a z moich ust powoli wydostawał się szloch. Nie zobaczę już nikogo. Będę tu musiała żyć do puki on mnie nie zabije. Nie nie mogę tu zostać muszę mimo wszystko się stąd wydostać nie mogę żyć z kimś takim. On jest przecież okrutny, groźny, przerażający i mściwy. Przynajmniej tak go opisują jednak po tych kilku sytuacjach, a zwłaszcza ostatniej wiem że trzeba wierzyć tym opiniom i plotkom.

Po około 20 minutach usłyszałam, że woda powoli przestaje lecieć. Postanowiłam szybko się pozbierać i zmierzyć ze świadomością, którą aktualnie nie dopuszczałam nawet w małym stopniu. Łzy mimo, że płynęły to mój szloch został opanowany. Wiedziałam, że za chwilę się tutaj pojawi i może być jeszcze gorzej niż było. Szybko wstałam z podłogi otarłam łzy ręką i podeszłam do łoża by po chwili na nim usiąść. 

Teraz najważniejsze nie myśl o tym wszystkim bo się rozkleisz - łzy znowu zaczęły się zbierać w oczach. Nie myśl o rodzinie, o tym, że ich już nie... - znowu się rozpłakałam. Stop nie mogę nie... - łzy leciały coraz szybkiej. Zaciskałam mocno oczy by je zatrzymać jednak to nic nie dawało, moje ręce były zaciśnięte na pościeli, przez co chciałam sobie dodać więcej wolnej woli, ale coś nie wychodziło.

Po chwili usłyszałam otwieranie drzwi łazienkowych. Spojrzałam mimowolnie w tamtą stronę i zobaczyłam go. Alfę stojącego w drzwiach, szybko otarłam łzy z twarzy i spojrzałam z powrotem na niego. On spojrzał tylko na moją twarz i z obrzydzeniem wypisanym na twarzy zgasił światło w łazience po czym zamknął drzwi.

- O co beczysz - zapytał podchodząc do łóżka - Nie mów mi, że tylko o to co Ci przed chwilą powiedziałem.

- Ni... - chciałam coś powiedzieć lecz mi przerwał.

- Nie odzywaj się nie pytana - powiedział twardo - Teraz wiesz kim jesteś w moim stadzie, dlatego obowiązuję Cię takie same zasady jak innych.

- Ale... - znowu to samo.

- Chyba muszę Ci coś przypomnieć - powiedział podchodząc do stosu papierów. Podniósł jedną ze swoich teczek i wyciągną z niej gruby pliczek papieru. Tak na oko 30 kartek - Tutaj masz wszystkie zasady panujące w moim imperium. Pierwsze 5 stron to zasady panujące w tym pałacu, następne 8 to zasady, które przysługują wilkom natomiast reszta dotyczy ludzi - powiedział podając mi plik kartek.

- To wszystko mam przeczytać - zapytałam patrząc na niego. Dobra lubię czytać jednak to... to już przesada. Ogólnie podział tego 13 kartek obowiązuje wilków, a reszta ludzi jest to niesprawiedliwe. Dobra wiedziałam jak funkcjonuje nasz świat jednak na papierze to całkowicie inaczej. Widać to wtedy o wiele wyraźniej.

- Tak, ale nie dzisiaj ponieważ jest już późno - powiedział skierował dłoń w moją stronę. Dopiero po chwili domyśliłam się, że chce bym mu oddała kartki - Położę je na stoliku, jutro masz cały dzień, żeby to przeczytać. Oczywiście jutro zacznie się twoja kara - spojrzałam na niego zdziwiona. Wiedziałam, że coś takiego funkcjonuje jednak nie myślałam, że mówi to na poważnie. Nagle w gardle poczułam wielką gulę. Nie wiem co on może mi zrobić przecież nie znam go aż tak dobrze chyba, że jedynie z plotek, ale to jest coś całkowicie innego w porównaniu z rzeczywistością - Widzę, że myślałaś, że ja żartowałem - przybliżył swoją twarz do mojej - Ja nigdy nie żartuję - powiedział twardo po czym się odsunął - Na razie nie musisz się bać jest to najlżejsza kara jaka może być, więc nic strasznego Ci się nie stanie.

- A mogę - przełknęłam gulę - Wiedzieć jaka to kara - przy ostatnim słowie głos mi się załamał.  

- Dowiesz się jutro teraz kładź się - powiedział, a ja z przerażeniem na niego spojrzałam - No co ?

- A... Ja... Czy.... - nie wiedziałam jak ująć w słowa swojej myśli.

- Przestań się jąkać - warknął.

- Czy ja mam spać z Tobą - zapytałam cicho.

- A z kim - zapytał ze złością w głosie - Z tamtym - zażartował przynajmniej tak to wyglądało. 

- A nie mogłabym gdzieś indziej - zapytałam z nadzieją w głosie.

- A widzisz tu gdzieś inne miejsce do spania - warknął i podszedł do mnie - Lepiej się kładź do póki jestem jeszcze spokojny.

- Dobrze - powiedziałam cicho i wstałam, gdy się odsunął. 

Podeszłam szybko do łóżka i położyłam się na jednej połówce łóżka. On w tym czasie podszedł i zgasił światło, a mnie ogarnęła ciemność, która w aktualnej chwili była bardzo przerażająca. Słyszałam jak podchodzi do łóżka i się na nim kładzie. Następnie czułam jak podnosi kołdrę i przykrywa się nią. Wiedziałam, że  nie zasnę to nie było na moje możliwości. Nie umiałam przy nim być spokojna. Po około godzinie zaczęłam odczuwać zimo z powodu braku kołdry oraz posiadania krótkiej koszuli. Skuliłam się najbardziej jak mogłam i próbowałam usnąć.  


Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now