ROZDZIAŁ 31 - LuNa

1.2K 112 24

Będąc przy drzwiach delikatnie nacisnęłam klamkę i zaczęłam powoli wychodzić. Alfa siedział na fotelu z papierami w rękach. Czy on się w ogóle z nimi rozstaje? Gdy usłyszał otwieranie drzwi automatycznie się odwrócił i spojrzał na mnie. Na początku lustrował mnie od góry do dołu co nie było zbyt kulturalne, ale co można by się było po nim spodziewać. Ciekawe jakbym wyszła w tych ciuchach co od niego dostałam. Po chwili przestał jeździć po mnie wzrokiem.

- Dlaczego nie ubrałaś tego co Ci dałem - zapytał patrząc na mnie.

- Ponieważ tamto coś nie można nazwać ubraniem - powiedziałam pewna siebie. Raz się żyje co nie.

- Widzę, że jesteś strasznie nieposłuszna, ale to się zmieni w najbliższym czasie - powiedział z zagatkowym uśmiechem.

- Jakoś mi się nie wydaje - powiedziałam i podeszłam w kierunku łóżka by na nie usiąść.

- Pamiętasz naszą rozmowę w łazience - zapytał. Ja natomiast kiwnęłam głową - Nie chcesz by coś takiego Ci się przytrafiło drugi raz - kiwnęłam głową - Dlatego lepiej, żebyś się zaczęła zachowywać - powiedział wstając - Idź się przebrać.

- Nie ubiorę tego czegoś - powiedziałam.

- Aaaa - wzdychnął - Jesteś tu ledwo jeden dzień, a mam Cię dosyć - powiedział pod nosem.

- Tak - zapytałam - Ciekawe. To czemu mnie nie wypuścisz?

- Chyba sobie żartujesz - powiedział zły.

- Nie żartuję w takich sprawach - powiedziałam także zła, bo przecież jak ma  mnie dosyć to niech mnie stąd wypuści. Co mu szkodzi? Nic. Przecież sama nic nie zdziałam, a nawet jakbym sama nie była to co bym mogła zrobić. On jest wilkołakiem, a ja tylko człowiekiem.

- Nie zwracaj się do mnie takim tonem - powiedział patrząc na mnie karcąco. 

- Dobrze - powiedziałam spokojnie - Czy mógłbyś mi wreszcie wytłumaczyć co ja tutaj robię - zapytałam ponieważ chciałam mieć tą rozmowę za sobą. Chciałam wiedzieć co się dookoła dzieje, czy to takie dziwne. Chciałabym by stąd sobie poszedł i zostawił mnie samą. Nie lubię jego towarzystwa, a zwłaszcza po sytuacji w łazience, która była przerażająca.

- Czyli nic nie wiesz - zapytał.

- A skąd miałam się dowiedzieć - powiedziałam zła.

- Nie takim...

- Przestań to powtarzać - warknęłam - Nie wiem gdzie jestem, co się dzieje, a ty masz czelność jeszcze mnie upominać, że jestem zła - nie wiem czy dobrze zrobiłam mówiąc to wszystko.

- Nie wiem czy pamiętasz z kim rozmawiasz - powiedział twardo - Powoli zaczynasz się zapominać i chyba będę musiał zmienić stosunek co do Ciebie - podszedł w moim kierunku- Jeśli będę chciał Ci coś wytłumaczyć to Ci to powiem, ale na pewno nie będę słuchać Twoich rozkazów, których nie masz prawo wydawać.

-  Przepraszam bardzo nie rozkazałam Ci nic - powiedziałam wstając - Zapytałam tylko czy możesz mi wyjaśnić obecna sytuację - powiedziałam nadal o dziwo spokojnie - Czy mógłbyś mi odpowiedzieć na kilka pytać - popatrzyłam na niego - Proszę - powiedziałam zdruzgotana. Nie wytrzymam tej sytuacji to dla mnie za dużo. Chcę zostać sama i wypuścić emocje, które teraz w sobie skrywam.

- Myślisz, że jak będziesz udawać smutną to na mnie to podziała - zaśmiał się złowieszczo - Dziewczynko nie wiesz chyba z kim masz do czynienia - spojrzał mi w oczy - Jestem Alfą na mnie takie rzeczy nie działają, gdyby nie to, że jesteś - zaciął się na chwilę - Tym kim jesteś to by Cię po prostu zabił.

- Ale kim jestem - zapytałam - Kim ?

- Luną mojego stada - powiedział twardo.

- Co, ale jak to - pytałam bardziej siebie niż jego. Przez szok, który doznałam po usłyszeniu tych słów musiałam wręcz usiąść. Nie mogłam w to uwierzyć przecież jego bratnią duszą była mała. Sam kazał ją przywieść tutaj, a ja jej pomogłam uciec. Właśnie co z nią się dzieje muszę za chwilę się o to zapytać.

- Po prostu też nie wiem jak to możliwe, że zostałem połączony z takim słabym ścierwem - powiedział zły. Normalnie bym go upomniała za to jak mnie nazwał, ale aktualnie nie wiedziałam co zrobić. To niemożliwe!!!

- Nie to nie może być prawda - powiedziałam ze łzami w oczach - Musiałeś się pomylić - mówiłam wstając z łóżka - To nie jest możliwe przecież wtedy jak byłeś w wiosce...

- Tak powiedziałem, że Luną jest ta mała dziewucha - powiedział zły.

- Nie mów tak o niej - mówiłam, a łzy płynęły po moich policzkach - Co z nią ?

- Nic - powiedział krótko.

- Jak to nic przecież uciekła - mówiłam - Znalazłeś ją ?

- Oczywiście, że znalazłem - powiedział.

- I co z nią zrobiłeś ? - zapytałam wystraszona.

- Nic - powiedział - A co niby miałem zrobić ?

- Nie wiem ukarać za to, że uciekła - mówiłam chodząc po pokoju zdenerwowana.

- Przecież wiedziałem, że to Twoja sprawka, że udało się jej uciec - powiedział patrząc na mnie.

- Czyli wtedy to mnie zobaczyłeś, ale jak to możliwe, wtedy na placu też mnie widziałeś i nic nie poczułeś - mówiłam z nadzieją, że coś się zmieni.

- Chciałbym zauważyć, że miałaś soczewki, które nie są dozwolone - dlatego mama tak chciała bym zawsze je nosiła by nigdy nie zdarzyło się, że jestem bratnią duszą jakiegoś wilka. Co dopiero Alfy.

- Czyli jestem Twoją... - mówiłam ze łzami, które ponownie wyleciały strumieniami. 

- Bratnią Duszą - dokończył wstał, podszedł do ostatnich drzwi, które zostały w tym pokoju. Wszedł, a po chwili pojawił się znowu w pokoju tylko, że na rękach miał jakieś ubranie i zaczął się kierować w stronę łazienki. Gdy usłyszałam trzask drzwi z nadmiaru emocji usiadłam na ziemi i zaczęłam wypuszczać jeszcze więcej łez. Uświadomiłam sobie w tym momencie dwie rzeczy: Jestem Bratnią Duszą najgorszego władcy na świecie oraz, że to zapewne jego pokój.



Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now