ROZDZIAŁ 29 - TłUmAcZeNiE

1.2K 111 4

Leżałam na łóżku około dwóch godzin, rozmyślałam, a raczej analizowałam  całą sytuację przez, którą znajduje się w tym miejscu. Analizowałam wszystko po kolei i zapisywałam w swoim umyśle wszystkie nawet najdrobniejsze błędy jakie popełniłam. Jednak nie doszłam zbytnio do zniewalających faktów. Natomiast wiem, że to wszystko przezemnie, gdybyśmy nie uciekały do wioski, gdybym zauważyła zniknięcie zdjęcia mamy, gdybym nie pomogła... Dobra tego akurat nie mogłam zrobić inaczej, nie mogłam przecież ani Toby'ego i dziewczynki zostawić na pastwę losu.

Podsumowując to wszytsko moja wina ja ich zaprowadziłam do wioski ja jestem wszystkiemu winna jeśli im wszystkim coś się stało to ja jestem winna. Mogłam zamknąć dom, mogłam nie pozwolić im walczyć mogłam tyle zrobić, a nie zrobiłam nic. Łzy zaczęły wypływać z moich oczu. Przecież to wszytsko moja wina. Płakałam do momentu, aż usłyszałam na korytarzu dźwięk kroków. Szybko otarłam łzy i czekałam na rozwój wydarzeń. Po chwili drzwi otworzyły się gwałtownie, a w nich stanął Alfa.

- Widzę, że posłuchałaś mojej rady - powiedział dziwnie spokojny, zamknął drzwi i podszedł odłożyć papiery.

- Jakiej rady - zapytałam, ponieważ kompletnie nie wiedziałam o co może mu chodzić.

- By nie uciekać - powiedział odwracając się w moją stronę.

- A o to Ci chodzi - powiedziałam przypominając sobie naszą rozmowę, a raczej jego przemowę.

- Teraz nagle boisz się mnie - zaśmiał się, odrazu zmieniając nastawienie z wściekłego z lekko roześmianego - Czyli najpierw bohaterka potem posłuszna jak kundel - powiedział zadowolony z obrotu sytuacji - W sumie łatwo będzie Cię wytresować - uśmiechnął się podle - Teraz Ci odpuszczę bo śpieszę się na spotkanie jednak jak wrócę wytłumaczę Ci zasady panujące tutaj - podszedł po papiery i zabrał stos białych kartek - Mam nadzieję, że do tej pory nie przyjdzie Ci chęć na ucieczkę. Tak dla informacji wszystkie wyjścia są obstawione i nie masz najmniejszych szans by zwiać z tego miejsca. Strażnicy mogą Cię zaatakować jeśli będziesz się stawiać, może to nie to samo co zabicie Ciebie, ale to i tak sprawi im radość - powiedział z uśmiechem, pakując wszystko do teczki - Mowę Ci odebrało - zapytał podchodząc do drzwi.

- Nie - powiedziałam.

- Nareszcie mowę odzyskałaś - zaśmiał się wstrętnie - Do zobaczenia później Ros - powiedział podkreślając moje imię.

- Znowó mowę straciłaś mowę - powiedział patrząc na mnie zły.

- Co - powiedziałam otrząsując się z zamyślenia.

- Zadałem Ci pytanie - mówił zaciskając szczękę. O co mu znowu chodzi.

- Nie dosłyszałam - powiedziałam prawie zgodnie z prawdą, ja po prostu go nie usłyszałam. Nawet nie wiedziałam, że coś do mnie mówi.

- Zapytałem czy ktoś tu był - powiedział głośno. Powiedzieć prawdę ? Jackob mu nie powiedział ? Może lepiej nie mówić... Ale nie umię dobrze kłamać. Dobra raz kozie śmierć.

- A co Cię to obchodzi - ujełam chyba to w złych słowach ponieważ gwałtownie ruszył w moją stronę. Ja niewiele myśląc podniosłam się szybko z łòżka i zaczęłam biec w stronę jednej pary drzwi. Mimo mojej dobrej kondycji Alfa zdążył mnie dogonić nim dobiegłam do upatrzonych drzwi. Złapał mnie mocno za ramie i przycisnął do najbliższej ściany.

- Lepiej zacznij odnosić się do mnie z szacunkiem bo może się to dla Ciebie bardzo źle skończyć - wrzasnął. Widziałam tylko jego okropnie krwiste oczy, które zmieniały kolor na czarny. Było to zarazem przerażające i zachwycające takie magiczne takie cudowne - Teraz odpiwiedz na moje pytanie - wrzasnął mi w twarz. Dobra teraz to już tylko przerażające.

- Nikoooogo tu nie było - wydukałam przerażona.

- Naprawdę - powiedział patrząc na moją twarz, którą pokrywał strach - W takim razie jak się dowiem, że jednak ktoś tu był to ten ktoś pożałuje tego bardzo mocno.

- Co masz na myśli - zapytałam mimo strachu.

- Powiedzmy tak poniesie karę godną swojego wybryku - zaśmiał się szyderczo i puścił mnie odchodząc w stronę fotela.

- Czyli - zapytałam i podbiegłam do niego.

- Najprościej poniesie śmierć - powiedział bez zbędnych emocji. Ja natomiast przeżyłam szok słysząc to jedno słowo. JAK TO ŚMIERĆ ? Nie pozwolę na to, nie. Boże przecież ona ma tu kamery wszystkiego się dowie. Po co kłamałam? Po co? Trzeba to teraz odkręcić.

- Powiem prawdę tylko - obrócił się w moją stronę - Obiecaj, że nie skażesz tego kogoś na śmierć - powiedziałam błagalnie.

- A czemu mam Ci niby coś obiecywać - zapytał zły - Twoim obowiązkiem jest mówienie prawdy i mówienie całości. Ja w tym wypadku nie muszę nic - powiedział i usiadł na fotelu - Jednak z chęcią posłucham twojej wersji wydarzeń.

- Ale nie zrobisz mu krzywdy - zapytałam.

- Czyli to jest on - powiedział udając zaskoczenie - Interesujące. Lepiej zacznij mówić zanim stanę się nieprzyjemny.

- Dobrze - powiedziałam zrezygnowana. Może po wysłuchaniu nic mu nie zrobi - Zacznijmy od tego, że po twoim wyjściu zaczęłam szukać drogi ucieczki z tego miejsca - jego twarz nie wykazywała zaskoczenia, które powinien mieć na twarzy - Gdy znalazłam okno, a raczej balkon wiedziałam, że będę próbować się stąd wydostać. Po znalezieniu klamki i wyjściu na balkon nie wiedziałam co dalej dopóki nie spostrzegłam gałęzi, która dawała mi nadzieję na ucieczkę. Weszłam na nią i w połowie drogi usłyszałam nawoływanie obróciłam się, a tam Jackob. Zdecydowałam się zawrócić i po chwili byłam już koło niego. Postanowiliśmy wrócić do środka i porozmawiać. Potem, gdy wyszedł przyszedłeś ty - mówiłam szybko wymachując przy tym rękami. Byłam lekko zestresowana sytuacją co spraaiło, iż mówiłam szybciej niż zwykle. Po skończonej przemowie spojrzałam na Alfę, który był zdziwiony i lekko zły.

Governments of doppelgangeryWhere stories live. Discover now