PROLOG

108 8 1
                                                  


        Nazywam  się  Varad  Radak, ale  nie  jest  to  imię z czasów, gdy  byłem  jeszcze  człowiekiem. Moja historia, zresztą jak wiele innych, bo jak się miało później okazać nie wszystkie, zaczyna się w dniu narodzin. Na chrzcie dostałem Tomasz, zapewne to  imię  było popularne na początku lat osiemdziesiątych  dwudziestego  wieku, chociaż  rodzice  uparcie  powtarzali, że  to  po  świętym Apostole. Sceptyku. Co akurat by się zgadzało, tylko nie wiem, czy to tak działa.

        Należałem do pokolenia, które zaczęło się dusić w ciągle malejącym świecie.  Do pokolenia, które urodziło się za późno, by móc  skosztować  prawdziwej  wolności, podróżując  w nieznane jak Kolumb, Cortez, Magellan, czy inni wielcy odkrywcy. Do pokolenia  urodzonego  za  wcześnie na podbój kosmosu, kiedy historia odkryć zatoczy koło przebijając dokonania swoich sławnych poprzedników.  Pokolenie  bez  celu. Zawieszeni. Jednak  tamtego  pamiętnego  dnia  stałem  w Nowym Świecie, pełny nadziei na równi z obawą, co mogę tu znaleźć.

        Od początku.

        Pominę dzieciństwo i szkołę, ponieważ nie są istotne w tej opowieści. Zacznę od momentu, gdy  uporczywy   dzwonek  budzika  przypominał   o   konieczności   spełnienia  tych  wszystkich oczekiwań  społecznych  z  pracą  na  czele.  Ślady   na   śniegu   w  pobliżu   skrzynki   pocztowej zwiastowały  nadejście  przesyłki. Z  Ameryki  w trzy tygodnie. Program  do  dłubania  w  mózgu marki TMI. Znalazłem w Internecie, a zaczęło się jeszcze wcześniej.

        Umarłem.

        Nie tak od razu na zawsze. Serce nie biło tylko dwie minuty. Tak powiedzieli lekarze, ale dla mnie  to  była  wieczność. Mówili,  że  to  tryb  życia, przemęczenie, depresja, myślę, że  nikt  nie wiedział naprawdę. Trafiłem do szpitala  w fatalnym stanie, na  granicy agonii z trudnościami w oddychaniu.   Później,  zaczęły   szwankować  nerki, wątroba  aż  stanęło  serce.  Szpitalna  sala, świetlisty tunel, Bóg, aniołowie... Bzdury. Zapadłem  się  w nicość. Trwałem  w  ciemności, aż w końcu,   wśród   błysków   i   trzasków,  prawa  fizyki  nagle  oszalały.  Byłem  widzem,  aktorem  i krytykiem naraz. Filmem było moje życie, a najgorsza w tym wszystkim, perspektywa zamkniętego rozdziału. Paskudne uczucie. Tyle chciałem zrobić. Zawsze miałem wszystko, by zrealizować swój pomysł na życie, a teraz... To koniec. Przegrałem, a huśtawka emocji na karuzeli wspomnień, dopiero się rozkręcała. Kolejne epizody. Te wszystkie ważne rzeczy. Praca, pozycja, pieniądze... Ile to warte po śmierci? Dużo ważniejsze były z pozoru błahe, dobre uczynki. Kilka groszy dla żebraka, pomoc w problemach, zwykła ludzka życzliwość, dająca pamięć przesyconą szczerym podziękowaniem. Prawdziwa siła. Krok po kroku odkrywałem, co jest ważne w życiu człowieka, a tempo wciąż wzrastało. Było mnie tysiące. Tylu, ile dokonałem wyborów. Myślałem, że umrę po raz drugi, kompletnie rozbity. Wtedy poczułem uderzenie, potem następne. Wszystkie puzzle złączyły się w całość. Wróciłem.

        – Takie rzeczy się zdarzają – Lekarz rozłożył ręce.

        W każdym razie na przekór wszystkim dość szybko doszedłem do siebie. Dziś wiem, że to był początek. Żar nadchodzących zmian, rozpalił ogień. Zapłonęła ciekawość, postanowiłem znaleźć odpowiedź. Co dzieje się z człowiekiem po śmierci? Pominę wierzenia, bo jest tego naprawdę dużo, a to nie jest religijno-teologiczna opowieść. Pominę również, pomysły na klucz do zaświatów w postaci widelca włożonego do kontaktu. Takie rzeczy nie wchodzą w rachubę. Szukałem naprawdę długo. Czego to ludzie nie wymyślą, by zarobić parę groszy. Pomijam wiec również, internetowych guru, którzy z holistycznym przesłaniem bezinteresownej miłości, biorą tysiąc dwieście brutto za kurs doskonałości.

Władcy EmocjiPrzystań dla opowiadań. Odkryj teraz