❁❀170❀❁

2.9K 459 235

Yoongi

— Kluseczko moja kochana... Nie, że narzekam, czy coś, ale siedzisz w łazience już od dwudziestu minut — powiedział dość głośno Yoongi, stojąc przy samych drzwiach do owego pomieszczenia.

Niedawno zdążyli zjeść śniadanie, a zaraz po tym, Jimin postanowił pójść, się przebrać w coś, w czym mógłby wyjść z domu. Według starszego mógłby iść nawet w za dużej koszulce i bokserkach, które mu pożyczył, ale ostatecznie stwierdził, że nawet nie będzie tego proponował. Wystarczyło mu, że i tak czuł zagrożenie ze strony Chanyeola.

- Długo jeszcze, Minnie? - krzyknął, przytykając twarz do drewnianej ramy drzwi.

- Moment, hyung. Muszę jeszcze się pomalować...

- Po chuja?

- Nie, po to, żeby dobrze wyglądać.

- Zawsze dobrze wyglądasz, pabo.

Wyłaź tu do mnie, bo musimy jechać.
Zaraz po wypowiedzianych słowach, usłyszał dźwięk przekręcanego zamka, a Park niepewnie wychylił się z pomieszczenia.

- No nie wiem, Yoonnie. Chyba jednak powinienem — mruknął dość niewyraźnie, jednak zrozumiale dla starszego.

Mietowowłosy chwycił za nadgarstek Jimina i przyciągnął go w swoją stronę, by chłopak wyszedł z łazienki.

Uśmiechnął się pogodnie, widząc twarz młodszego bez żadnego korektora czy innych widocznych znaków, by bawił się w młodego tynkarza. Osobiście uważał, że przecież nie potrzebny mu makijaż. Delikatnie odgarnął kosmyki włosów, o lekko już wyblakłym rudym kolorze.

- Nie powinieneś. Wyglądasz cudnie... ale teraz powinniśmy już iść.

Rudzielec chwilę jakby zastanawiał się, co powinien zrobić ostatecznie jednak szybko przytulił się do starszego, po czym uklęknął, by założyć stojące przy drzwiach wyjściowych buty.

- Wiesz, nie lubię conversów — parsknął Min, spoglądając na marchewkowowłosego, mocującego się ze sznurówkami lewego buta.
Właściwie miał powiedzieć to już dzień wcześniej, ale nie chciał psuć nastroju młodszemu. - Naprawdę ich nienawidzę.

- A ja kocham. Najwidoczniej przeciwieństwa się przyciągają — zaśmiał się cicho Chim, spoglądając z dołu na niego, nie zaprzestając wiązania sznurowadeł. - Mnie wcześniej też nienawidziłeś. Może do conversów też się przekonasz — dodał z promiennym uśmiechem, doprowadzając przy okazji Yoongiego do palpitacji serca i zalewania się wodospadem cukrzycy.

Czyli nic nowego.

- Ugh... Ale Ty to inna sprawa. Wydaje mi się, że te cholerne buty mnie nie kochają — rzucił, śmiejąc się nerwowo i drapiąc po karku.

To wcale nie tak, że trudno rozmawiało mu się o ich wcześniejszej relacji. Po prostu od tamtego czasu stracił zbyt wiele swagu... no i głupio było mu przez to, jaki był dla ChimChima.

Od nienawiści, do miłości stwierdził w myślach, przy okazji zastanawiając się, czy kiedykolwiek znajdzie dobrego psychiatrę, który wytłumaczy mu, jak to możliwe, że jego uczucia i stany emocjonalne tak diametralnie się zmieniły... A i zamknąłby jego współlokatorów w psychiatryku. Przydałoby im się... Czas spędzony wśród swoich byłby dla nich relaksujący...

- Wychodzimy? - zapytał, samemu będąc w pełni gotowym do wyjścia. Spojrzał na Parka, który właśnie się prostował, rozmasowując kark, który chyba nieco go rozbolał po kilku minutach schylania się ku butom, które usilnie nie chciały wejść na jego stopę.

Hold me; p.jm x m.ygPrzeczytaj tę opowieść za DARMO!